BRYAN ADAMS Tracks Of My Years

Bryan Adams Tracks Of My Years recenzjaBRYAN ADAMS
Tracks Of My Years
2014

Ciekaw jestem, kto z młodych ludzi kojarzy nazwisko Bryana Adamsa. Ten sympatyczny Kanadyjczyk nagrywa rzadko, ale po ponad trzech dekadach na estradzie to nie powinno dziwić. On nic nie musi. Ma na koncie wystarczająco wiele przebojów, by móc sobie pozwolić na kilkuletnie przerwy lub nie nagrywać w ogóle. Mimo rockowych korzeni jest kojarzony głównie z balladami, a to za sprawą megahitu (Everything I Do) I Do It For You wykorzystanego w filmie Robin Hood: Książę złodziei z Kevinem Costnerem i Seanem Connery. Najnowszy krążek artysty nie zmieni tej sytuacji ponieważ zawiera tylko jedną premierową kompozycję, wydaną zresztą na singlu pilotującym wydawnictwo She Knows Me. Reszta nagrań to covery utworów, które inspirowały Adamsa w młodości (notabene fajne zdjęcie młodego Bryana ozdabia okładkę). Taki zabieg to ostatnio dość powszechna moda, jednak rzadko kiedy nagrania są tak trafnie dobrane jak w tym przypadku.
   Przyznam bez bicia, że żadna z płyt Bryana Adamsa nigdy nie zrobiła na mnie wrażenia. Solidne rockowe rzemiosło prezentuje wielu wykonawców i Bryan nie jest tu żadnym odkryciem. Miał kilka dobrych piosenek, ale żadnego albumu, który bez znudzenia dałby się wysłuchać w całości. Aż do teraz. Coverów zebranych na Tracks Of My Years słucha się naprawdę dobrze. Znamy przecież te kawałki, a nawet tym popowym przyda się trochę rockowego sznytu. „Trudno było wybrać te piosenki. Próbowaliśmy je dotąd, aż nabrały odmiennego tonu niż oryginały. Sesje trwały jakieś trzy miesiące na przestrzeni ostatnich dwóch lat”. Warto było czekać. Ktoś powie: facet poszedł na łatwiznę, bo co to za sztuka odegrać cudze kawałki. Zrobić to z pazurem, niejednokrotnie lepiej od oryginału to też sztuka i tutaj Kanadyjczyk znakomicie się sprawdził. Może tylko produkcja kuleje i jednakowe brzmienie nieco męczy (za to minusik), ale znacząco nie wpływa na odbiór. Bryan dobrał utwory stosownie do swoich możliwości wokalnych i nawet jeśli wybór czasem dziwi (np. z repertuaru The Beatles mało znany Any Time At All), to już samo wykonanie nie. Chociaż z drugiej strony – trochę inowacji i odrobina szaleństwa by nie zaszkodziło. Tracks Of My Years to bardzo bezpieczna płyta i jeśli ktoś szuka dynamitu, musi nabyć wersję deluxe wzbogaconą aż o 5 nagrań, gdzie na samym końcu jest brawurowe wykonanie You Shook Me Dixona. Może nie dorównuje wersji Led Zeppelin, ale jest całkiem blisko. Wśród reszty adamsowych coverów znajdziemy kapitalnie wykonane rockowe klasyki The Beach Boys (God Only Knows), Boba Dylana (Lay Lady Lay) czy Chucka Berry’ego (Rock And Roll Music), jest nieśmiertelne I Can’t Stop Loving You Gibsona (niewiele, jeśli w ogóle ustępujące wersji Raya Charlesa) i Sunny Bobby’ego Webba, które miało już tyle wykonań (nawet Boney M.), że trudno je zliczyć. Ja jeszcze polecam ładną wersję ballady Krisa Kristoffersona Help Me Make It Through The Night (bonus w wersji deluxe) – wszak nie od dziś wiadomo, że w pościelówach Bryan Adams wypada najlepiej.
   Nie wiem, czy po tym krążku wiele nowych osób odkryje sympatycznego, lekko zachrypniętego Kanadyjczyka. To raczej pozycja dla tych, którzy od lat go lubią i doceniają jego klasę. Bryan Adams oddał hołd klasykom, którzy inspirowali go za młodu, odkurzając ich kawałki i nadając niektórym nowe życie. Nagrał przyzwoity rockowy album. Tylko tyle i aż tyle. Mnie wystarczy.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: