BLONDIE Pollinator

Blondie Pollinator recenzjaBLONDIE
Pollinator
2017

Czas nikogo nie oszczędza. Gdy pod koniec lat 70-tych urocza, seksowna blondynka („blondie”) o wielkich oczach Debbie Harry z zespołem Blondie lansowała kolejne wielkie hity (z nieśmiertelnym Heart Of Glass na czele), wróżono jej długą i wielką karierę. Jednak po odniesieniu wielkich sukcesów po obu stronach Atlantyku grupa rozpadła się już w 1982 roku. Wprawdzie reaktywowała się w oryginalnym składzie pod koniec stulecia, ale to już było co innego. Inne czasy, inna moda, inna muzyka, bo – co tu dużo ukrywać, kolejne płyty dawnych pionierów nowej fali były nieudane i niewarte uwagi. Słuch o zespole zaginął, nieproporcjonalnie do jego roli w kształtowaniu nowojorskiej sceny punkowej. Czy wydany niedawno Pollinator coś zmieni? Czy 72-letnia wokalistka nadal potrafi oczarować publikę? W świecie pop-rocka i popu, gdzie króluje młodość? Ale kobietom wieku się nie wypomina więc stwierdzę dyplomatycznie, że głos pozostał ten sam…

Pilotujące płytę single z dyskotekowym i odpowiednio nazwanym Fun i potem wyraźnie zainspirowanym wspomnianym wyżej hitem Long Time zaostrzyły apetyt na resztę materiału. Dawno zespół Blondie nie grał tak lekko i przebojowo, a podobnych kawałków jest tu znacznie więcej. W tych najciekawszych maczali palce licznie zaproszeni goście, dzięki którym wszystko brzmi bardziej współcześnie. To m.in. Joan Jett dośpiewująca w otwierającym zestaw, porywającym nowofalową dynamiką Doom Or Destiny, Johnny Marr (były gitarzysta i kompozytor grupy The Smiths) napisał przebojowy My Monster, z kolei australijska piosenkarka Sia Furler (znana jako Sia) pomogła przy kapitalnym Best Day Ever. A jest jeszcze podlane syntezatorami Gravity, w którym głos Debbie poddano komputerowej obróbce, z korzyścią dla ostatecznego efektu. Jest też kilka innych piosenek, które może już tak nie porywają, ale nie zmieniają ogólnie pozytywnego wrażenia, jakie pozostawia Pollinator.

Jak napisałem na początku, czas nikogo nie oszczędza, i nie chodzi tu o metrykę członków grupy. Chodzi o zmiany na rynku, o oczekiwania ludzi, o model lansowany w mediach. Zespół Blondie nagrał fajną płytę, która i tak dotrze tylko do wąskiej grupy słuchaczy. Nie wylansuje przebojów porównywalnych do Call Me, The Tide Is High czy Rapture, bo dzisiaj słucha się czego innego, ale taki comeback musi cieszyć. Niby nic wielkiego, ale za to jaki fun, że udało się przywołać ducha lat 70/80 z czasów świetności grupy. Dobre i to.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: