VILLARREAL-REAL 2-3 Klasyczna remontada lidera La Ligi

Villarreal Real 2-3 la liga hiszpańska 2016/2017Po słabej grze i kolejnej przykrej wpadce w Walencji madrytczycy jechali dziś na Estadio de la Cerámica (dawniej El Madrigal) z nożem na gardle, gdyż Barcelona wygrała z Atlético i została liderem tabeli. Tak pewne niedawno prowadzenie Realu wisi na włosku, a nieszczęścia przecież chodzą parami – tymi słowami zamknąłem relację ze środowej porażki. Villarreal leży o rzut beretem od Walencji, jednak nie to stanowiło problem, tylko dyspozycja gospodarzy, którzy w tym sezonie nie przegrali jeszcze z żadną czołową drużyną La Ligi i stracili najmniej bramek ze wszystkich ekip – zaledwie 15 w 23 meczach. Brzmi to jak usprawiedliwienie, lecz nie o to chodzi. Real ma obowiązek wygrywać takie mecze. Skoro jednak poległ ze słabą Valencią, trudno było pozostać optymistą w spotkaniu z drużyną dużo lepszą.

Po pierwszych minutach wydawało się, że nie będzie tak źle. Piłkarze biegali, doskakiwali do rywala, stosowali pressing. Dalej nie umieli przekuć tego na sytuacje bramkowe, bo z drewnianym BBC z przodu i niezbyt kreatywnym CKM w środku trudno coś rozegrać, ale była nadzieja. Dość szybko jednak gospodarze przejęli inicjatywę i zaczęli rządzić. Byli szybsi, lepsi technicznie i lepiej zorganizowani. Wystarczy dodać, że przed przerwą podopieczni Frana Escriby mieli kilka groźnych akcji pod bramką Królewskich i mogli spokojnie prowadzić, podczas gdy madrytczycy uderzyli tylko raz: Benzema ręką. Leżącego się nie kopie więc niech to wystarczy za komentarz.

Gdyby Zidane miał oczy i rozum, gdyby nie żył w alternatywnej rzeczywistości (gdzie Benzema jest świetny, a BBC idealnie funkcjonuje), już po 45 minutach dokonałby kilku zmian. Niestety koszmarnie słaba gra Los Blancos to w dużej mierze jego wina. Zła taktyka, złe wybory personalne, złe reakcje (albo ich brak), zła motywacja. Naiwnym jest wierzyć, że ten sam toporny skład nagle zagra lepiej. Wprawdzie w 47 minucie Real przeprowadził pierwszą (!) dobrą akcję zakończoną uderzeniem w światło bramki (wreszcie!), ale lekkie podanie Benzemy do bramkarza trudno nawet nazwać strzałem. W odpowiedzi Trigueros oddał prawdziwy strzał i zdobył gola. Madrytowi zostało 40 minut na zmianę wyniku, lecz najpierw trzeba umieć coś wykreować i stworzyć jakieś sytuacje, z tym ekipa Zizou ma wielki problem. Może trener go wreszcie zauważy? Takich problemów nie ma za to Villarreal – w 56 minucie Bakambu ograł Ramosa i trafił na 2-0 praktycznie zamykając mecz. Przynajmniej tak się mogło zdawać. Real nie wyglądał na drużynę zdolną do strzelenia bramki, tym bardziej trzech bramek najsolidniejszej defensywie w lidze. Wtedy stało się coś dziwnego – Królewscy przestali tylko statystować i nagle zaczęli grać w piłkę. Impuls dała zmiana kreatywnego Isco za bezproduktywnego Casemiro.

Od 60 minuty Real ruszył do przodu. Najpierw Ronaldo uderzył w słupek, potem dobrą okazję miał Marcelo (ale ten trafia w bramkę raz na ruski rok), wreszcie w 64 minucie Bale wykorzystał dogranie Carvajala i głową strzelił bramkę kontaktową. Napór trwał dalej i 10 minut później wyrównał Cristiano Ronaldo z rzutu karnego po zagraniu ręką Soriano. Przez ostatni kwadrans oglądaliśmy świetne spotkanie, w którym obie drużyny dążyły do zwycięstwa. Po zmianie Benzemy na Moratę Real wreszcie grał z napastnikiem, a nie jego żałosną karykaturą. Co to oznacza zobaczyliśmy w 83 minucie, gdy Hiszpan trafił po dograniu Marcelo. Jedna sytuacja, jeden gol. Co z tego, skoro i tak grać będzie Francuz… Morata mógł jeszcze zamknąć mecz kolejnym golem, ale nie trafił i skończyło się na 3-2 dla Królewskich, którzy tym samym powrócili na fotel lidera Primera División.

Który to już horror z happy endem w wykonaniu podopiecznych Zidane’a? Remontada cieszy, jej styl na pewno nie. Z jednej strony madrytczycy pokazali charakter i w 30 minut odwrócili losy przegranego meczu, za co należą się słowa uznania. Z drugiej to, co zaprezentowali przez pierwszą godzinę, nie miało prawa się zdarzyć ekipie walczącej o mistrzostwo. Niby zwycięzców się nie sądzi, lecz tak beznadziejna gra nie gwarantuje niczego. Dziś się udało, madridistas odetchnęli z ulgą, a Zidane’owi znów dopisało szczęście, ale kiedyś ono się skończy. Nie zawsze obrońca zagra ręką, a bez tego mogło być różnie. Celowo nie wchodzę w polemikę dotyczącą bramek (niektórzy kwestionowali celowość zagrania ręką Soriano i rzut karny dla Królewskich, ale nie było żadnych wątpliwości co do dwóch pozostałych bramek Los Blancos, z kolei oba gole dla gospodarzy padły po błędach arbitra – Trigueros uderzył po zagraniu ręką Castillejo, natomiast Bakambu w momencie podania był na minimalnym spalonym), gdyż sędziowie nie mylą się celowo, a dzisiaj i tak to Real był bardziej poszkodowany. Madrytczycy wygrali zasłużenie, bo mimo wszystko byli bardziej skuteczni. Gospodarze grali ładniej, szybciej i dokładniej, ale brakowało im wykończenia. Bez względu na wynik, kandydat na mistrza nie może prezentować się tak mizernie jak w pierwszej godzinie spotkania. A powtarzam to niemal po każdym meczu. Już najwyższy czas na przekonującą grę przez pełne 90 minut i wystawianie piłkarzy w formie, a nie przereklamowanych nazwisk. Ile jeszcze spotkań musi zepsuć Karim Benzema, by jego rodak dał szansę lepszym? Zinédine Zidane ma alternatywy, lecz wcale z nich nie korzysta. Całą kreatywność trzyma na ławce lub na trybunach, a jego ukochane BBC przez godzinę nie stworzyło żadnego zagrożenia – gracze za 100 mln nie potrafili wymienić między sobą kilku podań. Dzisiaj Real znów urwał się spod topora, lecz wynik nie przysłoni mizerii tego projektu i zahaczających o sabotaż decyzji trenera. Z taką grą strata pozycji lidera w La Lidze jest tylko kwestią czasu. Ale zwycięzców się nie sądzi. Dzisiaj więc madridistas mają powody do radości (jeśli dotrwali do końca i nie rozwalili telewizorów po pierwszej godzinie), a nadal w mocy pozostaje słynne powiedzenie Valdano: nikt nie gra słabej piłki lepiej niż Real Madryt.


Plus meczu: Isco
Minus meczu: Benzema

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: