SIENA ROOT A Dream Of Lasting Peace

Siena Root Dream Of Lasting Peace recenzjaSIENA ROOT
A Dream Of Lasting Peace
2017

O muzycznych zmianach, jakie się dokonały w szwedzkiej grupie Siena Root pisałem recenzując poprzedni krążek Pioneers, na którym panowie uprościli brzmienie i zrezygnowali z rozbudowanych kompozycji na rzecz prostych, wyrazistych utworów. Ten sam trend, nawet z jeszcze większą konsekwencją utrzymują też na nowym albumie – A Dream Of Lasting Peace nie zawiera ani jednego nagrania trwającego chociażby 7 minut. Należy więc przyjąć do wiadomości, że czasy wielowątkowych suit i kilkunastominutowych odjazdów na razie odeszły do lamusa. Trochę mnie to martwi, lubiłem tamte nagrania, jednak rozumiem też, że Siena Root wciąż poszukuje, nieustannie modernizuje swą muzykę, za co należy się szacunek, bo przecież Szwedzi grają oparty na bluesie stoner rock, a tutaj trudno coś nowego wymyślić. Poza tym krótsza forma wypowiedzi też ma plusy, bo sprzyja wyrazistości kompozycji. Z drugiej strony Deep Purple (których duch jest tu stale obecny) i inne wielkie rockowe kapele pamiętamy raczej za te dłuższe nagrania. Nieważne, kończę te luźne dywagacje, bo jest jak jest – najważniejsze, że jest naprawdę dobrze.

Na pokładzie zameldował się nowy wokalista Samuel Björö, jednak zmiana ta nie jest specjalnie odczuwalna. Śpiewa kapitalnie, podobnie jak poprzednik. Tym, co najbardziej się liczy na szóstym studyjnym krążku grupy, są same kompozycje, tym razem wyjątkowo udane. Praktycznie wszystkie, bez wyjątku. Krótkie, ale treściwe. Purpurowi słuchacze od pierwszego taktu Secrets poczują się jak w domu. Pionierzy retro rocka, jak sami się nazwali w jednej z piosenek (Root Rock Pioneers), oferują wszystkie swoje charakterystyczne cechy: mocne basy (Sam Riffer), potężne Hammondy (Erik Petersson), czadowe solówki gitarowe (Matte Gustavsson), ostrą perkusję (Love Forsberg) i wyrazisty wokal (Samuel Björö), do tego obowiązkowe analogowe brzmienie. Aż trudno uwierzyć, że ta muzyka powstała teraz, a nie 45 lat temu. Sztokholmski kwintet bardzo dba o swój image, nawet teledysk do No Filters jest stylizowany na lata 70-te, by ta urzekająca mieszanka hard rocka, bluesa i psychodelii otrzymała odpowiednią oprawę.

Trudno stąd coś wybrać, bo wszystkie nagrania trzymają poziom tworząc niezwykle spójną klimatycznie całość. Promujące płytę piosenki Tales Of Independence i wspomniana No Filters to typowe hardrockowe hity skrojone pod rockowe radiostacje. Szybkie, wpadające w ucho i podrywające z krzesła, okraszone kapitalnymi solówkami Gustavssona. Imponujący genialnymi klawiszami Sundown to ukłon w stronę psychodelii, z kolei mój faworyt, hardrockowy Outlander rozwala system jego pojedynkiem z Peterssonem. Poza dobrymi melodiami największą ozdobą płyty są właśnie klawiszowo-gitarowe dialogi, które nawet pozornie bezbarwny utwór jak np. rozpędzony Growing Underground (głęboko kłaniają się tu Fireball Deep Purple czy Look At Yourself Uriah Heep) wynoszą na piedestał. Chwilę oddechu zapewniają dwie ballady – krótsza Empty Streets z mocniejszymi elementami pod koniec oraz najładniejsze w zestawie rasowe bluesisko The Piper Won’t Let You Stay, cudownie wykonane, z łkającą gitarą i delikatnymi Hammondami w tle. To jedyne nagranie przekraczające 6 minut, a i tak trwa za krótko. Zbyt krótkie jest też instrumentalne Imaginarium, które rozkręca się od jazzującego początku po iście hardrockowy finał, a raczej jego namiastkę, bo ktoś wyciszył to nagranie w najlepszym momencie. Ten kryminał muzycy zapewne nadrobią w wersji live, bo utwór aż się prosi o koncertowe rozwinięcie. Wreszcie na deser chłopaki przygotowali kolejną perełkę – The Echoes Unfold trąci patosem za sprawą rozdzierającego śpiewu Samuela, a organowo-gitarowy dialog w finale (też za wcześnie wyciszony) robi wielkie wrażenie i pozostawia niedosyt. To godne zamknięcie świetnej płyty. Kolejnej udanej podróży w czasie niezmordowanych Szwedów do najlepszych lat hard rocka. Już się nie mogę doczekać, co wymyślą następnym razem.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: