KEEPING UP WTH THE JONESES Szpiedzy z sąsiedztwa

Szpiedzy z sąsiedztwa recenzja Gadot GalifianakisKEEPING UP WTH THE JONESES
Szpiedzy z sąsiedztwa
2016, USA
komedia
reż. Greg Mottola

Obecny od niedawna na ekranach film Wonder Woman ze zjawiskową Gal Gadot przypomniał mi o ubiegłorocznej produkcji z tą aktorką, komedii Szpiedzy z sąsiedztwa, która po klapie w USA nie spodobała się także naszym dystrybutorom i nie miała polskiej premiery kinowej. Wielkiej straty nie ma, bo to nic nadzwyczajnego, tym razem znany z całkiem zabawnego filmu o kosmicie Paulu Greg Mottola się nie popisał, a i Gadot wypadła raczej słabo, ale widziałem na ekranach znacznie gorsze produkcje. O czym jest film poniekąd zdradza polski tytuł – jak zwykle nasi tłumacze (czy raczej twórcy własnych wersji tytułów) dali ciała i już na starcie zdradzili to, co miało być dla widza zaskoczeniem (przynajmniej do pewnego momentu). Do domu na przedmieściach wprowadza się tajemnicza para (Gal Gadot i gwiazda serialu Mad Men Jon Hamm). Pan i pani Jones są piękni, bogaci i niezwykle efektowni, co szczególnie widac na tle spokojnej i nudnej dzielnicy. Idealna para niczym z żurnala skupia na sobie uwagę sąsiadów (znany z Kac Vegas Zach Galifianakis i Isla Fisher) i natychmiast budzi ich zazdrość. Przeżywający kryzys wieku średniego Jeff i Karen za wszelką cenę pragną im dorównać, co prowadzi do wielu zabawnych sytuacji. Zwłaszcza gdy okazuje się, że nowo przybyli to w rzeczywistości działający pod przykryciem agenci do zadań specjalnych.

Można długo dyskutować, co to jest dobry humor, bo każdego śmieszy co innego. Problem pojawia się wtedy, gdy podczas seansu nie ma kiedy się szczerze uśmiechnąć. Tak właśnie jest w Szpiegach z sąsiedztwa. Intryga jest naciągana, a humor bardzo wysilony. Temat zwykłych szarych ludzi, których życie nagle staje na głowie, to motyw stary jak świat. Jeśli historię zbudowana na bazie przeciwieństw przedstawi się w miarę logiczny sposób, bez zbytniego szarżowania, i doda jakiś świeży element, można stworzyć naprawdę ciekawy, nietuzinkowy film. Gregowi Mottola to się niezbyt udało. Do pewnego momentu potrafi utrzymać zainteresowanie widza, lecz potem, po odkryciu kart, z każdą minutą robi się coraz bardziej idiotycznie i coraz mniej śmiesznie. Scenarzysta Michael LeSieur pojechał po bandzie i przesadził. Towarzyszące mi stale uczucie deja vu potęgowane było przez sztywną grę seksownej Gadot i głupkowate, nadmiernie ekspresyjne zachowania sympatycznego skądinąd Galifianakisa. Nawet gdyby bardzo chcieli, nie mieli szans uratować tej produkcji.

Szpiedzy z sąsiedztwa to lekka i nudna komedia dla mało wymagającego widza. Jeśli komuś wystarczą ładne kobiety, szybkie fury, toporna fabuła i kilka niewybrednych żartów, powinien się dobrze bawić. Pozostałym radzę odpuścić. Ja obejrzałem i już zapomniałem.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: