RIDES Pierced Arrow

Rides Pierced Arrow recenzjaRIDES
Pierced Arrow
2016

„Liczę na ciąg dalszy…” – tymi słowami trzy lata temu zakończyłem recenzję debiutanckiego albumu Can’t Get Enough supertria rockowych weteranów, które tworzą Stephen Stills (najbardziej znany ze współpracy z Crosby, Stills & Nash), klawiszowiec, producent i kompozytor Barry Goldberg oraz utalentowany młody gitarzysta bluesowy Kenny Wayne Shepherd. Wtedy też szerzej przedstawiłem genezę powstania kapeli, teraz więc tylko dodam, że ciąg dalszy nastąpił, i na nim się skupię. Najprościej byłoby znów napisać, że to solidna, pełna energii porcja klasycznego blues rocka połączona z nowym, bardziej ognistym graniem, muzyka zagrana z wielką klasą i perfekcyjna warsztatowo. Nie może być inaczej przy takich nazwiskach. Starsi panowie grając w The Rides odzyskali wigor, a młodzik wniósł świeżość i spontaniczność oraz nadał zespołowi bardziej współczesny image.

Ta płyta ma jedną wadę – nie zaskakuje. Nie chodzi o sam rodzaj muzyki czy wymyślanie na nowo blues rocka i rock’n’rolla – to oczywiste, czego się spodziewać, i dokładnie to dostajemy: klasycznie brzmiące kawałki, nieco lepsze lub nieco gorsze, ale zawsze dobrze zagrane. Chodzi o sam pomysł na grupę, o muzyków, ich współpracę, nawiązanie do słynnych sesji z 1968 roku. To było nieoczekiwane i dlatego debiut The Rides wypadł tak okazale. Pierced Arrow traci tę przewagę, a nie równoważy tego lepszymi utworami. Szczerze mówiąc wolę te z 2013 roku, lecz i tu znalazłem kilka perełek, bo to bardzo podobne wydawnictwo. Na pewno opener Kick Out Of It daje odpowiedniego kopa na samym starcie, cieszy odrobina rockabilly w I Need Your Lovin’ i radosne granie w Riva Diva, ale numer jeden to bezapelacyjnie I’ve Got To Use My Imagination, uroczo kołyszący blues z kapitalną solówką Wayne’a. Są też ładne ballady, które mnie akurat nie ruszają, oraz jeden murowany przebój Virtual World, gdyby tylko ktoś to zechciał grać w radio. Z pewnością warto nabyć edycję limitowaną albumu, gdzie dołożono jeszcze 3 piosenki, w tym genialny kawałek Same Old Dog oraz cover Born In Chicago Paul Butterfield Blues Band z 1965 roku. Całkiem sporo tego. Chłopaki wciąż w formie i chyba tak pozostanie, jeśli będzie im się chciało kontynuować ten projekt. Pewnie tak, bo co innego mieliby robić?

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Komentarze do: “RIDES Pierced Arrow

  • Piotrek

    (24 listopada 2016 - 12:57)

    Płyta jest bardzo równa i solidna, a Kenny Wayne znajduje się w dobrej formie (na CGE Panowie popełnili podobny w klimacie do Virtual World kawałek-nazywał się : Don’t Want Lies i też nie był puszczany w radiu….takie mamy czasy :-(), ale chyba najcenniejszą rzeczą dla kogoś komu spodobało się The Rides będzie poznanie (albo powrót do) Super Sessions.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: