REAL-ALAVES 4-0 BBC strzela Real wygrywa

Real-Alaves 4-0 hiszpańska la liga 2017/2018Deportivo Alavés, ubiegłoroczny finalista Pucharu Króla, idzie jak burza. Po fatalnym początku sezonu nie ma już śladu, drużyna pod wodzą nowego trenera w ostatnich 5 meczach zanotowała 4 zwycięstwa, czyli tyle samo, co w pierwszych 16 spotkaniach. Dynamikę odzyskał też Real, więc starcie ligowe tych drużyn zapowiadało się niezwykle emocjonująco. Królewscy jednak podeszli bardzo poważnie do meczu i nie pozostawili żadnych wątpliwości, kto jest lepszy. Zdobyli 4 gole – wszystkie były udziałem napastników Cristiano Ronaldo, Bale’a i Benzemy, a mogli strzelić drugie tyle, i nie byłoby to krzywdzące dla bezbarwnych gości. W pierwszej połowie nic nie zapowiadało pogromu. Madrytczycy niby się starali, sporo biegali, ale nie tworzyli wielkiego zagrożenia pod bramką Pacheco, a jeśli już – zawodziła skuteczność. Wystarczy napisać, że wzorcowa kontra, w której wybiegli czterech na jednego (!), zakończyła się pudłem Benzemy, który się poślizgnął mając przed sobą jedynie golkipera. Później Francuz zamiast do pustej bramki trafił w słupek. Tuż przed przerwą Karim jednak błysnął ładnym podaniem do Ronaldo, a Portugalczyk otworzył wynik meczu.

W pierwszej akcji po przerwie Benzema świetnie obsłużył Bale’a, a ten strzelił w krótki róg i zrobiło się 2-0. Kwadrans później podanie Lucasa wykorzystał CR7 i było po meczu. Okazji było znacznie więcej, swojego gola strzelił nawet Karim, ale sędzia niesłusznie dopatrzył się pozycji spalonej. Francuz trafił w samej końcówce spotkania, gdy Bale został sfaulowany i Madryt miał rzut karny. Cristiano, jak przystało na kapitana, oddał jedenastkę koledze, by dodać mu więcej wiary w siebie i pozwolić przełamać strzelecką niemoc. Benzema ustalił wynik na 4-0. Zamiast 50. hat-tricka Ronaldo mieliśmy więc dzisiaj gole wszystkich członków ofensywnego tridente, które szwankuje już od tak dawna.

Real bardzo łatwo wygrał mecz z silnym rywalem, który na Bernabéu okazał się zupełnie bezradny. Wprawdzie Królewscy znów grali tylko 45 minut, bo pierwsza odsłona raczej do zapomnienia, ale to wystarczyło. Takimi meczami drużyna nabiera pewności przed rewanżowym starciem z paryżanami za 10 dni. Dzisiaj wszyscy zagrali dobrze lub bardzo dobrze. Nawet Benzema, który znów pudłował, ale dużo rozgrywał i rozdawał asysty. Wreszcie z dobrej strony pokazał się Theo, miał kilka dynamicznych wejść w pole karne, przy odrobinie szczęścia mógł spotkanie zakończyć golem i asystą. Na kwadrans weszli niedoceniani przez Zidane’a Ceballos i Llorente. Niby niewiele, ale to lepsze niż nic. Teraz należy życzyć, by Los Blancos utrzymali tę formę i zwycięską mentalność w kolejnych spotkaniach. Najbliższe już we wtorek w Barcelonie z Espanyolem.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: