Mister Champions 100+

Cristiano Ronaldo 100 goli mister championsZ początkiem maja rozgrywki piłkarskie wkraczają w decydującą fazę. Przed Realem ostatnie mecze ligi hiszpańskiej i półfinały Ligi Mistrzów, gdzie czeka najtrudniejszy możliwy przeciwnik, sąsiad zza miedzy, Atlético Madryt. Jak dziwnie by to nie brzmiało, bo przecież Królewscy w La Liga dystansują ekipę Diego Simeone (mimo iż w ostatnich latach mają niekorzystny bilans bezpośrednich spotkań), a i w dwóch ostatnich finałach Champions League (2014 i 2016) pokonali lokalnego rywala wpędzając go w lekką depresję i mocną żądzę zemsty. Okazja do rewanżu już jutro, gdy obie drużyny wybiegną na murawę Estadio Santiago Bernabéu. Los Colchoneros są w dobrej formie, co pokazali w sobotę na Wyspach Kanaryjskich na luzie aplikując gospodarzom z Las Palmas 5 bramek. W tym samym czasie Real niemiłosiernie męczył się na własnym terenie w meczu z Valencią, której obecny potencjał i miejsce w tabeli są porównywalne. Czy to cokolwiek znaczy w kontekście wtorkowej konfrontacji? Zupełnie nic. Goście nabrali pewności siebie, są szybcy i przebojowi, wydają się znacznie świeżsi od Realu, ale Królewscy to kameleon i stać ich na wszystko. Wiedzą, o co grają. Niby w sobotę też wiedzieli, a ruszali się jak muchy w smole, ale nie powinni powtórzyć tej niedyspozycji. Może w tym pomóc lepszy skład, bez statycznego środka pola i niemrawego napadu z parodią napastnika Benzemą. Ale to już wybory Zidane’a, który ma swoich ulubieńców i wypuszcza ich bez względu na formę, a młodych techników kisi na ławce. Jednak on też wie, o co gra i z pewnością chce dobrze. Wiemy jedno – kto by nie wyszedł na boisko, szykuje się walka o wszystko bez żadnej taryfy ulgowej, a decydujący musi być on. Cristiano Ronaldo. Mister Champions, który w Lidze Mistrzów strzelił już 100 bramek. Teraz rozpoczyna program 100 plus.

Pisanie o znaczeniu CR7 dla Realu Madryt nie ma sensu. To piłkarz legenda, decydujący w każdym momencie meczu. Nawet teraz, gdy nie imponuje formą, gdy gubi się w prostych dryblingach, stracił szybkość i wszystkie zalety skrzydłowego, gdy często z przykrością patrzy się na jego nieporadne zachowania – Cris nadal jest wybornym strzelcem z wyjątkowym instynktem do zdobywania bramek. W obecnym sezonie trafia rzadziej i jego liczby już tak nie imponują (ma na koncie 32 gole, w poprzednich 6 sezonach z rzędu przekraczał 50 bramek), ale to nadal najlepszy goleador Madrytu, a w dwumeczu z Bayernem trafił aż 5 razy. Jutro Real potrzebuje najlepszej wersji Ronaldo, jeszcze lepszej niż ta z ćwierćfinałów i na pewno znacznie lepszej niż ta z sobotniego spotkania, gdy wprawdzie strzelił gola, ale poza tym grał egoistycznie i nieprzekonująco. Liga Mistrzów to jego rozgrywki. Wprawdzie często hasłem „mister Champions” określa się Karima Benzemę, który w Champions League ma całkiem niezłe statystyki, ale obecna dyspozycja Francuza dyskwalifikuje go jako napastnika Realu Madryt. To smutne, że tak słaby gracz przez tak wiele lat reprezentuje tak wielki klub. Pozwolę więc sobie zarezerwować wspomniane określenie dla Portugalczyka. Cristiano to król Ligi Mistrzów, prawdziwa maszyna, piłkarz przełamujący wszelkie bariery, a przed nim staje kolejne wyzwanie: odpalić program 100 plus i rozpocząć strzelanie drugiej setki goli w tych rozgrywkach. Oby już jutro.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: