OSASUNA-REAL 1-3 Wymęczona wygrana z czerwoną latarnią ligi

Osasuna Real 1-3 liga hiszpańska 2016/2017Po nieplanowanych dwutygodniowych „wakacjach” w środku sezonu (Królewscy odpadli z Pucharu Króla i nie grali w środku tygodnia jak Barcelona czy Atlético, a ich weekendowy mecz z Celtą został przełożony) Real powrócił do ligowych zmagań. Tym razem rywalem była zamykająca tabelę Osasuna więc wygrana na stadionie w Pampelunie była dla marzących o mistrzostwie madrytczyków absolutnym obowiązkiem. Jednak desperacko poszukujący punktów gospodarze wcale nie zamierzali być gościnni. Niedawno zremisowali z Malagą, wbili dwie bramki Realowi Sociedad i trzy Sevilli. Wiedzieli, że kluczem do sukcesu w meczu z Los Blancos jest intensywność i od początku ruszyli na rywala. Ale piłkarze Zidane’a tak długo odpoczywali, że nie mogło być mowy o zmęczeniu, braku sił czy jakimkolwiek odpuszczaniu. Jeśli nie biegali, to nie ma na to wytłumaczenia. A nie biegali…

Nie będę wiecznie powtarzał tego, co Real robi źle pod wodzą Francuza. Ta drużyna jest niereformowalna, nie da się jej oglądać. Jej niezdarność i niezgranie powoduje męczarnie dla oczu każdego miłośnika piłki nożnej, i przyznaję to z ogromną przykrością. Zawsze lubiłem Zidane’a, ale jako piłkarza, niekoniecznie jako trenera. Rodzinna atmosfera w szatni to nie wszystko, jeszcze wypada sprawić, by najdrożsi zawodnicy świata potrafili się zrozumieć na boisku, a tego od dawna nie ma. I by im się chciało – tego też nie widzę. Wychodzą, by się nie przemęczyć wierząc, że i tak coś wpadnie. Wpada, ale na lepszego rywala taka mizeria nie wystarczy. To układanie piłeczki do podania (ktoś tam w ogóle zna pojęcie gry na jeden kontakt? ruchu bez piłki?), zatrzymywanie kontrataków, cofanie do bramkarza, ślamazarne tempo akcji, brak pomysłu poza długimi przerzutami (które i tak lądują u przeciwnika) i wrzutkami (to akurat wina leniwych napastników, którzy spacerują po boisku i nie dają innych opcji). To jest masakra, jak gra Real Madryt przy tak wielkich środkach zaangażowanych w tę drużynę. Masakra, nic innego. Oczywiście krytyka cichnie, dopóki Real wygrywa, ale trzeba zapomnieć o „królewskiej” grze i efektownych wynikach, jak np. dzisiejsze 6-0 Barcelony – drużyna Zidane’a nie wygra 6-0, bo jest minimalistyczna, zadowala się byle czym, po strzeleniu gola cofa się i broni mizernego wyniku, nie walczy za wszelką cenę o kolejne trafienia, a już na pewno nie o kilka trafień.

Na boisko El Sadar wybiegł eksperymentalny skład z 5 obrońcami, bo przecież trzeba wzmocnić tyły w starciu z tak groźnym rywalem, który jeszcze u siebie nie wygrał w tym sezonie. Ale nie skład był problemem. Wypoczęty Real od początku grał wolno, bez pomysłu, z dziurą między formacjami i nie potrafił zdominować ostatniej drużyny w tabeli. Jeśli dodać do tego brak formy napastników, mamy pełny obraz nędzy i rozpaczy. To gospodarze grali lepiej i przeważali, ale paradoskalnie to madrytczycy wyszli na prowadzenie. W 24 minucie strzał Ronaldo między nogami przepuścił Sirigu i było 0-1. Wyrównał 10 minut później Sergio León. Stuprocentową szansę na gola zmarnował jeszcze Benzema i to tyle w pierwszej połowie. Po dwóch tygodniach odpoczynku Królewscy wyglądali, jakby codziennie dźwigali ciężary. Nie było tempa, nie było głodu gry, nie było składnych akcji. Była leniwa kopanina, w której lepiej wyglądał ligowy outsider.

Z Nawarry nikt nie wywozi punktów bez walki. Real boleśnie się o tym przekonał, mimo to w przerwie nic nie zmienił. Już na początku drugiej połowy gospodarze powinni prowadzić, lecz strzał Sergio Leóna efektownie wybronił Navas. W 62 minucie idealną okazję znów wzorcowo spartolił Benzema, lecz tym razem na miejscu znalazł się Isco i trafił na 2-1. Od tego momentu Real grał swoje, czyli dalej bez błysku i bez chęci zamknięcia meczu (spowalniał kontry, wycofywał do bramkarza), lecz już z pełną kontrolą. To mogło się źle skończyć, bo znów mocno uderzył Sergio León i ponownie świetnie wybronił Navas. W doliczonym czasie gry gola na 3-1 strzelił jeszcze Lucas Vázquez i Real wprawdzie nie zachwycił, ale wywiózł z Pampeluny oczekiwane trzy punkty. Jednak z taką grą w środowym starciu Ligi Mistrzów z Napoli Królewscy nie mają czego szukać. Muszą zagrać o klasę lepiej.


Plus meczu: Navas
Minus meczu: Benzema

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: