LIVERPOOL-REAL 0-3 Anfield zdobyte!

Liverpool Real Madryt 0-3 Liga Mistrzów 2014/2015   Pierwszy z tegotygodniowych testów zdany celująco – w ramach trzeciej kolejki grupowych rozgrywek Ligi Mistrzów Real Madryt po raz pierwszy w historii wygrał z Liverpoolem na Anfield Road aż 3-0 nie pozostawiając cienia wątpliwości, kto jest lepszy. Nawet jeśli Liverpool bez sprzedanego do Barcelony Suáreza to już nie ta sama co rok temu maszynka do zdobywania goli, ofensywny styl ekipy pozostał bez zmian. Jak się można było spodziewać, gospodarze od pierwszej minuty rzucili się na madrytczyków i rozgrywali swoje ataki z dużą intensywnością. Królewscy bronili się umiejętnie i bez strat przeczekali pierwsze 20 minut. Potem znienacka zadali pierwszy cios – James genialnym podaniem obsłużył Cristiano Ronaldo, a ten po mistrzowsku wykończył akcję i otworzył wynik spotkania. Zarazem odczarował kolejny stadion – Los Blancos nigdy tu nie trafili, a Portugalczyk zaliczył tym samym już 50 drużynę, której strzelił gola w barwach Realu. Od tego momentu animusz gospodarzy nieco osłabł, zaś Real przejął kontrolę nad meczem. Mimo wielu jakże typowych niedokładności i strat to madrytczycy byli lepsi i udokumentowali to kolejną piekną bramką w 30 minucie. Toni Kroos posłał piłkę w pole karne, zaś będący w trudnej sytuacji Benzema uderzył głową niezwykle precyzyjnie i przelobował Mignoleta. Chapeau bas. Gdy Francuz 10 minut później wykazał się przytomnością umysłu i po serii błędów obrońców wepchnął piłkę do siatki, został bohaterem spotkania i praktycznie zakończył rywalizację. Uderzenie Coutinho w słupek w 45 minucie niewiele zmieniło – to nie był dzień Liverpoolu. The Reds byli bezradni wobec świetnie dysponowanego rywala.
   Druga połowa nie przyniosła emocji, po prostu się odbyła. Gospodarze naciskali i próbowali, Real kontratakował, ale nie wykorzystał swoich okazji. Najlepszą miał CR7, ale Mignolet kapitalnie wybronił jego uderzenie. Zawodnicy Ancelottiego pilnowali wyniku i mając na uwadze sobotni Klasyk nie forsowali tempa. Tym razem więc nie ma co narzekać na brak zaangażowania i oszczędzanie sił – od strony taktycznej mecz był majstersztykiem, a drużyna zaprezentowała tak pożądaną przez trenera równowagę. Nie było fajerwerków, ale cel został osiągnięty. Teraz trzeba zregenerować siły, poprawić nieco dokładność podań i można bez obawy przystąpić do meczu z Barceloną. Zwycięstwo pozwoliłoby zniwelować dystans i zapomnieć o koszmarnym początku Ligi.


Plus meczu: Benzema

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: