RAYO-REAL 0-2 Horror z happy endem na Vallecas

Rayo Real 0-2 liga hiszpańska 2014/2015   Niech nikogo nie zwiedzie wysokie zwycięstwo Realu sprzed trzech dni – to wcale nie musi oznaczać, że wielka forma wróciła. Dzisiaj madrytczycy pojechali na mecz z Rayo Vallecano. Niech też nikogo nie zwiodą dobre statystyki w meczach z lokalnym rywalem (15 zwycięstw i 1 remis) – na Vallecas Real ostatnio bardzo cierpiał i wygrywał minimalnie. Zawodnicy Paco Jémeza nie murują bramki, grają żywiołowy, radosny futbol, co Realowi w formie powinno pasować, ale Realowi pod formą już niekoniecznie. Pierwsza połowa meczu dobitnie to pokazała. Z litości dla Królewskich napiszę tylko, że zakończyła się szczęśliwym dla nich remisem 0-0. Oglądaliśmy mecz szybkiej, dobrze zorganizowanej drużyny gospodarzy z ekipą starych, leniwych dziadków, którzy nie potrafili wymienić kilku podań i poważnie zagrozić bramce Cobe?o. Zaledwie jeden celny strzał mówi wszystko. Piłkarze Rayo byli szybsi, dokładniejsi, mieli lepszy pomysł na grę, stosowali skuteczny pressing na całej długości boiska, mieli większe posiadanie piłki, wymienili więcej podań, oddali więcej strzałów. Innymi słowy – byli lepsi w każdym elemencie sztuki piłkarskiej od naszpikowanych gwiazdami graczy Ancelottiego. Tu już nie ma żadnej wymówki, że kogoś brakuje w składzie. Real grał w najsilniejszym zestawieniu, a wyglądał na trzecioligową Castillę, a nie drużynę walczącą o mistrzostwo kraju. Z taką schematyczną i wolną grą Królewscy nie mają prawa wygrać ligi hiszpańskiej. Nie mają prawa niczego wygrać. To źle poustawiana, źle zmotywowana, źle wyszkolona drużyna, a takie żałosne popisy przynoszą wstyd tej koszulce i temu herbowi.
   Zważywszy, że drugie połowy Real gra znacznie gorzej od pierwszych, fani Królewskich mieli prawo być zaniepokojeni. Jednak inna prawda z tego sezonu jest taka, że Królewskim starcza sił tylko na 45 minut i dlatego często grają dwie różne połowy – skoro więc w pierwszej odpoczywali, istniała szansa na poprawę. I ta poprawa nastąpiła – w drugiej odsłonie meczu zawodnicy z Madrytu zaczęli wreszcie grać w piłkę, a nie tylko asystować na boisku. Nie pomagał ślepy na przewinienia gospodarzy sędzia Mario Melero López – w 51 minucie zamiast podyktować rzut karny po ewidentnym faulu na Cristiano Ronaldo, ukarał go żółtym kartonikiem za rzekome symulowanie, co eliminuje Portugalczyka z kolejnego meczu. Podobnie jak Kroosa i Jamesa, którzy też ujrzeli swoje kartki numer 5. Ale jakie znaczenie ma fakt, iż Real zagra z Eibarem bez kilku podstawowych graczy, skoro swoje mistrzowskie szanse mógł pogrzebać już dzisiaj remisując z drużyną, z którą miał obowiązek wygrać? Jednak krzywdząca decyzja arbitra (notabene nie pierwsza w tym meczu) podziałała mobilizująco i wysiłki Los Blancos w końcu przyniosły oczekiwany efekt. W 68 minucie kapitalny rajd prawą stroną przeprowadził Carvajal, zagrał do Ronaldo, a ten głową uzyskał prowadzenie. 5 minut później CR7 podał do Jamesa, który precyzyjnym strzałem podwyższył wynik na 2-0. Mimo sytuacji z obu stron więcej bramek nie padło i Real wywiózł z gorącego terenu cenne 3 punkty.
   Dr. Jekyll i Mr. Hyde dzisiaj pokazał się w pełnej krasie. Ancelotti powinien przypomnieć piłkarzom, że mecz trwa 90 minut i w decydujących tygodniach sezonu trzeba dać z siebie więcej niż dotychczas. Katastrofalna gra z pierwszej połowy nadal budzi wątpliwości co do formy drużyny i jej właściwego przygotowania zarówno pod względem fizycznym, jak i mentalnym. Taka gra ledwo wystarczyła na Rayo, jednak z pewnością nie wystarczy na pokonanie we wtorek Atlético Madryt. Może jednak dożyjemy czasów, że drużyna Carletto zagra dwie równe, dobre połowy. Dzisiaj znów się nie udało.


Plus meczu: Cristiano Ronaldo
Minu meczu: Benzema

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: