Ancelotti zostaje?

Carlo Ancelotti trener Real 2015Hiszpańska MARCA wczoraj podała, że Carlo Ancelotti będzie trenerem Królewskich przynajmniej do końca sezonu 2015/16, czyli wypełni swój kontrakt z Realem Madryt. Zarząd miał ostatecznie przekonać duch walki i zaangażowanie, jakie drużyna pokazała w ostatnich tygodniach w decydujących starciach. Ogłoszono to przed meczem z Juventusem, po którym działacze zapewne przecierali oczy ze zdumienia. Nie umniejszając niczego Włochom, ale drużyna złożona z samych gwiazd musi radzić sobie z takimi ekipami, gdzie na szpicy występują gracze niechciani w Madrycie i Manchesterze (notabene Morata i Tevez prezentowali się o niebo lepiej od Ronaldo i Bale’a). Każde spotkanie można przegrać, ale po walce na 100%, a tego wczoraj madrytczykom zabrakło. Wyglądali jak drużyna leniwych emerytowanych dziadków, którym się nie chce biegać, bo mecz sam się wygra. O ile trudno winić trenera o niecelne podania, brak koncentracji i zagubienie Ramosa, brak formy Marcelo czy bezmyślność Carvajala, o tyle brak odpowiedniej motywacji drużyny, błędna taktyka i zły wybór graczy to już jego odpowiedzialność. Oczywiście daleki jestem od oceniania Ancelottiego na podstawie jednego meczu, ale właśnie to spotkanie doskonale podsumowuje pracę włoskiego szkoleniowca. Real pod jego wodzą nie daje żadnej pewności – potrafi raz zagrać kapitalnie, a za chwilę przerażająco słabo. Nie ma tu wyuczonych schematów, nie ma dokładności, pełnego zaangażowania, reakcji gdy nie idzie, zmiany sposobu rozgrywania akcji, gdy klepanie po obwodzie i ciągłe wrzutki nic nie dają. Nie jest to ani dobrze zestawiona, ani dobrze zmotywowana drużyna. Ma wysokiej jakości graczy i na tym opiera swą siłę, lecz to już nie zasługa trenera. On jest od czego innego i kompletnie sobie nie radzi. I nie ma tu znaczenia Décima wygrana składem i taktyką poprzednika czy tytuły zdobyte w innych klubach. Liczy się tu i teraz. Ancelotti wprowadził spokój, porządek, rodzinną atmosferę, jednocześnie zabijając piękno futbolu. Już nie ma znaku firmowego Realu czyli huraganowych kontr (jedną taką zaprezentował wczoraj Juventus), nie ma też rozmontowywania obrony rywala prostopadłymi podaniami na jeden kontakt. Jest za to powolne, schematyczne budowanie akcji, dziesiątki podań nieposuwających gry do przodu, potem zagranie do boku i dośrodkowanie, jeśli tylko skrzydłowy poradzi sobie z bocznym obrońcą. Bo podać nie ma komu – gra bez piłki nie istnieje, piłkarze nie wychodzą na pozycje. Czasem się pofatygują, lecz zwykle piłkarz wybiegający nie otrzyma podania – rozgrywający woli wycofać do obrońcy niż ryzykować niekonwencjonalne zagranie. Tak gra Real Madryt Carlo Ancelottiego – schematycznie, wolno, apatycznie, i tylko momentami potrafi błysnąć geniuszem indywidualnych zagrań piłkarzy, którzy przecież należą do światowej czołówki i w rękach innego szkoleniowca mogliby być nie do zatrzymania. Mogliby grać pięknie i skutecznie, nie narażając kibiców na niepotrzebne nerwy i frustrację. Carletto obiecywał poprawić estetykę gry po Mourinho. Nie dotrzymał słowa. Zepsuł to, co otrzymał po poprzedniku, nie dając nic w zmian. Jego Realu nie ogląda się z przyjemnością. Drużyna nawet gdy wygrywa, to męczy się niemiłosiernie. Dlatego pozostanie Włocha na stanowisku nie uważam za słuszne, skoro do wzięcia jest np. Jürgen Klopp – facet, który potrafi zrobić coś z niczego. Jego Borussia zachwycała świat stylem, organizacją i walką na całym boisku. Dokładnie tym, czego brakuje gwiazdorom z Madrytu.
Jestem kibicem Realu od ery Hugo Sáncheza, czyli niemal od 30 lat. W tym czasie były różne okresy, nawet w czasach Galacticos drużyna nie wygrywała tytułów i wtedy mówiono, że to wina braku stabilizacji na ławce trenerskiej. Nie jestem za częstymi zmianami szkoleniowca i nie ujmuję zasług Ancelottiemu. Jednak mimo tych słynnych 4 tytułów w 2014 roku twierdzę, że facet się nie sprawdził. Jest grzeczny i kulturalny, zarazem przewidywalny i nudny do bólu, i dokładnie tak gra jego zespół. Czasem to wystarcza, ale często już nie. Gdy na drodze stanie zmotywowany i poukładany rywal, zaczynają się schody. To tu widać klasę trenera, bo z ogórkami każdy potrafi wygrywać i nie potrzeba do tego geniusza na ławce. Ancelotti popełnił w tym sezonie wszystkie możliwe błędy, jakie nie przystoją facetowi o takim CV. Nie zadbał o transfery twierdząc, że ma konkurencyjną kadrę i nikogo nie potrzebuje – efekty znamy. Nie ogrywał zmienników bo nie potrzebował rotacji – teraz przy brakach kadrowych nie ma kim grać. Przegapił formę Chicharito uparcie stawiając na chimerycznego Benzemę. Nie zadbał o formę fizyczną piłkarzy, którzy już na początku meczu wyglądają na zmęczonych lub biegają 45 minut i potem stają w miejscu – przykład mamy niemal w każdym meczu. Dobrze to było widać wczoraj, gdy Real stanął po stracie drugiej bramki i nie stworzył żadnego zagrożenia pod bramką rywala. Podobnie było w marcu na Camp Nou. Nie miał pomysłu, sił ani chęci. To też brak przygotowania mentalnego – drużyna silna, zmotywowana, pewna swej potęgi reaguje na stratę gola strzelając 2 albo 3, a nie stając i modląc się o jak najniższy wymiar kary. Poza wszystkim innym Włosi wygrali, bo im się chciało, bo im zależało, bo walczyli jak lwy, bo po latach posuchy są głodni sukcesu. Zawodnicy Ancelottiego zupełnie odwrotnie. Real Madryt nie ma prawa tak grać. W żadnym meczu. To dyskwalifikuje trenera. Mecz można przegrać, ale po walce na 100%, a nie bez podejmowania jej. Wczoraj w drugiej połowie madrytczycy – najbardziej bramkostrzelna ekipa Europy, nie oddali ani jednego celnego strzału! To chyba wystarczy za komentarz.
Można długo pisać o zaniechaniach czy błędach taktycznych Włocha, tylko że to niczego nie zmieni. Jeśli wierzyć hiszpańskiemu dziennikowi – Ancelotti zostajena swoim stanowisku. Czyli dalej nie będzie ładnej piłki w Madrycie tylko bezproduktywne klepanie w środku pola, a w La Liga będziemy oglądać plecy Barcelony i mieć siły na co najwyżej na 45 minut. Nie będzie też wzmocnień, bo trener nikogo nie potrzebuje, ma konkurencyjną kadrę (a i tak grają wciąż ci sami). A taki np. Klopp zbuduje kolejną potęgę z niczego. Ale trudno, skoro zarząd jest zadowolony to nie ma rady. Na razie nowicjusz w Barcelonie zjada naszego utytułowanego weterana na śniadanie. Czy ma lepszą kadrę? Niekoniecznie. Raczej nie w środku pola, za to z przodu na pewno (i to na każdej jednej pozycji), ale tu także Carletto ma swoje zasługi – nie zgodził się na transfer Suáreza bo ma Benzemę, nie chciał innego napastnika bo jest Jesé, itd. Jego krótkowzroczność i brak pomysłu na grę kosztowała Real Puchar Króla i Ligę – choć ta nie jest jeszcze przegrana (na papierze), trudno zaakceptować frajerskie utracenie 4-punktowej przewagi nad Barceloną, która wprawdzie teraz gra jak z nut, ale w pierwszej części sezonu dopiero się docierała i traciła sporo punktów. Dla takiego klubu jak Real zdobywanie mistrzostwa kraju raz na kilka lat zakrawa na kpinę. Tym bardziej boli, gdy wygrywa je główny rywal z Katalonii, który w ostatniej dekadzie dogonił Królewskich w ilości zdobytych trofeów, a w tym sezonie ma szansę na potrójną koronę. Szansę dzięki nonszalancji i nieumiejętności prowadzenia klubu przez Carlo Ancelottiego. Jeśli jeszcze Los Blancos nie poradzą sobie z Juventusem, będzie to prawdziwa kompromitacja trenera i nie pomoże zaklinanie rzeczywistości na konferencjach prasowych.
Na koniec kilka cytatów z wypowiedzi trenera po przegranym meczu z Juventusem, które świadczą o tym, że Włoch nie umie przyznać się do błędów, nie wyciąga wniosków i jest zadowolony z nijakości prezentowanej przez swoją drużynę:
– W niektórych chwilach graliśmy naprawdę dobrze, rozgrywaliśmy z cierpliwością. Trzeba powtórzyć to samo w rewanżu.
– Kontrolowaliśmy sytuację i Juventus w jednej akcji wyszedł na prowadzenie.
– Chcieliśmy wygrać, ale nie zrobiliśmy tego. Wynik nie jest dobry, ale nie jest też bardzo zły.
– Rewanż? Sądzę, że ten mecz był jasny. Jeśli dobrze rozgrywaliśmy, mieliśmy okazje. Gdy traciliśmy piłkę, oni byli groźni w kontrze.
– Staraliśmy się trzymać kontrolę, ale mieliśmy pecha. Sądzę, że straciliśmy cierpliwość, a na początku źle zaczęliśmy i to kosztowało nas bramkę. Potem dobrze wróciliśmy do meczu, powinniśmy byli to kontynuować, ale tak nie było.
– W drugiej połowie było trudniej, bo Juventus bardziej naciskał. Uważam jednak, że mecz był dobry, raz z naszej strony, raz z ich. Czasami podejmowaliśmy za duże ryzyko, ale przy piłce byliśmy bardzo groźni.

Przy takim podejściu trudno oczekiwać poprawy. Zespół był groźny nie oddając strzału? Może chodziło o minę Bale’a? Rozgrywanie „z cierpliwością” nie oznacza, że zespół gra dobrze. W futbolu chodzi o akcje i bramki, a nie cierpliwość i grę po bandzie. Kontrolę Real miał tylko w jednym kwadransie. Jeśli to był dobry mecz, to ja już dalej nie komentuję. Real Ancelottiego to obraza dla fanów. Bardzo dobre mecze z tego sezonu można policzyć na palcach, i to jednej ręki. Zważywszy, że Włoch jest bardzo konserwatywny i nie przyznaje się do błędów, można śmiało założyć, że ta gra w kolejnym sezonie będzie równie mizerna. Jednak dopóki jest trenerem Realu, będę go wspierał. Mimo wszystko wciąż mam nadzieję, że to już niedługo…

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: