KAYAK Seventeen

Kayak Seventeen recenzjaKAYAK
Seventeen
2018

Kayak to prawdziwa legenda holenderskiego rocka progresywnego. Zespół powstał w 1972 roku i nagrywa do dzisiaj, chociaż w latach 80. i 90. miał długą przerwę w działalności. Nie zmienia to faktu, że ma na koncie już 17 albumów, co łatwo stwierdzić po tytule tego najnowszego wydawnictwa. Żeby było milej, na płycie pojawia się gościnnie lider i gitarzysta Camel, Andy Latimer. To właściwie nic nadzwyczajnego – obecność gitarowego guru nie powinna zaskakiwać, bo w końcu twórcą, głównym kompozytorem i duszą grupy jest Ton Scherpenzeel, klawiszowiec dobrze znany z Camel właśnie. Holender co pewien czas zmienia współpracowników, a przed nagraniem Seventeen wymienił praktycznie całą ekipę (i słusznie, bo ostatnie krążki z bezpłciową Cindy Oudshoorn na wokalu wołały o pomstę do nieba). Ten zabieg zdecydowanie wyszedł zespołowi na zdrowie. Obecność Latimera łatwo poznać, jego cudowną i jakże charakterystyczną gitarę słychać w urokliwej instrumentalnej kompozycji Ripples On The Water, a w pozostałych utworach mistrza wyręcza Marcel Singor, nowy gitarzysta na pokładzie Kayak. Z całkiem przyzwoitym skutkiem. Podobnie sprawdza się nowy wokalista Bart Schwertmann. Po takiej rekomendacji wypada zasiąść wygodnie w fotelu i przygotować się na muzyczną ucztę.

Bezbarwny opener w postaci kiczowatego Somebody nieco tonuje oczekiwania, ale zaraz potem epicka, pełna symfonicznego rozmachu i zwrotów akcji 12-minutowa suita La Peregrina przywraca dawny blask i wiarę, że Kayak wrócił na właściwą ścieżkę. Powiem nawet, że to ich najlepszy utwór w dyskografii, ile tu przestrzeni, ile wyobraźni – dokładnie tego brakowało w pierwszej dekadzie istnienia grupy. Przyznam, że nigdy nie byłem fanem tej formacji. Jej stare płyty były mało wyraziste, takie trochę journeyowate granie, które mnie kompletnie nie rusza, więcej tam popu i zbyt prostych melodii niż artrockowego kunsztu. Oczywiście trafiały się czasem kompozycje warte zapamiętania, ale nie było ich wiele jak na tyle wydanej muzyki i trudno mi nawet przywołać jakiś tytuł. Album Seventeen całkowicie zmienia tę sytuację. Mamy tu jeszcze dwa długaśne nagrania (pełne zmian tempa i dramaturgii, trwające 10 minut Walk Through Fire oraz nieco słabsze Cracks, za to z imponującą „latimerową” solówką Singora) i pod tym względem zespół nas wyraźnie rozpieszcza, bo wcześniej mocno ograniczał te ambitne wielowątkowe kompozycje na rzecz błahych piosenek z pogranicza popu. Takie też są obecne na nowym wydawnictwie, choćby All That I Want ze stadionowym refrenem (takie coś dla ludu) czy wesołe God On Our Side, ale to nie jest ten typ grania, który tygrysy lubią najbardziej. Nie do końca przystoi ambitnej grupie, lecz przecież Kayak zawsze miał w repertuarze zwykłe proste melodie (czasem nawet bardzo udane, czego przykładem dynamiczny Feathers And Tar pilotujący album na singlu). Podobnie jak ballady, których też sporo na Seventeen, ale nawet nie będę ich wymieniał. Z klimatycznych nagrań wolę za to powtórzyć instrumentalną perełkę z Latimerem Ripples On The Water, bo takie cudeńka rzadko jest okazja usłyszeć.

Najważniejsze w tym wszystkim jest co innego – zespół Kayak miał niemal 20 lat przerwy, powrócił udanymi albumami Close To The FireNight Vision, po czym zagubił się kompletnie. Oto po kolejnej dekadzie płytą Seventeen znów wraca z niebytu i to od razu do pierwszej ligi. Z nowym składem, nową energią i nowymi nagraniami opartymi na starych sprawdzonych pomysłach. Takie powroty wyjątkowo cieszą.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: