FOO FIGHTERS Sonic Highways

Foo Fighters Sonic Highways recenzjaFOO FIGHTERS
Sonic Highways
2014

Popularność formacji Foo Fighters jest dla mnie doskonałym dowodem nieśmiertelności Nirvany, która praktycznie na bazie jednego wielkiego albumu w ciągu zaledwie kilku lat działalności stała się wielkim klasykiem rocka i prekursorem gatunku znanego jako grunge. Nie bez znaczenia była samobójcza śmierć lidera grupy Kurta Cobaina, bo nic tak nie ugruntowuje popularności jak nagłe odejście w glorii chwały. Ludzie tak bardzo tęsknili za Nirvaną, że natychmiast pokochali zespół założony przez jej perkusistę Dave’a Grohla. Nigdy nie podzielałem tej fascynacji, lecz trudno nie zauważyć, że muzycznie Foo Fighters idą drogą Cobaina. Jednak to tylko Nirvana dla ubogich i choć pewnie fani się obrażą za takie stwierdzenie, to Nevermind ma więcej kapitalnych i pamiętnych kawałków niż wszystkie płyty formacji Grohla razem wzięte. Nie zmieni tego również najnowszy album Foo Fighters Sonic Highways, aczkolwiek uroku trudno mu odmówić.
   Zaczyna się kapitalnie – pilotujący płytę Something From Nothing to chyba najlepszy kawałek tej kapeli, dopieszczony brzmieniowo i bardzo wyrazisty pod względem melodii. Urzeka również, choć w zupełnie innym stylu, zamykający wydawnictwo delikatny I Am A River. Trwa 7 minut – to rzadkość w przypadku Foo Fighters, a na gitarze gra tutaj Joan Jett (pamiętana dzięki znakomitej wersji I Love Rock’N’Roll z 1982 roku). Jeśli chodzi o gości, to trzeba też wspomnieć o Joe Walshu (The Eagles – to ten zespół od megahitu Hotel California), którego gitarowe solo jest ozdobą kompozycji Outside. To tyle po stronie plusów. Reszta utworów jest mniej lub bardziej bezbarwna, czyli dokładnie tak samo, jak na innych płytach grupy Grohla. Może tylko na tej poprzedniej Wasting Light było nieco lepiej.
   Jest jednak coś, co zdecydowanie wyróżnia Sonic Highways, i koniecznie trzeba o tym wspomnieć (nawet jeśli pod względem muzycznym nie wszystko wyszło perfekcyjnie). Idea. Fantastyczna idea, jaka stoi za jej powstaniem. Foo Fighters chcieli dość barwnie uczcić 20-lecie istnienia zespołu i postanowili stworzyć swoistą muzyczną mapę Ameryki – każdy z 8 utworów rejestrowali przez tydzień w znanym studio nagraniowym jednego z 8 ważnych dla historii muzyki miast USA, a całość dokumentuje serial w reżyserii Davida Grohla emitowany przez HBO. Stąd udział tak wielu zaproszonych gości (głównie gitarzystów), bo zespół chciał zgłębić historię lokalnej sceny, a każdy odwiedzany region ma swoich idoli i ważne postacie. Nie zdominowali oni Foo Fighters, podobnie jak atmosfera poszczególnych miast (Nowy Jork, Waszyngton, Chicago,  Nashville, Austin, Nowy Orlean, Seattle, Los Angeles) nie bardzo przełożyła się na brzmienie kapeli, lecz ta muzyczna podróż pozwala inaczej spojrzeć na każde z nagrań. Choć więc materiał muzyczny zawarty na Sonic Highways nie w całości przekonuje i oceniłem go na 3 gwiazdki, za sam pomysł i kapitana okładkę należy się pełne 5.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: