SOCIEDAD-REAL 4-2 Porcja wstydu i upokorzenie na Anoeta

Sociedad Real Madryt 4-2 liga hiszpańska 2014/2015   Miłe złego początki – tak można opisać występ Realu na Anoeta w ramach 2 kolejki Primera División. Gospodarze udzielili mistrzom Europy prawdziwej lekcji futbolu i choć po kwadransie przegrywali 0-2, potrafili się zmobilizować i upokorzyć słynnego rywala wbijając mu 4 bramki. Trzeba uczciwie dodać, że bez większego trudu. Mistrzem remontady był kiedyś Real Madryt, teraz inny Real – Sociedad z San Sebastián pokazał madrytczykom, jak to należy robić. Królewscy ze swoją siermiężną taktyką byli tak bezradni, że chwilami aż było mi ich szkoda. Nie sposób uwierzyć, że 100 dni temu ta sama drużyna wygrała Ligę Mistrzów. Każdy mecz można przegrać, ale z królewskim herbem na piersi nie godzi się robić tego w ten sposób. Bez względu na to, co po meczu powiedzą piłkarze i trener, dla takiej postawy nie ma żadnego usprawiedliwienia. Tym bardziej na samym początku sezonu.
   Królewscy idealnie weszli w mecz. Już w 5 minucie po rzucie rożnym Sergio Ramos precyzyjną główką uzyskał prowadzenie. Chwilę później ten sam zawodnik z rzutu wolnego trafił w poprzeczkę (notabene trochę to niepokojące, gdy najlepszym napastnikiem drużyny jest jej obrońca), a w minucie 11 po raz pierwszy (i niestety ostatni) błysnął Gareth Bale – założył siatkę graczowi gospodarzy i strzelił na 2-0. Blancos (dzisiaj wyjątkowo w kolorach różowych) zdominowali spotkanie i co chwila stwarzali kolejne groźne sytuacje. Po 30 minutach powinno być 4 lub 5-0 (sam Ramos mógł spokojnie ustrzelić hat-tricka), jednak strzałom brakowało dokładności lub na posterunku był nieźle dysponowany Zubikarai. I wtedy stało się coś niewyobrażalnego – mecz, który Real miał pod pełną kontrolą, nagle zaczął się im wymykać. Królewscy zlekceważyli pierwsze sygnały zagrożenia pod bramką Casillasa – nie zauważyli, że przeciwnik więcej biega, jest szybszy, bardziej pomysłowy, lepiej wychodzi na pozycje i przejmuje środek pola. Ataki przyniosły skutek w 35 mniucie, gdy Martínez po rzucie rożnym strzelił gola kontaktowego (stałe fragmenty gry to pięta Achillesowa madrytczyków), a kilka minut później Zurutuza wyrównał mocną główką po dośrodkowaniu, jakiego zawodnicy Ancelottiego ani razu nie byli w stanie wykonać.
   Po przerwie nadal oglądaliśmy fantastyczne, szybkie spotkanie, jednak głównymi aktorami widowiska byli już tylko zawodnicy Sociedad, którzy przecież kilka dni wcześniej odpadli z Ligi Europejskiej po wstydliwej porażce 0-3 z Krasnodarem! Dwa kolejne gole zdobył Zurutuza i nawet jeśli przy ostatnim zagrał ręką, to jednak nie błędy sędziego były powodem porażki milionerów z Madrytu. Real grał statyczny, archaiczny futbol, nie było gry bez piłki, wychodzenia na wolne pole, nietuzinkowych zagrań, podań z klepki, itd. itp. Pisałem o tym wiele razy, nie ma sensu powtarzać. Dzisiaj tak się nie gra. Wystarczy obejrzeć mecze np. ligi angielskiej – jakie tam jest tempo i walka o każdą piłkę, jakie akcje, jakie bramki. Aż strach mysleć o meczach LM z Liverpoolem… Dobrze, że zostało jeszcze sporo czasu… Czy madryckie supergwiazdy zlekceważyły skromnych Basków, czy może prowadząc 2-0 myśleli, że już po sprawie? To nie ma znaczenia. Takiej drużynie nie ma prawa przydarzyć się taka wpadka. Niewytłumaczalna jest strata 4 goli z ekipą, której graczy mało kto zna, której wartość jest mniejsza niż pieniądze wydane tego lata na transfer Jamesa (a wystraszony i schowany Kolumbijczyk był dzisiaj zaledwie cieniem zawodnika z mundialu). Królewscy nie potrafili zmienić tempa gry, przycisnąć rywala, a wobec jego ruchliwości byli kompletnie bezradni. To wstyd i kompromitacja, nie mówiąc już o bolesnej stracie 3 punktów w dopiero drugim meczu sezonu.
   Teraz pora na garść refleksji. Oczywiście, że wszystko może jeszcze się zmienić, że poprzedni sezon też źle się zaczął, itd. Ale to nie zmienia faktu, że stan na dzisiaj jest katastrofalny. Brak formy to nie kwestia złych transferów, bo przecież Real miał i ma w składzie wielkich zawodników, nawet jeśli James jeszcze się nie odnalazł i nie ma dynamizmu Di Maríi. Jak patrzysz na nazwiska graczy Realu to strach się bać, ale gdy oglądasz ich grę, to przestajesz cokolwiek rozumieć. Zawodnicy, którzy od dawna grają ze sobą, sprawiają wrażenie, jakby dopiero się poznali. Modrić zupełnie nie przypomina przebojowego piłkarza z poprzedniego sezonu. Bale może i wygląda jak atleta – i co z tego, skoro zatracił cechy, za które pokochał go piłkarski świat? Jego udane akcje i dryblingi można było policzyć na palcach jednej ręki. Z kolei Karim Benzema w obecnej formie miałby trudności z załapaniem sie do składu Legii Warszawa, a gra w najlepszym klubie Europy! Pupilek trenera i prezesa właśnie dostał nowy kontrakt, a piłka odskakuje mu jak juniorowi z okręgówki. Nie wspomnę o sytuacjach i kontrach, które dzisiaj wzorowo zmarnował. Nie twierdzę, że Karim się nie stara – on po prostu lepiej nie potrafi. Jest na poziomie trzecioligowej Castilli, ale nie Realu Madryt, i widzą to wszyscy poza Ancelottim i Pérezem. Nie zdecydowano się kupić Falcao, by nie drażnić Francuza – wybrano Chicharito, który nie mieścił się w składzie Manchesteru United. Czyli wzmocnieniem ataku mistrzów Europy ma być odrzut z drużyny, która nawet nie weszła do pucharów! Komentarz zbyteczny, choć nie mam wątpliwości, że Meksykanin i tak będzie lepszy niż Benzema.
   Naczytałem się ostatnio o „mądrych wzmocnieniach Realu”, który ma teraz bardzo „ustabilizowaną kadrę”. Otóż jest dokładnie odwrotnie: król jest nagi. Ławka Madrytu jest pusta. Są tam gracze, którzy tam powinni pozostać, bo ich wejście nie wzmacnia drużyny. Co zrobił Ancelotti, by odwrócić losy meczu na Anoeta? Na kwadrans przed końcem wymienił ofensywnego Modricia na defensywnego Khedirę (może chciał bronić wyniku, by nie przegrać wyżej?), a zaraz potem wycofał dynamicznego Carvajala wpuszczając Arbeloę, który z miejsca stał się najgorszym graczem na boisku – tracił proste piłki, przegrywał pojedynki biegowe, a z przodu pożytek z niego żaden, bo nie umie dryblować ani dokładnie zagrać (chyba że do tyłu lub do najbliższego kolegi). Pytanie jednak brzmi – kogo innego miał wpuścić trener? I tu dochodzimy do sedna problemu, który przedstawię krótko i zwięźle, choć zdaję sobie sprawę, że moje zdanie jest bardzo kontrowersyjne: głównym (na pewno nie jedynym) problemem Realu Madryt jest… Carlo Ancelotti. Tak, tak, ten wielki szkoleniowiec, który zdobył nam Décimę i wygrał całkiem sporo w swoim pierwszym sezonie (wygrał więcej, niż na to wskazywałby styl gry drużyny – czy raczej brak stylu). Nikt nie neguje jego osiągnięć, ale potem ewidentnie czegoś zabrakło. To trener odpowiada za motywację zawodników i ich przygotowanie do sezonu, wreszcie za dobór graczy i taktykę na każdy mecz. Wszystkie te elementy zawodzą i to jest wina Włocha, który zaniedbał pretemporadę i zgodził sie na dyskusyjne transfery. Piłkarze nie wyglądają na zmotywowanych, by umierać na boisku. Mało biegają i mało myślą. Mają problemy z przyjęciem piłki i minięciem rywala (jedyny wyjątek: Isco), o szybkiej grze kombinacyjnej nawet nie wspomnę – ta dzisiaj była, ale tylko w wykonaniu piłkarzy z San Sebastián. Leży przygotowanie fizyczne i taktyka, bo bezproduktywna wymiana podań na własnej połowie czy w okolicy środka boiska niczemu nie służy. Najbardziej bramkostrzelna ekipa nie potrafi zaskoczyć przeciwnika i tworzyć klarownych sytuacji, o ich wykorzystaniu już nie wspomnę: patrz forma Benzemy i Bale’a oraz brak odwagi Jamesa pod bramką. Jeśli chodzi o dobór graczy to nie bardzo jest w czym wybierać (wystawiona jedenastka była najlepszą możliwą), ale to też wina Carletto, bo zamiast prosić o konkretne wzmocnienia, cały czas twierdził, że nikogo nie potrzebuje. No to efekty widać – zamiast rasowego napastnika mamy kulawego Francuza i odpady z United, a środek pola po odejściu 2 kluczowych graczy i spadku formy trzeciego nie przypomina tego sprzed kilku miesięcy. Real ma wielkie nazwiska, ale nazwiska nie grają – gra drużyna, a drużynę tworzy trener. Real Madryt nie gra jak drużyna tylko zlepek indywidualności i to nie działa, bo nie ma prawa działać.
   Wskazanie winnego niewiele zmieni, bo Ancelotti jest nie tylko jedynym odpowiedzialnym, ale też jedynym, który tę sytuację może zmienić. Powiem więcej: ma obowiązek zmienić, i to szybko, zanim Real pogubi kolejne punkty. Wierzę, że gracze zrozumieją, jak niegodnie zagrali, tylko czy potrafią to szybko poprawić? W następnej kolejce podejmują u siebie mistrza Hiszpanii, z którym właśnie przegrali walkę o Superpuchar. Aby myśleć o zwycięstwie z ustawionym defensywnie Atlético, muszą zagrać zupełnie inaczej niż na Anoeta i nie dać się zdominować w środku pola. A jak to zrobić, to już ból głowy Ancelottiego przez najbliższe 2 tygodnie.


Plus meczu: Ramos i Isco

Minus meczu: Benzema i James

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: