REAL-BARCELONA 2-3 Porażka Realu w towarzyskim Klasyku

Real Barcelona 2-3 El Clasico Miami 2017Pretemporada to popularne w Hiszpanii określenie czasu przygotowań drużyny do sezonu. W ramach tych przygotowań w USA rozgrywane są mecze między największymi klubami, które przyciągają miliony widzów i przy okazji generują wielomilionowe dochody dla uczestników. Oczywiście nie są to spotkania oficjalne, mają charakter towarzyski i nie są liczone do żadnych statystyk. Nie zwykłem takich gier komentować, bo nie wynik jest tu najważniejszy, jednak trudno milczeć, gdy dochodzi do meczu z Barceloną. Klasyk to zawsze Klasyk, nawet jeśli ma charakter towarzyski. To dopiero drugi taki przypadek w historii – dotychczas jedyne El Clásico poza granicami Hiszpanii było rozegrane w 1982 roku w Wenezueli (Real wygrał 1-0 po bramce Del Bosque). Królewscy mieli szansę zrehabilitować się po poprzednich dwóch słabiutkich występach, które pozostawiły spory niesmak wśród kibiców. Najpierw wymęczony remis 1-1 z Manchesterem United dał rzut karny Casemiro po faulu na Theo w drugiej połowie spotkania, gdy na boisku zameldowali się sami zmiennicy (m.in. pięciu graczy trzecioligowej z Castilli) i zagrali znacznie lepiej od leniwych i bezbarwnych graczy pierwszego składu. Potem była wstydliwa porażka 1-4 z City Pepa Guardioli, a honorowego gola niezwykłej urody zdobył w ostatniej minucie młodziutki Óscar Rodríguez. Real grał fatalnie, a najgorzej prezentowali się wolni i niezdarni panowie BB – Bale i Benzema, którzy nie potrafili stworzyć żadnego zagrożenia pod bramką rywala. Przy odpoczywającym Ronaldo i po odejściu Moraty to oni dwaj mają być siłą napędową ataku Los Blancos, na razie są tylko hamulcowymi. Na Hard Rock Stadium w Miami wszystko miało być inaczej. Żarty się skończyły, bo już za tydzień mecz o pierwsze trofeum sezonu 2017/2018, więc najwyższy czas pokazać przynajmniej zajawki dobrego futbolu, jakiego wymagamy od mistrzów.

Miało być, ale nie było. Obejrzeliśmy dobry mecz, ale na boisku Real pod każdym względem ustępował Barcelonie. Początek był piorunujący. Zanim podopieczni Zidane’a stworzyli jakąkolwiek akcję, już przegrywali dwoma bramkami. W pierwszym ataku gola strzelił Messi, a w 7 minucie poprawił Rakitić. Były szanse na kolejne trafienia, ale uderzenia Katalończyków mijały bramkę lub doskonałymi interwencjami popisywał się Navas. Gdy Barcelona nieco zwolniła, do głosu doszli wreszcie Królewscy i w 14 minucie po kapitalnej indywidualnej akcji gola zdobył Kovačić, obok Asensio jedyna jasna postać meczu po stronie madrytczyków. Mecz się wyrównał, ale nadal lepsze okazje tworzyli Katalończycy. Grali piłką, byli dokładni i przede wszystkim mieli ruchliwych napastników, którzy napędzali szybkie ataki (zwłaszcza szalejący Neymar, dla którego był to ostatni występ w barwach Barcelony). Po drugiej stronie było zwalnianie tempa, wyhamowywanie kontr, zaś odpowiedzialni za ofensywę panowie Benzema i Bale na długie minuty znikali zaliczając niezwykle „dyskretny” występ – czyli nic nowego. Karim oddał jeden niecelny strzał, Gareth palił wiele akcji i też raz uderzył niecelnie. Pokazał się po zmianie stron, gdy w dogodnej sytuacji strzelił w bramkarza. Tyle. Przed przerwą Królewskim tak naprawdę wyszła jedna akcja, gdy w 36 minucie Asensio przeprowadził szybki kontratak i wyrównał stan meczu. W drugiej połowie gola po dograniu z rzutu wolnego strzelił Pique i ustalił wynik spotkania. Real miał swoje okazje (brylował głównie wprowadzony po przerwie Isco), ale znacznie więcej stworzyła ich Barcelona. Wynik 3-2 to najmniejszy wymiar kary.

Z jednej strony wypada powtórzyć, że to okres przygotowawczy, że wyniki nie są najważniejsze, itd. Z drugiej trudno nie być zaniepokojonym tym, co pokazują piłkarze ze stolicy Hiszpanii. Jakby nie wrócili z wakacji. Na tle rywali, którzy przecież też są w okresie przygotowawczym, Królewscy prezentują się mizernie. Zawodzi zwłaszcza niemrawy atak. Panowie BB, których pozycja w klubie wydaje się być niezagrożona, bez pana C nic nie potrafią zrobić. Ci, którzy cokolwiek potrafią i wykazują odpowiedni poziom zaangażowania, albo odeszli, albo siedzą na ławce i grają ogony. Wypada mieć tylko nadzieję, że trener to widzi i zarządzi niezbędne zmiany w meczach o stawkę, jednak znając podejście Zidane’a nie postawiłbym na to pieniędzy. Benzema i Bale nie mogą grać tylko za nazwisko. Sprint, strzały z dystansu, ciąg na bramkę, świetne podania, kontrola i utrzymanie piłki, doskonała współpraca – to wszystko cechy, których brakuje obu zawodnikom (a które w nadmiarze prezentowali Messi, Suárez i Neymar). Mam też nadzieję, że prezes też to widzi i dokona zakupu prawdziwego napastnika w miejsce grających podróbek.


Plus meczu: Asensio, Kovačić, Isco
Minus meczu: Benzema, Bale

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: