THERAPY? Disquiet

Therapy? Disquiet recenzjaTHERAPY?
Disquiet
2015

Therapy? to powstała w 1989 roku grupa muzyczna z Irlandii Północnej wykonująca nowoczesny heavy metal z wpływami indie rocka. Ma grono oddanych fanów, lecz spoza tej grupy konia z rzędem temu, kto wymieni kilka ich wielkich hitów. Nie było takich, podobnie jak żaden z 13 dotychczasowych albumów specjalnie nie zapisał się w pamięci słuchaczy. Najbliżej tego były krążki Troublegum (1994) i Infernal Love (1995). Sytuacji nie zmieni również ten najnowszy – Disquiet. Nie dlatego, że jest słaby – przeciwnie, słucha się go z dużą przyjemnością, tylko że po wybrzmieniu trzeba puścić od nowa, bo nic w głowie nie zostało. Może poza zamykającą zestaw 7-minutową pościelówą Deathstimate, która się wyróżnia bo jest zupełnie inna od reszty materiału. Oczywiście ma dość ciężki, za sprawą charakterystycznego riffu powiedziałbym wręcz sabbathowski klimat, lecz przecież nie za ballady cenimy Irlandczyków. Pozostałe kawałki są już bardziej charakterystyczne (mamy więc ciężkie, przybrudzone  gitary, przeplatają i łączą się ze sobą elementy punk rocka, hard rocka i popu), ale hitów z tego nie będzie i płyta przejdzie bez echa. Podobnie jak inne krążki kapeli.
Nie wypada zbyć recenzji bez wyróżnienia choćby jednego czy dwóch kawałków, a przy Disquiet wybor akurat jest dość prosty. Znakomity jest już sam opener – czaderski, szybki Still Hurts daje takiego kopa, że człowiek ma ochotę słuchać dalej. Nic dziwnego, iż wydano go na singlu promującym wydawnictwo. I nie szkodzi, że potem wracamy do nijakości, do miałkich refrenów i średnich melodii – warto z tą płytą pozostać, bo nagrania są różnorodne i każdy coś tam dla siebie wynajdzie. Ja znalazłem jeszcze jeden godny uwagi utwór – rozpędzony Insecurity z mocarnym basem, i w sumie te 42 minuty z nową/starą muzyką Therapy? nie uważam za stracone. Disquiet to jedna z ich lepszych płyt, a że za kilka dni o niej zapomnę – cóż, taki już urok tej irlandzkiej terapii…

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: