VILLARREAL-REAL 1-0 Kolejny wstydliwy występ Królewskich

Villareal Real 1-0 liga hiszpańska 2015/2016   Real Madryt jest jak kameleon. Kiedy wydaje się, że piłkarze wreszcie łapią feeling, wracają do formy i odzyskują skuteczność, wtedy serwują kolejne słabe spotkanie i sprowadzają fanów na ziemię. Wiadomo było, że dzisiaj na El Madrigal madrytczycy będą cierpieć. Cierpią z każdą techniczną drużyną, która dobrze operuje piłką – bo sami tego nie potrafią. Villarreal to nie Malmö, które się położy i czeka na jak najniższy wymiar kary. To świetnie zorganizowana ekipa, szybka i przebojowa, do tego niesiona entuzjazmem widowni. Na tle niemrawych graczy Beníteza było to podwójnie widoczne. Co z tego, że Barcelona gubi punkty, skoro Real nie potrafi tego wykorzystać? Królewscy nic nie wygrają w tym sezonie, bo są po prostu przerażająco słabi. I to nie jest kwestia dyspozycji dnia. Mogą wpakować 8 bramek mistrzowi Szwecji, ale jak tylko trafi się lepszy rywal, Real na boisku nie istnieje. Tak było w starciu na El Madrigal. Do przerwy Blancos nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę Areoli. Ani jednego. Czy trzeba coś dodawać?
„To przypomina polowanie niedźwiedzia na myszy, które rozbiegły się po kuchni, gdy zapala się światło” – to tekst komentatora w meczu sprzed 2 lat z Villarrealem, gdy debiutował Bale, a Madryt szczęśliwie zremisował 2-2. Dzisiaj ten tekst pasuje jak ulał. Zanim piłkarze z Madrytu zorientowali się, że mecz się rozpoczął, rywale już w 4 minucie trafili w słupek, a chwilę później za sprawą Soldado wyszli na prowadzenie. Potem mieli kolejne składne akcje, kolejne okazje bramkowe i chociaż porażali nieskutecznością, ich gra wyglądała świetnie. Szybko, przebojowo, na jeden kontakt, mogli grać z zamkniętymi oczami, bo każdy wiedział co robić, jak się ustawiać i gdzie zagrać piłkę. Miło było na to patrzeć. Tymczasem Królewscy zwalniali akcje, grali ospale, nie potrafili uprzedzić przeciwnika i gubili się przy szybkich atakach gospodarzy. Po raz kolejny okazało się, że nieustanny pressing to świetna broń na stołecznych gwiazdorów. Gospodarze górowali nie tylko techniką i szybkością, ale samymi chęciami i pomysłowością ataków. Madryt znów musiał się wstydzić.
Po przerwie coś drgnęło. Real wreszcie się wybudził z letargu, ruszył z impetem i w ciągu 5 minut stworzył dwie znakomite okazje, obie wzorcowo zmarnowane przez Benzemę. Chwilę później Navas pięknie wybronił uderzenie Soldado i wymiana ciosów trwała dalej. Mecz mógł się podobać. Pytanie brzmiało – na ile czasu starczy pary Królewskim? Nie na długo. Starali się do końca, ale były to raczej żałosne popisy. Los Blancos mieli optyczną przewagę, tylko że mając piłkę trzeba jeszcze wiedzieć, co z nią zrobić. Za samo wymienianie podań po obwodzie w futbolu nikt punktów nie przyznaje. Jeszcze jedną kaapitalną okazję zmarnował Benzema, a Królewscy ostatecznie zakończyli mecz z jednym celnym uderzeniem na koncie. Jednym na 19 prób – tak właśnie wygląda potęga tria BBC. To porażająca statystyka dla takiego klubu ale doskonale oddaje poziom gry ofensywnej Realu Madryt za kadencji Rafy Beníteza. Bez pomysłu, bez wiary, bez jakości. Pisałem to już jakiś czas temu, powtórzę jeszcze raz: z tym trenerem i z tymi zawodnikami nie będzie sukcesów. W Madrycie potrzebna jest głęboka rewolucja kadrowa. Ten sezon jest stracony – po frajerskim oddaniu Pucharu Króla Real przez swoją nieporadność za friko oddaje też Ligę. Madrytczycy nie pokazali dziś niczego ciekawego, grali na poziomie średniaka Ekstraklasy, a nie czołowego klubu ligi hiszpańskiej. To kolejna kompromitacja klubu i wstyd dla jego fanów. Cóż, chyba pora zacząć się przyzwyczajać…

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: