REAL-ESPANYOL 2-0 Powrót Bale’a i kolejne trzy punkty Realu

Real Espanyol 2-0 liga hiszpańska 2016/2017Po świetnym występie w Lidze Mistrzów przeciwko Napoli pora wrócić do rozgrywek La Liga, gdzie Real ciągle prowadzi, lecz tylko o jeden punkt wyprzedza Barcelonę i w każdym meczu walczy o pozycję lidera. Oczywiście ma jeszcze zaległe mecze, ale trzeba je najpierw wygrać. W Hiszpanii nikt nie oddaje punktów za darmo, a na spotkania z Los Blancos wszyscy szczególnie się motywują i grają lepiej niż zwykle. Dzisiaj na Bernabéu przyjechał rozpędzony Espanyol, natomiast Zidane dał odpocząć Modriciowi, Benzemie i Navasowi, zabrakło też kontuzjowanego Ramosa i Danilo. Wiadomością dnia jest powrót do gry Garetha Bale’a po trzech miesiącach przerwy. Zagrał 20 minut i od razu został bohaterem meczu. Strzelił bramkę i był jednym z niewielu, którym się chciało cokolwiek robić na boisku. Reszta wyszła na trening.

Madrytczycy widocznie nie potrafią rozegrać dwóch dobrych spotkań z rzędu, to przekracza ich możliwości. Wystąpili gracze rezerwowi, którzy mieli dać świeżość, tymczasem obserwowaliśmy leniwe zawody dwóch drużyn, z których jedna grała na stojąco i nie za bardzo chciała, druga zaś chciała lecz nie za bardzo mogła. I to powinno wystarczyć za komentarz, bo nie ma o czym pisać. Trzy punkty planowo zdobyte, ale taka postawa nie może budzić entuzjazmu. Real w całym meczu oddał 3 (słownie: trzy) celne strzały na bramkę Lópeza, a wygrał dlatego, że Espanyol był jeszcze gorszy – 1 (słownie: jedno) uderzenie, przy którym Casilla też zbytnio się nie napracował. Pierwszą dobrą okazję po precyzyjnym dograniu Isco w 33 minucie wykorzystał Morata (na szczęście nie było Benzemy – Morata co miał to trafił), potem nie działo się kompletnie nic, a nieporadność Królewskich była wręcz porażająca. W 71 minucie wszedł Bale i wreszcie coś drgnęło, zaś w 83 minucie Walijczyk trafił na 2-0. Tyle. Cristiano Ronaldo, podobno najlepszy snajper Realu, nie oddał strzału na bramkę. Oddał jeden z rzutu wolnego – jak zwykle trafił w mur, bo przerzucenie futbolówki nad murem zamiast siłowego walenia na pałę to zbyt trudne zagranie dla zdobywcy Złotej Piłki.

To był typowy mecz Realu Zidane’a. Solidny w obronie (co nie było zbyt trudne przy takiej mizerii rywala) i bezbarwny z przodu, zagrany na biegu wstecznym i wygrany ledwo ledwo. Temu Realowi nie zależy na wysokich zwycięstwach ani na zadowoleniu kibiców. Temu Realowi zależy na tym, by się nie przemęczyć i zdobywać punkty minimalnym nakładem sił. To się udało. Mam nadzieję, że w środowym starciu z Valencią drużyna wykaże więcej charakteru, bo na Mestalla za brak chęci się płaci. Paradoksalnie właśnie tym smutnym i nijakim występem Królewscy pobili kolejny klubowy rekord – to 42 mecz z rzędu ze strzelonym golem.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: