FIREFORCE Deathbringer

Fireforce Deathbringer recenzjaFIREFORCE
Deathbringer
2014

W 2011 roku belgijski powermetalowy zespół Fireforce z hukiem zadebiutował bardzo udanym albumem March On. Umiejętnie odnowione patenty z lat 80. zapewniły kapeli wysokie notowania nie tylko na rodzimym rynku, lecz także w znacznie większych i bardziej liczących się Niemczech, gdzie tego typu granie ma spore tradycje. Na potwierdzenie sporych możliwości muzyków trzeba było czekać aż 3 lata, bo dopiero niedawno ukazał się drugi krążek Deathbringer. Już po pierwszym przesłuchaniu wiadomo, że czekać było warto. Może nowa płyta nie ma siły debiutu, ale też znacznie mu nie ustępuje (chyba że pod względem przebojowości). To zresztą dość normalne, że pierwsze wydawnictwo powoduje większe zamieszanie na rynku, bo kapela jest wtedy nowa i świeża, nawet jeśli gra dość konserwatywną muzykę, zaś album nr 2 ma jedynie potwierdzić, że poprzedni sukces nie był dziełem przypadku. Z tego zadania Deathbringer wywiązuje się całkiem dobrze i powinien zadowolić wszystkich miłośników metalowego łojenia. Jest równo i siarczyście, z wyrazistymi riffami i klarownym wokalem, a skojarzenia z wczesnym Judas Priest same cisną się na usta. To dość prosta muzyka, bez specjalnych fajerwerków lecz z dużą ilością solówek gitarowych i galopującą sekcją rytmiczną, jednak trudno wyróżnić pojedyncze utwory i oczekiwać, że któryś z nich stanie się wielkim przebojem. Stąd też mój problem z ostateczną oceną, bo 3 gwiazdki daję za coś więcej niż tylko poprawne granie. Przy drugim podejściu zaznaczyłem Combat Metal King Of Lies, więc jednak można coś hitowego znaleźć. Przy trzecim moją uwagę przykuł wolniejszy, nieco progresywny Aeons i mocarny, heavymetalowy Highland Charge. Nadal to jednak trochę mało, ale wystarczy tej wyliczanki. Mimo wszystko Fireforce pozostaje jedną z najciekawszych belgijskich kapel, więc chyba jednak nie ma sensu narzekać, bo Deathbringer to naprawdę całkiem przyzwoity, solidny rockowy album (także od strony wizualnej – wystarczy spojrzeć na okładkę).
Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: