ATLETICO-REAL 0-0 Czwarty mecz na Calderón bez strzelonej bramki

Atletico Real 0-0 ćwierćfinał Liga Mistrzów 2014/2015   Z wielkiej chmury mały deszcz – tak można w skrócie opisać wrażenia z pierwszego ćwierćfinałowego starcia Ligi Mistrzów pomiędzy dwoma madryckimi klubami. Żadne gole nie padły i choć Real sprawiał znacznie lepsze wrażenie niż w trzech poprzednich starciach na tym stadionie, nie potrafił swej przewagi udokumentować, w dużej mierze za sprawą znakomitej postawy Jana Oblaka w bramce. Jego 6 interwencji w pierwszej połowie meczu uratowało remis dla słabiutkich gospodarzy. Królewscy dominowali w środku pola, grali szybko i dokładnie, a jedyny zarzut to brak skuteczności. Najlepszą okazję miał na samym początku Gareth Bale, ale w sytuacji sam na sam przegrał pojedynek ze Słoweńcem. Casillas musiał bronić tylko raz gdy po nonszalanckim zagraniu Ramosa (nie jedynym w tym spotkaniu) celnie uderzał Griezmann. Ponieważ Los Blancos nie grają w tym sezonie dwóch równych połówek, po przerwie byliśmy świadkami dużo słabszego i bardziej wyrównanego pojedynku. Real już nie grał intensywnie i nie stwarzał wielkiego zagrożenia. Najlepszą sytuację zmarnował Benzema, gdy w idealnej sytuacji zamiast uderzać próbował odgrywać piłkę. Swoje nieliczne szanse mieli też gospodarze, ale to nie był ich dzień. Mimo wszystko powinni być zadowoleni z wyniku, który przed rewanżem stawia ich w całkiem dobrej sytuacji. Trzy tegoroczne mecze na Bernabéu piłkarze Simeone zakończyli wygraną lub bramkowym remisem, a każdy z tych wyników da im awans do półfinału Ligi Mistrzów. Real będzie musiał wygrać, a ta sztuka nie udała mu się od 7 spotkań – po raz pierwszy w 113-letniej historii Realu Madryt. To bardzo smutny rekord Carlo Ancelottiego. Simeone w jednym tylko sezonie wyrównał osiągnięcie Barcelony Guardioli, która też nie przegrała z Realem 7 kolejnych meczów, ulegając dopiero rozpędzonej ekipie Murinho w grudniu 2012 na Camp Nou.
   Mimo braku bramek mecz na Vicente Calderón był niezłym widowiskiem i mógł się podobać. Do przerwy na pewno. Niestety Real potwierdził, że z lepszymi drużynami niezbyt sobie radzi i bez względu na długość odpoczynku nie potrafi zagrać 90 minut na pełnej intensywności. To nie wróży dobrze na resztę sezonu. BBC nadal bez wielkiej formy, a najlepszym z tej trójki był dzisiaj Bale. Benzema to parodia napastnika i zaliczył kolejny marny występ, a zmienić go nie było na kogo, bo jedyny goleador czyli Chicharito, najlepszy zawodnik ostatniego meczu ligowego, decyzją Ancelottiego wylecial na trybuny – brawo Carlo! Zresztą niewiele lepiej od Francuza spisał się Ronaldo. Za to środek pola grał nieźle, aczkolwiek tempo rozgrywania akcji pozostawialo sporo do życzenia. Klepanie w poprzek i gra po obwodzie sugerowały, że zawodnicy pomylili piłkę nożną z hokejem. Obrona solidna poza Ramosem, którego dwa nonszalanckie zagrania mogły załatwić bramki gospodarzom. Szczególne słowa uznania dla Varane’a, którego rajd był najlepszą akcją spotkania. Jednak punktów nie przydziela się za wrażenia artystyczne. Potrzebne są bramki, a tych Real nie potrafi strzelać lokalnemu rywalowi. Jednak wymówki się skończyły – w środę trzeba będzie przełamać klątwę Atlético i wygrać bo każdy bramkowy remis premiuje graczy Simeone. Z powodu trzeciej żółtej kartki w rewanżu niestety nie zagra Marcelo, który był dziś niezwykle aktywny i mieszał więcej niż Ronaldo i Benzema razem wzięci, może też być zagrożony Carvajal, który uderzył prowokującego go Mandžukicia. Chorwat zachowywał się skandalicznie lecz to nie usprawiedliwia gestu Hiszpana. Tak czy inaczej Królewskich czeka bardzo trudne starcie, a kolejnego upokorzenia na własnym stadionie kibice nie wybaczą. To będzie mecz o sezon, bo szanse na wygranie Primera División wciąż są tylko iluzoryczne.


Plus meczu: Varane
Minus meczu: Benzema

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: