KENNY WAYNE SHEPHERD Goin’ Home

Kenny Wayne Shepherd Goin' Home recenzjaKENNY WAYNE SHEPHERD
Goin’ Home
2014

Kenny Wayne Shepherd, prywatnie mąż córki Mela Gibsona Hannah, to nagrywający od 20 lat amerykański gitarzysta bluesowy, bardziej znany w swoim kraju niż na Starym Kontynencie (5 razy był nominowany do nagrody Grammy). Jego najnowszy, siódmy już krążek Goin’ Home to rzeczywiście prawdziwy powrót do domu – do piosenek, które inspirowały go, gdy był jeszcze dzieckiem, i artystów, na których się wzorował (B.B.King, Albert King). „Spędzałem wtedy mnóstwo czasu w pokoju mojego taty i słuchałem mnóstwa bluesowych płyt, które miał w kolekcji, ucząc się przy okazji wielu technik”. Słuchając tego krążka zacząłem się zastanawiać nad fenomenem bluesa – to gatunek zamknięty w dość sztywnych ramach, który jednak wciąż potrafi dać tyle radości. Dźwięki, jakie wydobywa Shepherd ze swojego Fendera, nie są nowe ani odkrywcze – to po prostu solidnie zagrana porcja klasycznego bluesa, którą świetnie uzupełnia przyjemny śpiew gitarzysty i zaproszonych przez niego gości (Warren Haynes, Joe Walsh, Keb’ Mo’, Kim Wilson, Robert Randolph oraz Ringo Starr, który bębni w Cut You Loose).
   Albumem Goin’ Home Kenny oddaje hołd i spłaca dług legendom amerykańskiego bluesa, którzy niegdyś zainspirowali go do grania. Shepherdowskie wersje standardów takich tuzów jak Muddy Waters, Willie Dixon, Freddie King czy Stevie Ray Vaughan, budzą szacunek. Mocne riffy, znakomite solówki (podane we właściwej ilości, bez nadmiernych popisów), dyskretne organy, odrobina soulu – wszystko to stanowi o sile płyty. Trudno wskazać najlepsze kompozycje, bo krążek jest dość równy. Jak ktoś lubi wolne bluesiska, zachwyci się subtelną wersją You Done Lost Your Good Thing Now B.B.Kinga czy porywającym kawałkiem Still A Fool Muddy Watersa. Obie kompozycje trwają po 8 minut lecz nie nużą ani przez sekundę. Zwolennicy szybszych utworów docenią You Can’t Judge A Book By The Cover Willie Dixona, Looking Back czy Can You Hear dołożony wraz z dwoma innymi utworami do wersji deluxe płyty. A jest jeszcze świetna wersja Boogie Man Freddie Kinga i brawurowe wykonanie Breaking Up Somebody’s Home Alberta Kinga – coś dużo tych „kingów” wśród klasyków bluesa…
   Dobrze, że Ameryka bluesem stoi, bo czasem można wyłowić takie perełki jak album Goin’ Home, który w Europie nie ma szans zaistnieć. Trochę szkoda, a z drugiej strony – who cares?

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: