Kontuzja Modricia – mocny cios w serce Realu

Luka Modrić kontuzja Real MadrytRozgrywki sezonu 2014/2015 wkroczyły w decydującą fazę. Real Madryt po fatalnym wejściu w 2015 rok wraz z powrotem do składu Modricia i Jamesa odzyskał równowagę i wciąż liczy się w walce o wygranie La Liga oraz Ligi Mistrzów. W Hiszpanii na 6 kolejek przed końcem madrytczycy mają 2 punkty straty do Barcelony, zaś w środę w walce o półfinał Champions League podejmują Atlético. Trener Carlo Ancelotti nie krył zadowolenia, że w najważniejszej fazie rozgrywek może liczyć na wszystkich zawodników. Tak było do wczoraj. W meczu z Malagą kontuzji doznali dwaj ważni gracze podstawowego składu: Gareth Bale i Luka Modrić. Uraz Walijczyka jeszcze nie został zdiagnozowany (badanie mięśnia łydki zostanie wykonane jutro, po zejściu obrzęku) lecz jego występ z meczu z Rojiblancos jest wykluczony. To jednak nie największy problem – o ile Bale nie był w najwyższej formie i ma go kto zastąpić, o tyle brak Modricia i jego penetrujących podań to poważna strata dla jakości gry Realu Madryt.
   Oficjalna informacja klubu w sprawie kontuzji Chorwata brzmi jak wyrok: „Po badaniach przeprowadzonych na Luce Modriciu w szpitalu Sanitasu przez sztab medyczny Realu Madryt zdiagnozowano naderwanie więzadła pobocznego środkowego w prawym kolanie. Uraz pod obserwacją”. Oznacza to mniej więcej tyle, że piłkarza już nie zobaczymy na boisku do końca sezonu, a jak bez niego wygląda gra środka pola Los Blancos, nikomu mówić nie trzeba. Podczas absencji Chorwata Real nie potrafił wygrać z żadnym silnym rywalem: wcześnie odpadł z Pucharu Króla, skompromitował się w meczu z Atlético i roztrwonił bezpieczną przewagę w Primera División pozwalając się wyprzedzić Barcelonie. Oczywiście w tak wielkim klubie nic nie powinno zależeć od jednego zawodnika, lecz trudno nie zauważyć, iż to najbardziej ofensywny i nieprzewidywalny pomocnik, który na boisku robi różnicę i nie bardzo jest go kim zastąpić. To z kolei wynik polityki kadrowej klubu z Madrytu i kompletnie niezrozumiałych decyzji trenera Carlo Ancelottiego, który nie rotuje składem, nie ogrywa zmienników i uparcie broni się przed jakimkolwiek wzmocnieniem drużyny. W efekcie Real gra wolno, ospale, piłkarze są zmęczeni, nie potrafią przez 90 minut grać na pełnej intensywności i fundują kibicom horror za horrorem. Niby jeszcze niczego nie przegrali lecz trudno nie zauważyć różnicy między ociężałą grą Realu a płynną, szybką i pełną fantazji grą Barcelony. W debiutanckim sezonie Luisa Enrique Katalończycy mają dużą szansę ma potrójną koronę – czyli coś, czego madrytczykom nigdy nie udało się wygrać (rok temu była szansa, ale Carlo odpuścił krajowe rozgrywki, by zachować świeżość na finał Ligi Mistrzów!). Puchar Króla mają praktycznie w kieszeni, Ligę właściwie również, bo dostali ją w podarku od źle prowadzanego Realu Madryt, zaś w Lidze Mistrzów nie mają godnych rywali, jeśli zabraknie tam Realu i Bayernu, a jest taka możliwość. Byłby to prawdziwy policzek dla stołecznego klubu, który przecież ma znakomity skład, powinien grać znacznie lepiej i skuteczniej. Potrójna korona Barcelony byłaby obrazą dla imge’u i wielkości Ancelottiego, który ma na koncie tyle wygranych tytułów, że żółtodziub Enrique może mu buty czyścić. Tak jest w teorii bowiem boisko weryfikuje tytuły i zaszczyty, a drużyna Enrique łatwo radzi sobie z problemami, które u Ancelottiego są nie do przezwyciężenia. Piłkarze występując co 3 dni biegają więcej i szybciej od madrytczyków grających raz w tygodniu, nie ma tam zmęczenia, rwanego tempa, dwóch różnych połówek, kryzysu formy ofensywnego tria, kłopotu z wymianą kilku piłek z klepki czy zrozumieniem intencji partnera. Po kiepskim starcie Katalończycy wszystko poukładali w momencie, gdy jest to potrzebne do wygrania tytułów. Kibicom Realu pozostaje jedynie wierzyć, że jakaś słabość jeszcze dopadnie rywala, natomiast Real wygra wszystkie mecze. Na razie liczy się ten jeden, najbliższy, w środę na Bernabéu, gdzie niestety Atlético czuje się znakomicie i nie przegrało żadnego z trzech spotkań w tym sezonie. Aby zneutralizować niszczące kontry rywala i rozbić zaparkowany w polu karnym autobus Królewscy muszą zagrać dużo skuteczniej i wyżej niż na Vicente Calderón.
Wbrew pozorom mimo absencji przebojowego Marcelo (kartki), Modricia i Bale’a (kontuzje) Ancelotti ma kim załatać dziury w środku pola. Jego naturalnym wyborem jest Illarramendi, ale z nim Real nic nie zagra z przodu. To gracz ultradefensywny, potrafiący wprowadzić spokój i podać do najbliższego, jednak zupełnie zbędny i mało kreatywny z przodu. Można przesunąć Ramosa lub Pepe do pomocy, a z tyłu wystawić Varane’a. Można zagrać z Benzemą i Chicharito z przodu i wtedy problem w ogóle znika. Pod jednym warunkiem: że Karim będzie do dyspozycji, bo też ma uraz kolana i jego występ stoi pod znakiem zapytania, a brak czterech graczy z podstawowego składu to już bardzo poważne osłabienie. Można sięgnąć po Jesé, lecz jego forma raczej nie daje powodów do takiego ruchu. Ale przecież Isco też w ostatnim meczu nie zachwycał, tracił piłki i spowalniał grę, a tym razem musi być kluczowy. Ostatecznie jest jeszcze na ławce Lucas Silva, zawodnik nie do końca zgrany z zespołem, lecz na pewno bardziej aktywny od Illarry. Opcje są, to w końcu Real Madryt, taka drużyna nie może szukać usprawiedliwień tylko musi oferować rozwiązania. To są jej rozgrywki – jak chce je wygrać, musi sobie radzić z trudnymi rywalami. Potrzebne będzie tylko znacznie większe zaangażowanie w grę i walka przez 90 minut, zaś konserwatywny Ancelotti powinien zaryzykować i przygotować coś niekonwencjonalnego. W przeciwnym raie może skończyć tak jak w poprzednich 7 pojedynkach – bez wygranej. I bez awansu do półfinału Ligi Mistrzów. Mówiąc o czymś niekonwencjonalnym zagrałbym systemem 4-4-2 lub nawet 4-2-3-1 (wzmocnione tyły, mniejsze luki między formacjami) z jednym ze stoperów w roli defensywnego pomocnika. To mogłoby zaskoczyć rywala i być kluczem do sukcesu. Tak czy inaczej czeka Real bardzo trudne starcie, a wygranie konfrontacji z Atlético bez czterech piłkarzy podstawowego składu ociera się o cud. Chyba jeszcze większy niż zdobycie w tym sezonie mistrzostwa Hiszpanii.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: