REAL-VILLARREAL 3-0 Spokojna wygrana w meczu bez historii

Real Villarreal 3-0 liga hiszpańska 2015/2016   Trzy kolejne porażki Barcelony sprawiły, że walka o mistrzostwo Hiszpanii znów rozpaliła emocje, bo w jeden miesiąc Real odrobił do Katalończyków 11 punktów i jeśli chce dalej liczyć się w tej rywalizacji, musi dalej wygrywać wszystko do końca i liczyć na kolejne błędy rywali. Wiadomo było, że kryzys Blaugrany nie będzie trwał wiecznie i już dzisiaj ekipa Luisa Enrique odreagowała ostatnie niepowodzenia i pokazała swą moc miażdżąc Deportivo 8-0 (4 bramki Luisa Suáreza). Gdyby Blancos nie olewali swych obowiązków i nie sabotowali własnego pracodawcy w pierwszej fazie sezonu, zależeliby teraz tylko od siebie. Jednak nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem i trzeba utrzymać serię zwycięstw, chociaż kolejni rywale nie należą do łatwych. Oto na Estadio Santiago Bernabéu zawitał Villarreal, rewelacja obecnych rozgrywek, drużyna która ostatnio wyraźnie nie leży Królewskim i regularnie odbiera im punkty. Żółta Łódź Podwodna gra efektownie i nie bez powodu zajmuje 4 miejsce w Primera División oraz gra w półfinale Ligi Europy. Ale madrytczycy są na krzywej wznoszącej i gdy grają na 100%, nie muszą się nikogo bać. Problem w tym, że rzadko grają na 100%…
Gospodarze od początku bili głową w mur. Grali zbyt wolno i statycznie, by rozerwać dobrze ustawioną obronę gości. Ci z kolei przeprowadzali szybkie kontry, którym brakowało wykończenia. Okazje bramkowe można było policzyć na palcach jednej ręki, aż nadeszła 41 minuta, gdy pokazał się specjalista  od otwierania wyniku w La Liga – Karim Benzema. Zrobił to po raz jedenasty trafiając głową gdy Asenjo po kąśliwym strzale Ronaldo wybił piłkę wprost na głowę Francuza. Zaraz potem musiał wykazać się Navas chroniąc drużynę przed remisem i do przerwy był to jedyny celny strzał Villarrealu (przy zaledwie trzech Blancos). Madrytczycy mieli kontrolę i posiadanie piłki, ale ich grze brakowało polotu i finezji, brakowało akcji, po których ręce składają się do oklasków. Real grał niezdarnie, co kłuło w oczy po koncercie Barcelony, która jest ponoć w kryzysie. Oczywiście Żółta Łódź Podwodna to innej klasy przeciwnik niż Deportivo, jego obrona nie jest dziurawa jak ser szwajcarski, lecz to w niczym nie usprawiedliwia niedokładności i braku pomysłu na grę z przodu w drużynie Zidane’a. O szybkim ataku nie wspomnę, bo chyba Królewscy zapomnieli, co to w ogóle jest. Trzeba natomiast pochwalić grę obronną, dzięki której Villarreal nie dochodził do niemal żadnych groźnych sytuacji.
Po zmianie stron obserwowaliśmy nieco lepsze zawody. Real podkręcił tempo ale długo nic z tego nie wynikało, a kolejne uderzenia Ronaldo lądowały na trybunach. W 69 minucie z dobrej strony pokazał się aktywny jak zawsze Lucas Vázquez. Facet nie ma znanego nazwiska ani nie kosztował wiele, a często potrafi przyćmić niemrawe gwiazdy. Tak właśnie zrobił tym razem i kapitalnym uderzeniem podwyższył prowadzenie. Bramka nr 100 w tym sezonie La Liga wyluzowała madrytczyków i od tego momentu grali znacznie swobodniej. W 75 minucie Isco miał świetną okazję będąc kilka metrów od bramki Asenjo ale się nie popisał. Popisał się za to Modrić minutę później i zrobiło się 3-0. Więcej goli nie padło, jednak to i tak dobry wynik zważywszy na klasę rywala, który dzisiaj okazał się papierowym tygrysem. Plan wykonany, Łódź została zatopiona w Madrycie, a Real dopisuje kolejne 3 punkty i nadal dotrzymuje tempa w walce o wygranie Primera División.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: