REAL-ROMA 2-0 W Madrycie powtórka z Rzymu i pewny awans Realu

Real Roma 2-0 1/8 Liga Mistrzów 2015/2016   Pozornie Real Madryt czekało dość ławe zadanie w meczu rewanżowym 1/8 finału Ligi Mistrzów – Królewscy na własnym stadionie podejmowali Romę dysponując dwubramkową zaliczką z pierwszego spotkania. Lecz podobnie myślano rok temu, gdy Schalke omal nie wybiło madrytczykom z głowy awansu wbijając im 4 gole. Nic więc dziwnego, że gospodarze tonowali wypowiedzi, a Zidane przypominał, że każdy mecz najpierw trzeba rozgerać. Nie oglądaliśmy więc żadnego szturmu na bramkę Wojciecha Szczęsnego bo Królewscy od początku grali bardzo ostrożnie i momentami irytująco niezdarnie. Można by rzec, że powoli wchodzili w mecz. Pozornie przeważali, trzy razy częściej niż rywale stwarzali zagrożenie, lecz do przerwy to rzymanie mieli lepsze, bardziej wyraziste sytuacje. Zmarnowali co najmniej dwie setki (Džeko i Salah), podobnie zresztą było po zmianie stron gdy Salah niemiłosiernie pudłował, a dwukrotnie musiał wykazać się Keylor Navas. Jego vis a vis też miał sporo pracy. Pierwsze groźne uderzenie posłał Modrić, po 30 minutach huknął wyjątkowo aktywny dziś Bale, a chwilę potem Szczęsny wybronił dwa mocne uderzenia Ronaldo, zaś prawdziwą nawałnicę przeżył dopiero w drugiej połowie. Wtedy Real przyspieszył grę (która wcześniej, co tu 1/8 finału Champions League 2016 Real Romadużo ukrywać, wyglądała dość marnie) i efekty szybko nadeszły. W 64 minucie kapitalnym podaniem popisał się Lucas Vázquez, który dopiero co wszedł na murawę za zmęczonego Walijczyka, a Cristiano zdobył swą 13 bramkę w tej edycji Ligi Mistrzów. Trzy minuty później Królewscy perfekcyjnie rozegrali szybką kontrę, a dogranie CR7 na gola zamienił James, którego występ był wyjątkowo „dyskretny”. Rozpędzeni gospodarze mogli i nawet powinni prowadzić 3-0, bo w 70 minucie kolejny znakomity kontratak zainicjował genialnym wolejem Marcelo wypuszczając Jamesa, który podał do Lucasa, a ten idealnie obsłużył Ronaldo. Portugalczyk w idealnej sytuacji chybił, w co sam długo nie mógł uwierzyć. Jakby zapatrzył się na rywali, którzy mieli kilka podobnych okazji i też nie potrafili trafić. Akcje Romy były rzadsze, lecz za każdym razem bardzo groźne. Wynik jednak już nie uległ zmianie, a konto Navasa pozostało czyste w ósmym kolejnym meczu, czyli przez 720 minut – to drugi wynik w historii Ligi Mistrzów. Lepszy jest tylko Jens Lehmann – 853 minuty. Warto też dodać, że w 74 minucie pojawił się na murawie Francesco Totti, a większość kibiców wstała z miejsc, by oklaskiwać legendarnego kapitana rzymian, który nigdy nie krył swego podziwu dla Realu Madryt. To być może ostatni występ 39-latka w Lidze Mistrzów.
Oko za oko, cios za cios, dobre tempo i niezły mecz na Bernabéu. Real powoli się rozkręcał (słabe wejście w mecz to już niestety królewska norma), ale docisnął śrubę i wreszcie przełamał klątwę ośmiu przegranych dwumeczów z włoskimi klubami, która ciążyła nad Madrytem przez niemal 3 dekady. Los Blancos oddali aż 38 strzałów (!) i po raz szósty z rzędu meldują się w ćwierćfinale najważniejszych europejskich rozgrywek. Jedynych, które w tym sezonie mają jeszcze szansę wygrać.


Plus meczu: Casemiro, Vázquez

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: