MICHAEL SCHENKER’S TEMPLE OF ROCK Spirit On A Mission

Michael Schenker Temple Rock Spirit Mission recenzjaMICHAEL SCHENKER’S TEMPLE OF ROCK
Spirit On A Mission
2015

Michael Schenker to jeden z najlepszych gitarzystów heavymetalowych i jeśli ktokolwiek ma prawo nazwać swój zespół Temple Of Rock, to właśnie on. Jak sam kiedyś powiedział świątynia rocka jest we mnie, tam gdzie tworzę”, i niech tak zostanie. O jego przeszłości pisałem więcej recenzując poprzedni krążek Bridge The Gap sprzed 2 lat, teraz wypada więc tylko skupić się na najnowszym wydawnictwie niemieckiego muzyka. Będzie to o tyle proste, że jest ono niemal kalką poprzednika. Skład grupy się nie zmienił, nadal jest oparty na byłych członkach Scorpions, śpiewa zaś ponownie Doogie White, były wokalista Rainbow i Yngwie Malmsteen’s Rising Force, który tak doskonale wypadł na płycie z 2013 roku i teraz również daje do pieca. A same utwory? Jak wspomniałem – nikt tu Ameryki nie odkrywa, nie ma żadnych nowinek czy mieszania stylów, jest solidna porcja hard rocka i heavy metalu w dość tradycyjnej odmianie. Są więc stricte rockowe przeboje, są sztampowe heavymetalowe galopady, jest odrobina kiczu i metalowej biesiady – słowem: dla każdego coś miłego, raz lepiej raz gorzej, lecz fani melodyjnego, wpadającego w ucho rocka powinni być zadowoleni. A że za kilka miesięcy zapomną o tej muzyce, to już inna sprawa.
Generalnie bardzo cenię weteranów za ich wirtuozerię, także za pewną przewidywalność, bo wiem, czego oczekiwać i zwykle to dostaję. Czasem potrafią zaskoczyć i nagle wznieść się na wyżyny swych możliwości twórczych. Schenker tego nie zrobił – ot po prostu nagrał kolejny przyzwoity album, co na przykład nie bardzo wyszło jego byłym kolegom ze Scorpions, którzy na 50-lecie zafundowali fanom nijaki Return To Forever. Skoro tam dałem 2 gwiazdki, tu muszę być bardziej hojny, chociaż mimo wszystko trochę brak mi przekonania do nowej/starej muzyki Schenkera. Za dużo tu przeciętności, powielanych schematów, brakuje rasowych rockowych killerów, czegoś na dłużej niż tylko kilka minut. Dobrze, że jest ciężko i dynamicznie, a miałkość kilku kawałków wynagradzają te bardziej wyraziste. Przede wszystkim Vigilante Man – mocny i zarazem najbardziej przebojowy (w dobrym tego słowa znaczeniu) w zestawie, a także napędzany sabbathowskim riffem Saviour Machine. To moje klimaty, jednak słuchacze preferujący metal także znajdą coś dla siebie, choćby Restless Heart czy kończące płytę Wicked. Można dyskutować na temat melodii – są tu lepsze i gorsze, co kto lubi, lecz jedno nie podlega dyskusji: Spirit On A Mission to bardzo gitarowa płyta, sporo tu naprawdę fajnego grania i chyba o to właśnie chodziło. Schenker nie musi niczego udowadniać ani odkrywać – gra to, co lubi, i robi to dobrze.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: