REAL-ATLETICO 1-1 Derby Madrytu pod Barcelonę

Real- Atletico 1-1 hiszpańska la liga 2017/2018 Madryt derbyWspółczesna historia derbów Madrytu jest bardzo dziwna. Po powrocie do La Ligi w 2002 roku Atlético przez 21 spotkań nie mogło pokonać Realu, lecz gdy na ławce trenerskiej zasiadł Diego Simeone, całkowicie odmienił losy tej rywalizacji, ale tylko na krajowym podwórku, bo w Lidze Mistrzów nadal Królewscy są górą (wygrali wszystkie 3 konfrontacje, w tym dwa finały, jeden po rzutach karnych). Bilans spotkań derbowych od grudnia 2011 to 9 wygranych Realu, 8 remisów i 8 porażek (w lidze bilans jest remisowy 4-4-4). Ale gdy spojrzymy na mecze Primera División rozgrywane na Bernabéu, tutaj o dziwo górą są Rojiblancos, którzy tylko raz przegrali, i to dawno, bo 1 grudnia 2012 roku. Potem odnotowali 3 wygrane z rzędu i rok temu remis 1-1. To wstydliwa statystyka zważywszy na to, że Real w tym czasie wygrał aż 12 pucharów. Ale z lokalnym rywalem na własnym stadionie sobie nie radzi. Dzisiaj była okazja, by choć trochę poprawić ten obraz. Wynik nie miał wielkiego znaczenia dla żadnej z drużyn, bo ani Real, ani Atlético nie mają szans na mistrzostwo Hiszpanii i bardziej skupiają się na rozgrywkach europejskich, ale derby to zawsze derby. Jednak ligowa niemoc Los Blancos nie jest przypadkiem – znów też nie potrafili wygrać, a remis nie jest żadnym sukcesem. To 5. sezon bez zwycięstwa nad lokalnym rywalem przy Concha Espina, a Królewscy nadal tracą do Los Colchoneros 4 punkty.

W pierwszej połowie nawet wyglądało to całkiem nieźle. Gospodarze cisnęli, Oblak musiał bronić strzały Ronaldo i Varane’a, po uderzeniu Marcelo uratowała go poprzeczka, a po uderzeniu Asensio spojenie. Chwilę wcześniej arbiter przegapił faul na Kroosie w polu karnym. Chociaż gra nie była piękna (Real wciąż gra zbyt statycznie, by zaskoczyć uporządkowanego w obronie rywala), przewaga podopiecznych Zidane’a była oczywista. Inna sprawa, że Królewscy nie umieli jej wykorzystać, ich akcje były wolne, prowadzone bez fantazji i pomysłu. Po zmianie stron padła wreszcie wyczekiwana bramka – dośrodkował Bale, a trafił oczywiście Ronaldo. Los Blancos nie cieszyli się długo z prowadzenia. Jak zwykle po golu rozluźnili się, pozwolili gościom na więcej i Griezmann wyrównał, a chwilę potem gola mógł strzelić Koke, lecz świetną interwencją popisał się Navas. Potem na boisko za Cristiano wszedł Benzema i zagrożenie dla bramki Oblaka praktycznie przestało istnieć. Francuz przez pół godziny został raz czy dwa wymieniony przez komentatora, a tak poza tym to zniknął w swoim stylu i nie odegrał żadnej roli. Zresztą umiejętność znikania jest jedyną, jaką Karim opanował do perfekcji. Real grał wolno i nudno, a z jego optycznej przewagi nic nie wynikało. Klub zmęczonych starców dociągnął remis do końca, a najlepszą okazję do strzelenia gola miał w samej końcówce Ramos z rzutu wolnego i wtedy Oblak ponownie stanął na wysokości zadania. Od zejścia CR7 wiele się nie napracował, a podział punktów nikogo nie krzywdzi. Najbardziej zadowolona jest Barcelona, która ma już nad Atlético 11 punktów przewagi, ale jej mistrzostwo jest oczywiste od grudnia, więc ten wynik niczego nie zmienia. Tylko trochę wstyd…


Minus Meczu: Benzema

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: