REAL-SEVILLA 4-1 Pierwszy z trzech finałów zaliczony

Real Sevilla 4-1 hiszpańska la liga 2016/2017Spotkanie z Sevillą to pierwszy z trzech ligowych finałów dla Realu Madryt. Ostatni mecz sezonu na Bernabéu. Być może ostatnia szansa na pokazanie się takich zawodników jak Navas, James czy Morata – głównych faworytów do opuszczenia drużyny w letnim okienku transferowym. Na razie jednak to wszystko nie ma znaczenia. Piłkarze są zjednoczeni i mają wspólny cel – zdobyć mistrzostwo kraju. Zidane dał odpocząć takim graczom jak Marcelo, Casemiro, Modrić, Isco czy Benzema, ale jak wiemy zawodnicy rezerwowi dają tę samą, a czasem nawet większą jakość niż drużyna A. Dzisiaj było z tym różnie, bo James i Morata nie błyszczeli, ale Los Blancos wykonali zadanie i są już tylko dwa kroki od tytułu.

Mecz miał dośc nietypowy przebieg. Pierwsze 45 minut to świetna gra i znakomite okazje Sevilli (sam Jovetić mógł skończyć z hat-trickiem – trafił w słupek, w poprzeczkę, a trzecią sytuację fenomenalnie wybronił Navas) oraz spryt Realu, który może nie dominował w środku pola i nie tworzył tak udanych akcji, ale co miał to trafił. Najpierw zaskakujący gol Nacho z rzutu wolnego w 10 minucie, gdy obrońca wykorzystał gapiostwo obrony i bramkarza gości strzelając bez czekania na gwizdek sędziego. Duże brawa za inteligencję i przytomność umysłu. Potem w 23 minucie po świetnej akcji Asensio piłkę odbitą przez Sergio Rico po strzale Jamesa dobił Cristiano. Na przerwę Królewscy schodzili więc prowadząc 2-0, lecz dostali wystarczająco dużo ostrzeżeń, że przy takim rozkojarzeniu bramki dla piłkarzy Sampaolego są tylko kwestią czasu.

Madrytczycy niestety nie wyciągnęli wniosków i zaraz po zmianie stron zostali ukarani za bierność w polu karnym. W 49 minucie gola strzelił Jovetić i na boisku zrobiło się nerwowo. Królewscy przyzwyczaili ostatnio fanów do tego, że potęgują emocje i wygrywają na styku, rzadko oferując fajerwerki. Dalej więc to Sevilla miała więcej z gry, tworzyła więcej sytuacji i była dokładniejsza od gospodarzy. Obraz spotkania zmienił się dopiero, gdy Zidane dokonał zmian, a z boiska zeszli James i Morata. Lepsza kontrola skutkowała lepszymi akcjami gospodarzy i to szybko przyniosło efekt. W 78 minucie Asensio genialnym podaniem uruchomił Kroosa, ten zagrał w pole karne, a Ronaldo perfekcyjnym uderzeniem w samo okienko pokonał Sergio Rico i zamknął mecz. Warto dodać, że Portugalczyk od dawna ma patent na Sevillę – był to jego 25 gol w 17 spotkaniu z Andaluzyjczykami. Pięć minut później Kroos trafił na 4-1, a kolejne dobre okazje mieli jeszcze Lucas i Asensio. Te ostatnie minuty nieco poprawiły statystyki (gol Niemca to ligowe trafienie nr 100 – to ważne, bo przy minimalizmie ekipy Zizou przez długi czas trudno było przypuszczać, że kolejny rok z rzędu pęknie setka). Nadal Sevilla miała większe posiadanie piłki i podobną liczbę strzałów, ale skuteczność zdecydowanie była po stronie Blancos. I tylko to się liczy. Teraz przed Realem kolejny finał – na Balaídos w Vigo, gdzie w środę madrytczycy rozegrają zaległe spotkanie z Celtą.

Wiadomość dnia to kolejny ważny rekord ustanowiony przez drużynę Zidane’a. Mecz z Sevilla to 62 kolejne spotkanie z golem. Wcześniejszy rekord w oficjalnych meczach drużyn z pięciu najsilniejszych lig w Europie należał do Bayernu sprzed trzech lat, kiedy to Bawarczycy strzelali w 61 kolejnych spotkaniach. Wynik madrytczyków to na razie 62 z wielkimi szansami na pobicie tych liczb w następnych starciach. A na horyzoncie światowy rekord brazylijskiego Santosu z 1962 roku, gdy brylował w nim Pelé, wynoszący 74 kolejne mecze z golem.


Plus meczu: Asensio, Cristiano Ronaldo, Nacho, Kroos
Minus meczu: Morata

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: