3 DOORS DOWN Us And The Night

3 Doors Down Us The Night recenzja3 DOORS DOWN
Us And The Night
2016

Opisując wrażenia po przesłuchaniu nowej płyty amerykańskiej grupy 3 Doors Down zacznę od tego, że nigdy nie byłem, nie jestem i nie potrafię być fanem takiego grania. Niby rockowo, ale nie do końca. Niby popowo, ale za mocno. Niby przebojowo, ale mało wyraziście. To takie stanie w rozkroku, czego w muzyce nie lubię. Zespół rockowy udający boysband? Może to za ostre słowa, lecz moim zdaniem pasują jak ulał do kapeli zawdzięczającej swój pierwszy hit ścieżce dźwiękowej filmu American Pie 2. Ponieważ jednak ludziom to się spodobało (takie czasy, że wyrazistość nie jest w cenie, zaś prostota i owszem) i Amerykanie sprzedali kilka milionów swoich sześciu płyt, nie można ich lekceważyć i wypada chwilę poświęcić. Chwilę, bo więcej nie bardzo jest czemu.

Na ten album fani czekali aż 5 lat, to szmat czasu w świecie pop rocka. Gdy wreszcie panowie poradzili sobie z odejściem gitarzysty Matta Robertsa, z jego następcą zarejestrowali nowy materiał i oto mamy krążek Us And The Night. Przygotowany według tej samej recepty co poprzednie. Jest kilka ballad, kilka kawałków niebezpiecznie popowych i jeden czy dwa udające rock. Wszystkie tak samo nudne i niezapamiętywalne. Po przesłuchaniu całości nie zostaje w głowie nic, co warto wspominać. Jak ktoś liczy na kolejne Here Without You to uprzedzam: nie ma tu niczego takiego. Jest rytmicznie, hitowo i… kompletnie nijako. Brzmienie nieco spłaszczono, gitara często ucieka na drugi plan kosztem elektroniki, co dobrze słychać już w pierwszym, zbyt popowym utworze The Broken, który jakoś nie zawojował rozgłośni radiowych. Trochę lepiej wypada kolejny (zarazem następny singel) In The Dark. Też bez sukcesu. Co mi się podoba? Rockowy początek (ale tylko początek) Still Alive, jako tako melodia mocniejszego Believe It oraz nagranie tytułowe, które ma konkretny refren, da się zanucić, a przede wszystkim jest drapieżne (jak na 3 Doors Down oczywiście). Reszta to taka guma do żucia dla uszu: tu fajny riff, tam refrenik, ale w sumie blado i bezbarwnie. Na pewno po 5 latach pracy można wymagać więcej. Z drugiej strony – grupa stara się grać bezpiecznie, radiowo, pod masowe gusta. Może użyję porównania piłkarskiego – pewien zawodnik zagrywający głównie do tyłu lub kolegi obok ma świetnie statystki podań, ponad 90% celnych – ale co z tego, skoro efekt tych podań żaden? Z Us And The Night hitów nie będzie. To bardzo przeciętny album, do bólu wtórny i niewart większej uwagi.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: