FUENLABRADA-REAL 0-2 Wielkie męczarnie z trzecioligowcem

Fuenlabrada-Real 0-2 Puchar Króla Copa del Rey 2017/2018Powiedzieć, że na pierwszy mecz Pucharu Króla mecz w Fuenlabradzie z wiceliderem Segunda División Zidane powołał głębokie rezerwy Realu Madryt to jak nic nie powiedzieć. „Baby Madrid” reprezentowali wyłącznie wychowankowie i młodzi zmiennicy, a skład uzupełniały tak egzotyczne nazwiska jak Quezada, Hernando, Feuillassier czy Cristo z Castilli, która nawet w trzeciej lidze nie bardzo sobie radzi. Zizou poszedł na całość (żaden trener topowych klubów nie zagrał aż takimi rezerwami) i w ten sposób niejako wyrównał szanse, więc na Estadio Fernando Torres trudno było oczekiwać wysokiej wygranej faworyta. To jeden z tych meczy, które po prostu trzeba rozegrać nie tracąc zbyt wiele sił i absolutnie nie lekceważąc rywala, bo takie podejście czasem skutkuje blamażem (jak kilka lat temu z Realem Unión czy Alcorcónem). Normalne, że pierwszy mecz Copa del Rey grają rezerwy, często zresztą ich ambicja, chęć pokazania się i głód gry gwarantuje dobre widowisko i grad bramek (jak rok temu, gdy w dwumeczu z Culturalem Leonesa Real strzelił aż 13 goli), ale „drugi garnitur” w obecnym sezonie jest znacznie słabszy niż ten sprzed roku. I to było wyraźnie widać na boisku. Chłopaki starali się, biegali, ale z pomysłem na rozegranie i tworzeniem sytuacji mieli taki sam problem jak ich starsi koledzy. Wystarczy dodać, że pierwszy celny strzał Realu na bramkę Codiny oddał Llorente w… 44 minucie – już samo to wiele mówi o dyspozycji Królewskich. Żadnych dobrych akcji, gra drewniana jak w okręgówce. Ceballos niedokładny, Asensio niewidoczny, Lucas tragiczny, Borja to żart jakiś. Co „trener roku” Zidane zrobił z tymi zawodnikami to trudno zrozumieć. Tu nie ma drużyny, nie ma wyćwiczonych schematów, nie ma zgrania, wizji. Ale czy na zespół z Segunda B naprawdę potrzeba jakiegoś niebywałego zgrania czy specjalnej taktyki? Rok temu jak wchodziła młodzież, to aż dymiło na boisku – było tempo, był polot i rozmach, była radość z gry. Teraz jest bezradność i bezmyślność. Nic więcej. A ponoć madrycka ławka bije na głowę tę z Barcelony, tymczasem wczoraj rezerwy Barçy grały ładnie, składnie i skutecznie, zagrały o niebo lepiej niż dzisiaj Real.

To nudne jak flaki z olejem widowisko nabrało nieco rumieńców po przerwie i madrytczycy ostatecznie wygrali 2-0, ale bramki z gry strzelić nie potrafili (najbliżej był Borja po niezłej główce – to zresztą jedyna akcja, w której się pokazał drugi po Benzemie napastnik w ekipie Zidane’a). Oba gole padły po rzutach karnych. Najpierw po indywidualnej akcji faulowany był Achraf i w 63 minucie na 1-0 trafił Asensio, następnie w 80 minucie trzymany był Theo, a bramkę na 2-0 zdobył Lucas. To wszystko. Mimo gry przez ostatnie 10 minut w przewadze Królewscy nie potrafili stworzyć zagrożenia pod bramką Codiny. To było żałosne spotkanie w ich wykonaniu. Wygrali po wielkich męczarniach z trzecioligowcem prezentując poziom niegodny ekipy z Primera División. Tym bardziej niegodny mistrza. Dalszy komentarz uważam za zbyteczny.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: