ANNABELLE

Annabelle recenzja Leonetti lalka horrorANNABELLE
Annabelle
2014, USA
horror, reż. John R. Leonetti

Annabelle to demoniczna lalka szczelnie zamknięta w gablocie w słynnym i jedynym w swoim rodzaju muzeum okultyzmu Warrenów, cenionych demonologów i ekspertów od zjawisk paranormalnych. Istnieje naprawdę chociaż wygląda zupełnie inaczej niż w filmie, który właśnie trafił na polskie ekrany. Annabelle straszy skuteczniej niż Chucky – nie chodzi, nie gada, więcej rzeczy zostawia wyobraźni widza i nie staje się autoparodią. Kinomani mogą ją pamiętać ze świetnego horroru Jamesa Wana Obecność. Tam wystąpiła epizodycznie, tym razem jest już główną bohaterką filmu Johna R. Leonettiego, który w swej opowieści o szatanie polującym na duszę dziecka młodego małżeństwa wykorzystał posklejane klisze z wielu znanych, starych horrorów. Zrobił to całkiem sprawnie, ale seansowi stale towarzyszy wrażenie deja vu. Nawiązania do Dziecka Rosemary czy Omena są zbyt oczywiste, by obeznanego z klasyką gatunku widza Annabelle mogła czymkolwiek zaskoczyć. To duża wada tego oldskulowego, powolnego, utrzymanego w klimacie lat 60-tych i bazującego na prostych chwytach horroru, który może zadowolić początkujących kinomanów, ale chyba nikogo więcej.
   Żeby mieć jako taką frajdę z seansu, trzeba koniecznie zapomnieć o wspomnianej Obecności (to zupełnie inny poziom), w której Leonetti też przecież maczał palce bo był autorem zdjęć. Za to scenarzysta już nie bardzo ma się czym pochwalić – wcześniej stworzył Potwora z mokradełKrwiożerczą małpę, a te tytuły nie są mocną rekomendacją. Tym razem napisał wtórną do bólu i mało straszną historyjkę, z nielogicznymi zachowaniami bohaterów (do których gry akurat nie mam większych zastrzeżeń) i chowającym się za opętaną lalką rogatym demonem. Dlaczego samej Annabelle nie postawiono w centrum wydarzeń, tego chyba sami twórcy nigdy nie wyjaśnią. Jednak gdy już się pojawia, swym wyglądem budzi grozę i nie wyobrażam jej sobie jako ozdoby dziecięcego pokoju. Jako że wychowałem się na horrorach podobnie zbudowanych, ze stopniowo narastającym napięciem, dlatego nie odradzam wizyty w kinie tylko z powodu kopiowania klasyki. Wychwytywanie cytatów może być nawet fajną zabawą dla starszego widza. Z kolei młodsi, jeśli tylko wytrzymają niespieszne jak na dzisiejsze czasy tempo opowieści – kto wie, może się w tym nastroju rozsmakują i tym chętniej sięgną po klasykę?

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: