KIGSMAN: SECRET SERVICE Kingsman: Tajne służby

Kingsman Tajne służby Secret Service recnzja Vaughn FirthKIGSMAN: THE SECRET SERVICE
Kingsman: Tajne służby
2015, Wielka Brytania
komedia, reż. Matthew Vaughn

Kingsman to elitarna organizacja pozarządowa zrzeszająca wybitnych tajnych agentów-dżentelmenów, którzy uważają się za współczesnych arturiańskich rycerzy (posługują się imionami rycerzy okrągłego stołu, a zamiast miecza w dłoni dzierżą szybkostrzelny parasol), są honorowi i mają swój kodeks etyczny. Kiedy podczas akcji ginie jeden z nich, pozostali muszą znaleźć i wyszkolić godnego następcę, a przy okazji powstrzymać pragnącego zapanować nad światem szaleńca. Tak w skrócie prezentuje się fabuła filmu Kingsman: Tajne służby. Ekranizacja kultowej serii opowieści rysunkowych Marka Millara w reżyserii Matthew Vaughna to błyskotliwy pastisz filmów szpiegowskich w najlepszym brytyjskim wydaniu i zarazem hołd dla klasyki kina. Cechuje go nie tylko wciągająca akcja i wysmakowane sceny walki, lecz przede wszystkim duża porcja humoru i zupełny brak poprawności politycznej. Reżyser już raz zrobił podobny film – 5 lat temu w Kick-Ass parodiował produkcje o superbohaterach. Teraz przyszła kolej na kino szpiegowskie.
Właściwie te kilka zdań powinno wystarczyć za opis. To pozycja dla ludzi wyluzowanych, podchodzących do życia z dystansem i lubiących się bawić. Poważni sztywniacy nie mają tu czego szukać. Swoistym paradoksem i wisienką na torcie jest fakt, że główną rolę gra Colin Firth, największy sztywniak wśród angielskich aktorów. Co ciekawsze, wypada znakomicie, podobnie zresztą jak reszta imponującej obsady, w której znaleźli się Michael Caine, Mark Strong i Samuel L. Jackson w roli czarnego (dosłownie) charakteru. Również młodziutki Taron Egerton jako adept do służby spisał się znakomicie i zapewne o tym aktorze jeszcze nieraz usłyszymy. W zasadzie nadekspresyjna gra Jacksona to jedyny drobny zgrzyt tej produkcji, ale na szczęście towarzysząca mu atrakcyjna Sofia Boutella wyposażona w ostre niczym brzytwa protezy nóg skutecznie odwraca uwagę widza od jego popisów. Cała reszta jest wyborna lub co najmniej dobra (aktorstwo, scenariusz, montaż, reżyseria, muzyka), a odbiór całości zależy od tego, jak bardzo lubimy się śmiać i akceptujemy brytyjski humor. Większych błędów nie zauważyłem poza nadmiernie krwawą sceną masakry w kościele, która wydaje się trochę nie na miejscu. Pod względem technicznym wirtuozersko zrealizowana sekwencja walki to istny majstersztyk, lecz trudno się oprzeć wrażeniu, że reżyser nieco przeszarżował. Jednak cóż znaczy ten jeden drobiazg wobec dopracowanej na ostatni guzik reszty filmu?
Kingsman: Tajne służby to wysmakowana, bezpretensjonalna rozrywka, pełna dynamicznej, momentami brutalnej akcji i mało wyszukanego humoru. Matthew Vaughn zadbał, by widzowie świetnie się bawili, jednocześnie starając się nie przekraczać granicy dobrego smaku. W swojej parodii starał się zachować klasę, tak jak ją zachowują bohaterowie należący do Kingsman. Tutaj wszystko się udało, a film praktycznie nie miał konkurencji. Pytanie brzmi, czy kolejna część opowieści oparta na tym samym pomyśle będzie równie intrygująca? Bo że powstanie, nie mam żadnych wątpliwości.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: