DANZIG Skeletons

Danzig Skeletons recenzjaDANZIG
Skeletons
2015

Glenn Danzig już od dłuższego czasu nie rozpieszcza fanów. Nie dość, że na kolejne albumy swojej formacji każe czekać 5-6 lat, to jeszcze teraz zamiast nowej muzyki zaserwował zestaw coverów. Amerykańskiej kapeli niedługo stuknie 30-tka, trudno jednak się oprzeć wrażeniu, że swe najważniejsze dzieła wydała na przełomie lat 80/90. Z drugiej strony – wydawnictwo z przeróbkami klasyków było zapowiadane od dawna i stanowi swoistą ciekawostkę w dyskografii zespołu. Tym bardziej atrakcyjną, że muzyk ma bardzo zdrowe podejście do grania cudzych kawałków: graj je po swojemu, albo wcale. Odgrywanie kropka w kropkę wersji oryginalnej mija się z celem. Trzeba zachować jej klimat i umiejętnie wpleść własne pomysły. Tak zrobił z N.I.B. Black Sabbath: „To jeden z tych utworów Sabbath, które naprawdę lubię i pierwsze naprawdę przełomowe nagranie Sabbath. Zmieniłem takt, wyrzuciłem bas na początku i zostały tylko bębny, gitara i wokal. Gdy zaczyna się refren, jest tylko stary dobry bas i kościelne dzwony.”
Płyta Skeletons przynosi bardzo zróżnicowany materiał. Danizg to grupa heavymetalowa więc nikogo nie zdziwią przeróbki numerów Black Sabbath, Aerosmith czy ZZ Top, jednak artysta sięgnął też do innych inspiracji wykonując piosenki Elvisa Presleya i Everly Brothers. To tylko dobrze dla słuchaczy, otrzymują bowiem zestaw może i kontrowersyjny, lecz na pewno nie nużący. A że to nie do końca muzyka, do jakiej grupa nas przyzwyczaiła – cóż… nie co dzień jest niedziela. Kapitalnie wypada rockowa wersja presleyowskiego Let Yourself Go, ciężaru nabrała też mało znana kompozycja Aerosmith Lord Of The Thighs, a nawet spokojny w oryginale Rough Boy ZZ Top. Z kolei With A Girl Like You grupy The Troggs ociera się wręcz o punk rock, podobnie jak mój faworyt Action Woman zespołu The Litter. Wspomniany już N.I.B. budzi mieszane uczucia, bo mimo tylu zmian za bardzo przypomina oryginał, podobnie jak ckliwa ballada Everly Brothers Crying In The Rain. Jak widać, nie wszystko się udało. Trochę za mało tu Danziga w Danzigu, brakuje poweru, czadu, ognia, do tego przeszkadza nieco zbyt amatorskie brzmienie nagrań. To po prostu w miarę poprawny album rockowy, bez specjalnych wzlotów, lecz także bez spektakularnego upadku. Mimo wszystko po 5 latach przerwy oczekiwałem znacznie więcej…

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: