NICK CAVE & THE BAD SEEDS Skeleton Tree

Nick Cave Skeleton Tree recenzjaNICK CAVE & THE BAD SEEDS
Skeleton Tree
2016

Bardzo trudno jest recenzować płytę powstałą w cieniu ogromnej życiowej tragedii, wobec której człowiek pozostaje bezradny, po której już nic nie jest takie samo. Dla rodzica taką tragedią jest strata dziecka. Latem zeszłego roku, 30 lat po premierze płyty o proroczym niestety tytule The Firstborn Is Dead (Pierworodny nie żyje), 15-letni Arthur, jeden z dwóch synów bliźniaków Nicka Cave’a i Susie Bick zginął po upadku z klifu w okolicach Brighton. Tragedia wydarzyła się podczas pracy zespołu nad nowym albumem, a śmierć syna mocno odbiła się na muzyce i tekstach utworów. Wiecznie zapracowany artysta (bo chociaż Cave wydaje autorskie dzieła swojej kapeli stosunkowo rzadko, mniej więcej co 4 lata, to aktywnie udziela się w innych projektach, o czym szerzej pisałem recenzując krążek Push The Sky Away z początku 2013 roku) zniknął z życia publicznego, a płyta Skeleton Tree bez medialnego rozgłosu ostatecznie została wydana 9 września, tuż po premierze czarno-białego dokumentu One More Time With Feeling ukazującego smutny kontekst tego albumu.
40 minut. 8 przepełnionych żalem i bólem utworów. Każdy z nich na swój sposób piękny. Zestawione razem mogą nieco znużyć słuchacza nieobeznanego z twórczością Australijczyków, ale fani artysty docenią każdą nutę. I nie chodzi tu o samo współczucie i podnoszenie oceny, bo tak wypada. Choć trudno odejść od wspomnianego kontekstu, to nowa muzyka Nicka i jego zespołu wybroni się i bez niego. To po prostu są dobre piosenki. Smutne i dołujące, ale jak wiemy z historii, smutek i żal potrafią być w muzyce bardzo inspirujące, napędzać proces twórczy, w wyniku którego powstają wielkie rzeczy. Czy to ten przypadek? Nie do końca. Jest tu zbyt ponuro i jednostajnie, by zapamiętać ten krążek i postawić go obok wielkich klasyków, minimalistyczna muzyka stanowi jedynie tło dla osobistych tekstów i refleksji zrozpaczonego ojca, brak jej pewnej różnorodności poprzednika, a jedynym bardziej pogodnym elementem jest anielsko brzmiący głos duńskiej sopranistki Else Torp w kompozycji Distant Sky. Sam głos, bo utwór idealnie wpisuje się w klimat pozostałych nagrań. Zrozumiałe, że Skeleton Tree jest najbardziej depresyjną, najsmutniejszą płytą w dyskografii i tak przecież niewesołego z natury Australijczyka. Ale zarazem jest niewymownie piękna, to piękno narodzone z bólu, szczere, płynące prosto z serca. Trudno pozostać obojętnym, gdy autor wzywa syna z zaświatów w otwierającym płytę Jesus Alone (to najlepszy utwór w zestawie, zresztą pilotujący wydawnictwo na singlu) albo gdy w wyjątkowo przejmującym I Need You wyznaje
„Nic się nie liczy, wszystko nieważne zaczyna być
Gdy po bliskiego stracie, samemu przychodzi żyć
W mym sercu, Twój obraz zostanie, lecz potrzebuję Cię
Tak mi Cię brak, kochanie, wciąż potrzebuję Cię”.

Co tu można więcej napisać? Nick Cave nigdy nie przekonywał mnie płytami energetycznymi, hałaśliwymi – nieważne, czy jako Birthday Party, Grinderman czy The Bad Seeds. Nie było mu z tym do twarzy. Wolę jego mroczną, refleksyjno-melancholijną stronę, dlatego mimo narzekania na monotonię, mimo iż po takiej porcji depresyjnych dźwięków człowiek sam ma ochotę złapać za żyletkę, muszę bronić Skeleton Tree. Dla Cave’a to swoista forma terapii po stracie syna. Bo trzeba  żyć dalej. Gdzie szukać otuchy i pocieszenia, jak nie w muzyce?

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: