XXX: RETURN OF XANDER CAGE XXX: Reaktywacja

 

XXX Reaktywacja Return Xander Cage recenzjaXXX: RETURN OF XANDER CAGE
XXX: Reaktywacja
2017, USA
akcja
reż. D.J. Caruso

Xander Cage to miłośnik sportów ekstremalnych, który został zwerbowany przez amerykański rząd i zatrudniony jako tajny agent. Tak było w 2002 roku, a w główną rolę wcielił się Vin Diesel, budujący właśnie swoje emploi ekranowego twardziela. XXX był prostym obrazem, coś na wzór Bondów, z wartką akcją, wyrazistym bohaterem, pięknymi kobietami i niezłą muzyką (w pierwszej scenie zafundowano widzowi fragment koncertu grupy Rammstein). Druga odsłona XXX, już bez Diesela, nie była sukcesem i projekt zawieszono. Po 15 latach ni stąd ni zowąd pojawiła się kontynuacja. Postanowiono wrócić do sprawdzonej formuły – wraca więc Vin Diesel (jak widać po tytule, oryginalnym rzecz jasna, bo u nas jak zwykle wymyślono własny), jest Samuel L. Jackson, pojawia się Danny Trejo, a raz nawet… piłkarz Neymar. Tak, tak, to nie żart – jest pełen wypas. Aktorsko, bo fabularnie tak cieniuteńko, że przez większość seansu czułem się trochę zażenowany.

Dlaczego Vin Diesel zmienił zdanie i zgodził się na kontynuację roli agenta XXX nie wiem, ale trzeba to było zrobić 10 lat temu. Wtedy to by miało sens. Ja rozumiem, że kino akcji nie musi być ambitne, że to prosta rozrywka, ale nawet w prostocie trzeba trzymać jakiś poziom, zwłaszcza przy zaangażowaniu niezłej (jak na kino klasy B) obsady. W końcu to nie byle film dla byle kogo, tylko sequel pewnej popularnej niegdyś serii, jej „reaktywacja”, więc można się było trochę postarać. Nie mam za złe kopiowania Szybkich i wściekłych (zbieranie ekipy, w której wszyscy są kochającą się rodziną i każdy chętnie umrze za drugiego – przepraszam: nie umrze, kule ich omijają, oni są przecież nieśmiertelni) ani nawet nagromadzenia bzdur, bo sama fabuła jest nieistotna (Xander Cage starając się odzyskać zagrażającą ludzkości broń zwaną „Puszką Pandory” zostaje wplątany w międzynarodowy spisek), ale XXX: Reaktywacja nie oferuje ani napięcia, ani przyzwoitej akcji, ani nawet spektakularnych efektów (niby są, ale CGI na poziomie sprzed dekady), a dialogi są tak infantylne, że naprawdę trudno wytrzymać do końca seansu. I chyba powinienem był wyjść, bo przegięty finał pozostawia jeszcze większy niesmak. Na podobnym poziomie jest realizacja. Kompletnie szkoda czasu na tę bezbarwną produkcję, która nawet dwie dekady temu nie robiłaby wielkiego wrażenia. Jak ktoś lubi Diesela, niech lepiej sięgnie po oryginał lub którąś z ostatnich części Szybkich i wściekłych. Niby to samo, ale kilka poziomów wyżej.

 

 

 

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: