REAL-ATLETICO 1-1 Słaba gra w pierwszej odsłonie Superpucharu Hiszpanii

Superpuchar Hiszpanii 2014 Real Atletico 1-1Nie tak kibice Realu wyobrażali sobie inaugurację sezonu 2014/2015 na Bernabéu. Po kiepskiej pretemporadzie przyszło łatwe zwycięstwo z Sevillą w meczu o Superpuchar Europy i znów wszyscy myśleli, że wszystkie problemy drużyny Ancelottiego rozwiązał transfer Kroosa, za napastnika wystarczy najlepszy strzelec mundialu, i Real mając wielkie nazwiska będzie czarował swą grą. Nie czarował w Warszawie, gdzie uległ przeciętnej Fiorentinie, ale to przecież był mecz o pietruszkę i zawodnicy nie chcieli ryzykować kontuzji przed starciem z Atlético o Superpuchar Hiszpanii. Skoro tak, to dlaczego w Madrycie przed własną widownią zagrali tak słabo?
   Pierwsza połowa po prostu się odbyła i z litości nie będę wyliczał błędów, czy raczej zaniechań drużyny Królewskich. Zawodnicy jakby zapomnieli, że w piłce nożnej trzeba strzelać bramki i nikt nie przyznaje punktów za ilość podań w poprzek boiska lub na własnej połowie, a wolne i schematyczne akcje nie są w stanie zaskoczyć przeciwnika, zwłaszcza tak dobrze zorganizowanego jak Atlético. Za komentarz niech wystarczy fakt, że pierwszy strzał na bramkę Real oddał w 37 minucie (!), a w sumie były tylko 2 uderzenia, oba zresztą niecelne. Nastawieni na kontrataki goście też nie imponowali, ale przynajmniej 3 razy trafili w światło bramki Casillasa. Real dominował w środku pola i miał przewagę w posiadaniu piłki, ale nie bardzo umiał coś z nią zrobić. Brakowało tempa i przede wszystkim pomysłu na inne rozwiązania, gdy bezsensowne wrzutki nie przynosiły rezultatu. Kiepsko grali w zasadzie wszyscy zawodnicy. Xabi zagrywał do tyłu lub w poprzek, Modrić dużo biegał ale mało podawał, Benzemy jakby nie było na boisku, Cristiano też często znikał (w 2 połowie zniknął dosłownie – doznał lekkiego urazu i zastąpił go James), zaś Bale poza szybkością nie zaprezentował nic godnego uwagi. Wszelkie twierdzenia o jego świetnej formie należy włożyć między bajki. Piłka nożna to nie bieg na 100 metrów, a dryblingi Walijczykowi w ogóle nie wychodziły. Tak kiepskiego Realu dawno nie widziałem. Pierwsza połowa meczu to marny prognostyk przed rozpoczynającym się sezonem Primera División, gdzie wiele drużyn wzorem Atlético zamuruje bramkę, a wtedy Real jest kompletnie bezradny. Przynajmniej na tę chwilę. Gwiazdy nie grzeszą pomysłowością, a biegać i wykonywać czarną robotę nie ma komu.
W drugiej połowie sytuacja się nieco zmieniła. Wreszcie pojawiły się strzały chociaż tempo akcji i płynność gry nadal pozostawiały wiele do życzenia. Najlepszą sytuację miał Toni Kroos, który nie trafił w bramkę gdy dobijał strzał Bale’a z rzutu wolnego. W 78 minucie Ancelotti wreszcie poszedł po rozum do głowy i wpuścił na boisko Di Maríę, który nieco rozruszał ataki Blancos. Zważywszy na to, jak się prezentuje Argentyńczyk na tle pozostałych, jego prawdopodobne odejście z drużyny nie jest dobrą wiadomością. W 81 minucie szczęście wreszcie dopisało gospodarzom, gdy w zamieszaniu podbramkowym największą przytomnością wykazał się James Rodríguez i strzelił swoją pierwszą bramkę w białych barwach. Gdy trzeba było dalej grać swoje i trzymać wynik, Real spuścił z tonu, w efekcie czego 7 minut później Raúl García wyrównał wynik (gol padł po rzucie rożnym, przy którym obrońcy i bramkarz zachowali się jak nowicjusze) i skomplikował sytuację przed rewanżem. W piątek na Calderón trzeba będzie wygrać, a przynajmniej strzelić bramkę. Jest nomen omen realne, ale nie z taką grą. Trzeba dodać, że w 90 minucie nie popisał się sędzia zawodów. Mario Suárez zatrzymał wyciągniętą ręką piłkę zmierzającą w stronę bramki i powinna być ewidentna jedenastka dla Realu. Jednak nie ma co szukać winnych poza sobą – piłkarze powinni uderzyć się we własne piersi i coś zmienić w swojej grze, bo dzisiaj zaprezentowali się nad wyraz mizernie. Mimo późnej pory (mecz był o godz. 23) ludzie szczerze wypełnili stadion licząc na koncert wirtuzów, a dostali przeciętny występ podwórkowej kapeli. Jeśli trener będzie mówił o równowadze i kontroli, to chyba traci kontakt z rzeczywistością lub zupełnie inaczej rozumie istotę futbolu. Za trzy dni szansa na rewanż i rehabilitację.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: