KING KING Reaching For The Light

King King Reaching For Light recenzjaKING KING
Reaching For The Light
2015

Pamiętacie jeszcze Free? Brytyjską grupę bluesrockową z przełomu lat 60/70? Gitarę Paula Kossoffa i świetny wokal Paula Rodgersa? Hit All Right Now i wiele innych klasycznych kawałków? Otóż spieszę donieść, że zespół się reaktywował. Dla niepoznaki zmienił nazwę na King King, ale gra dokładnie tak samo jak wcześniej… A teraz wracamy na ziemię: to był oczywiście żart, jednak słuchając albumu Reaching For The Light można łatwo dać się nabrać. O historii kapeli z Glasgow pisałem więcej recenzując jej poprzedni krążek Standing In The Shadow, teraz więc tylko krótko przypomnę, że to zespół jednego z braci Nimmo, zdobywca British Blues Award, skutecznie wskrzeszający estetykę blues rocka lat 70. Alan Nimmo zwany jest drugim Paulem Rodgersem – jego wokal brzmi niemal identycznie i nie chodzi tylko o sam tembr głosu, ale interpretację i styl śpiewania podobny do legendarnego wokalisty Free. Reaching For The Light to już trzeci album Szkotów. Co tu dużo mówić – najlepszy z dotychczasowych. Może bez wiodących kompozycji, ale za to bardzo równy jeśli chodzi o ich poziom, i spójny stylistycznie.
Przechodząc do sedna powinienem teraz wymienić najfajniejsze kawałki i uargumentować mój wybór. Problem w tym, że nie ma tu takich. Wszystkie są dobre (no może poza wleczącą się akustyczną balladą Lay With Me i nieco bezbarwnym, napisanym za młodu Rush Hour), za to żaden znakomity. To w pewnym sensie wada wydawnictwa, bo chociaż świetnie się tego słucha, w głowie niewiele zostaje na dłużej. Poza dobrym wrażeniem oczywiście. „To szybki, głośny, bardziej energiczny i bardziej ekscytujący album. Ma wystarczający potencjał, aby unieść dach”, mówi Alan Nimmo. Słuchałem kilka razy, dach pozostał na swoim miejscu, i nie do końca mogę się zgodzić z frontmanem zespołu. Owszem, energii tu sporo, ale i na poprzednich krążkach bywało żywiołowo, może nawet bardziej niż na Reaching For The Light. Tutaj jest za to bardziej przebojowo, każdy numer ma radiowy potencjał i jeszcze bardziej zbliża tworczość King King do dokonań Kossoffa i spółki. Ten sam klimat, klasyczne konstrukcje kompozycji, magiczna gitara i charyzmatyczny wokal, do tego nośne refreny i nieśmiertelne Hammondy. Nie ma znaczenia, czy to spokojny Take A Look, funkujący Just A Little Lie, ostry jak brzytwa Hurricane, hitowy You Stopped The Rain, melodyjny Waking Up czy mój ulubiony, majestatyczny Stranger To Love z przepiękną solówką gitarową – wszystkie utwory mają swój urok i zachwycą ludzi z nostalgią wspominających czasy rozkwitu blues rocka. Dostrzegalna w ostatnich latach moda na granie rocka w starym stylu wydaje się powoli przemijać. Tym bardziej cieszą takie kapele, kóre te tradycje podtrzymują. King King jest jedną z najważniejszych na rynku.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: