DOCTOR STRANGE Doktor Strange

Doktor Strange recenzja Marvel Derrickson CumberbatchDOCTOR STRANGE
Doktor Strange
2016, USA
fantasy, przygodowy
reż. Scott Derrickson

altaltaltaltalt

Nieznajomość komiksów ma swoje dobre strony – mogę iść do kina, odkrywać nowych bohaterów (a tych jest bez liku w marvelowskim uniwersum) i rozkoszować się widowiskiem bez porównywania z literackim pierwowzorem i narzekania, że coś tam pominięto czy zmieniono. Przyznam, że chociaż lubię stajnię Marvela, oglądanie wciąż tych samych postaci trochę mi obrzydło. Z przyjemnością więc przyjąłem nowe twarze wśród Avengersów, podobał mi się luzik Ant-Mana i humor Strażników Galaktyki (w przeciwieństwie do nadekspresji i wulgarności Deadpoola), teraz zaś chętnie witam na pokładzie Doktora Strange. Ten z kolei jest bardzo poważny (równie poważny jak jego misja), to nieco inny typ bohatera niż np. Iron Man (choć ego ma równie rozdęte jak Tony Stark), ale z tą powagą bardzo mu do twarzy, a grający główną rolę charyzmatyczny Benedict Cumberbatch spisał się wybornie. Ta wspomniana powaga dotyczy samej postaci, nie filmu, bo tu jest kilka żartów sytuacyjnych (sceny z hasłem do wifi, samoświadomą peleryną, pętlą czasu czy mrukliwym Wongiem – którego notabene gra… Benedict Wong). Akurat tyle, ile trzeba.

Zawsze się zastanawiam, czy przy kolejnych marvelach jest sens streszczania fabuły, która zwykle sprowadza się do ratowania świata w ten czy inny sposób. Tu wystarczy informacja, że Doktor Strange to prawdziwy doktor, znakomity neurochirurg, mistrz w swoim fachu, a zarazem bufon i nadęty egocentryk (co często idzie w parze), który w wyniku wypadku i uszkodzenia dłoni traci możliwość wykonywania zawodu. Ratunku dla ciała szuka w medycynie niekonwencjonalnej i w odległym Nepalu odnajduje mnichów leczących za pomocą potęgi umysłu. Nieufny lekarz poznaje obcy mu wcześniej świat metafizyczny, zgłębia tajniki medytacji transcendentalnej i pozyskuje zdolności manipulowania czasem i przestrzenią stając się jednym z najpotężniejszych bohaterów Marvela. Wszystko to jest przedstawione jasno i klarownie, a szybka (zbyt szybka?) przemiana pyszałkowatego lekarza w świadomego obrońcę ludzkości wypada całkiem wiarygodnie. Mniej wiarygodny jest rywal w walce o władzę nad Ziemią, niejaki Kaecilius (demoniczny Mads Mikkelsen), ale mało wyrazisty złoczyńca to niestety stały element filmów Marvel Studios. Na plus reszta obsady (Chiwetel Ejiofor i Tilda Swinton), odpowiednio stopniowana dramaturgia wydarzeń oraz idealnie dobrana muzyka Michaela Giacchino. Naprawdę trudno znaleźć wady tej produkcji. Może tylko fabuła jest zbyt nadęta i pompatyczna, bo przecież zagrażający ludzkości Kaecilius jest tylko posłańcem, narzędziem w rękach niszczyciela wszechświatów z innego wymiaru Dormammu, któremu dotąd żadna z galaktyk nie umiała się oprzeć. Nie zdradzę wielkiej tajemnicy pisząc, że nasz doktor sobie poradził. I tu właśnie widzę problem – będący jeszcze w trakcie szkolenia żółtodziub, nieznający wszystkich tricków i tajemnic, dostaje na dzień dobry najpotężniejszego z możliwych wrogów. To z kim będzie walczył w kolejnych odsłonach serii?

Na koniec zostawiłem creme de la creme filmu – stronę wizualną. Napisać, że efekty specjalne wbijają w fotel, to jak nic nie napisać. To poniekąd norma, bo Marvel dopieszcza wszystkie swoje produkcje, jednak tym razem stworzył prawdziwy majstersztyk. Ponieważ Doktor Strange potrafi cofać czas, przenika przez wymiary i może je dowolnie naginać, obserwujemy spektakularne załamania rzeczywistości z falującymi budynkami, odwróconymi o 180 stopni wieżowcami i pokręconymi ulicami, do tego dochodzą efekty kalejdoskopowe i te z lustrzanym odbiciem. Wszystko zrobione płynnie, bez najdrobniejszej fuszerki. Podobne pomysły zastosował Christopher Nolan w Incepcji, lecz na znacznie mniejszą skalę. Marvelowscy spece od CGI wykonali genialną pracę. Twórcy aż tak się zachłysnęli tymi możliwościami, że nieco przesadzili z rozmachem w samym finale, ale ten kosmiczny chaos i nadmiar bajerów w starciu z Dormammu wynika ze scenariusza i rodzaju wroga, o czym już pisałem. Niemniej sceny z cofaniem czasu należą do najlepszych w filmie. Tak samo jak film należy do najlepszych w stajni Marvela. Imponujące widowisko.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: