REAL-LEGANES 3-0 Planowa wygrana bez intensywności i wysiłku

Real Leganes 3-0 liga hiszpańska 2016/2017Moje komentarze ostatnich meczów Realu były bardzo emocjonalne (bo trudno się nie irytować, gdy twoja ulubiona drużyna gra taką padakę), spróbuję to choć trochę zmienić i potraktować sprawę bardziej na luzie. Trzeba po prostu przyjąć do wiadomości, że Real Zinédine’a „zabrakło intensywności” Zidane’a nie gra ładnego futbolu, nie biega dużo, nie walczy, technikę ma na poziomie średniaków Ekstraklasy, a ambicję i kibiców głęboko w… nosie. Nie widzę innego wyjaśnienia dla postawy Blancos w tym sezonie. Oczywiście jako wieloletni fan madrytczyków nigdy nie pogodzę się z takim podejściem do futbolu, zwłaszcza w tak wielkim klubie, ale jak widać nie przeszkadza to ani zarządowi, ani trenerowi, ani tym bardziej piłkarzom. Ci po żenującym meczu z Legią zostali w piątek obdarowani nowymi modelami audi o wartości 2,4 mln ? (bo przecież panowie zarabiający kilkadziesiąt i kilkaset tysięcy ? tygodniowo (!) nie mogą do pracy jeździć kupionymi za własne pieniądze furami), a dzisiaj w podzięce dali kolejny niezadowalający występ. Tym razem wygrali, bo rywal z przodu nie pokazał kompletnie nic, ale gra nie była nawet przyzwoita. Ani chęć zmazania warszawskiej plamy na honorze, ani motywacyjna pogadanka Zizou (zamiast porządnej bury) nie wpłynęły na zmianę podejścia do wykonywanej pracy.

Odnotujmy więc tylko, że do Madrytu zawitał Leganés – ekipa z dolnych rejonów tabeli La Liga. Na pierwszy strzał madrytczyków czekaliśmy ponad 20 minut, wtedy to Cristiano w sytuacji sam na sam nie trafił w bramkę. Przez ponad pół godziny to był jedyny moment godny uwagi. Real psuł proste zagrania, nie umiał rozegrać żadnej sensownej akcji, nikomu się nie chciało biegać (poza Kovačiciem, ale ten – wstyd przyznać, zwyczajnie nie miał z kim grać, bo koledzy stali jak kołki lub potykali się o własne nogi), za to świetnie madrytczykom wychodziło wymienianie dziesiątek niepotrzebnych podań na własnej połowie. W tym aspekcie nikt im nie dorówna. Sytuację zmieniła 38 minuta, gdy słabo grający Isco popisał się nagle długim prostopadłym (!) podaniem do Bale’a, a Walijczyk strzelił gola na 1-0. Gdy kilka minut później w zmieszaniu podbramkowym trafił ponownie, Real mógł być pewny wygranej. Goście nie tworzyli zagrożenia, chociaż posiadanie piłki mieli na poziomie gospodarzy – już samo to mówi wiele.

Po zmianie stron Real podkręcił tempo na kilka minut – bez efektu, lecz potem wróciła mizeria i nijakość, czyli leniwa madrycka norma. Na boisku pojawił się Modrić i jego powrót po dwumiesięcznego kontuzji to najlepsza wiadomość dnia. Nie zbawi Realu, bo nie bardzo ma z kim pograć z przodu, ale to jeden z niewielu kreatywnych piłkarzy, więc cieszy fakt, że znów będzie na boisku. Kreatywność i chęci wykazuje też Marcelo, ale jego podania pozostawiały dziś wiele do życzenia. Podobnie jak te Kroosa za wyjątkiem 76 minuty, gdy Niemiec idealnie obsłużył Moratę, a Hiszpan ustalił wynik meczu na 3-0. Poza tym trafieniem nie było go na boisku, a dzisiejszym występem tylko potwierdził, że jest świetny wyłącznie jako wchodzący z ławki joker. Real nie ma żadnego prawdziwego napastnika – Benzema kaleczy od dawna, Morata nie daje rady, a Mariano od miesięcy siedzi na trybunach. O skuteczności Ronaldo lepiej nic nie pisać, bo i tak będzie tu jeszcze kilka lat. Gra najgorzej od przyjścia do klubu i oby doszedł do siebie jak najszybciej.

Teraz skupię się na plusach meczu: Real wygrał i po raz pierwszy od 11 spotkań zachował czyste konto. To także mecz nr 28, w którym Królewscy pozostają niepokonani. Może to jeszcze nie jest żadna rekordowa seria, ale wynik godny odnotowania. W samej lidze hiszpańskiej za kadencji Zidane’a Real jeszcze bardziej imponuje – wygrał 25 razy, 5 meczów zremisował, a przegrał tylko raz, w lutowych derbach z Atlético na Bernabéu. Drużyna Simeone to właśnie kolejny ligowy rywal Królewskich. Żarty się skończyły. Przed madrytczykami spotkania z ligową czołówką: Atlético, Barceloną, Valencią i Sevillą (a w Lidze Mistrzów czeka Sporting i Borussia). W obecnej formie piłkarze nie mają szans na podtrzymanie wspomnianej serii. Jak na razie Real osiąga wiele robiąc niewiele, jak powiedział zaraz po meczu Asier Garitano, trener Leganés. W listopadzie i grudniu by cokolwiek osiągnąć, trzeba będzie zrobić znacznie więcej.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: