YES Heaven And Earth

Yes Heaven Earth recenzja Jon DavisonYES
Heaven & Earth
2014

Zespół Yes prezentując w latach 70. wielobarwne, progresywne utwory należał do ścisłego kanonu szeroko pojętego rocka. Potem czasy się zmieniały, a muzyka grupy nie bardzo – było coraz gorzej, aż wreszcie muzycy zamilkli na całe 10 lat. Już bez Jona Andersona powrócili w 2011 roku całkiem przyjemnym albumem Fly From Here, a teraz mamy kolejny krążek o poważnym tytule Heaven And Earth. Zastępcę jedynego słusznego wokalisty zastąpił kolejny zastępca – zamiast Davida Benoita tym razem śpiewa Jon Davison z grupy Glass Hammer. Przynajmniej imię się zgadza 🙂 Żarty na bok, bo wokalista daje radę, a przecież nie on odpowiada za repertuar, który kuleje od pierwszej do ostatniej minuty. Podszedłem do albumu dwukrotnie i właściwie trudno mi napisać cokolwiek pozytywnego. Miałkie kompozycje, wyjałowione z pomysłów, ciągną się w nieskończoność i gdyby odtwarzacz CD nie był wyposażony w wyświetlacz z numerami utworów, trudno byłoby zauważyć, że słuchamy już następnego i następnego. Nikt nie oczekuje od zespołu Yes rewolucji stylistycznej, ale wskazana byłaby odrobina weny przy tworzeniu piosenek. O formie muzyków też wypada wspomnieć, bo dostosowali ją do poziomu kompozycji. Klawisze Downesa są błahe i pozbawione kolorytu, bębny White’a zgubiły potęgę, jedynie Howe wypada nieźle, ale jego gitara nie nadrobi za kolegów. Nic po tej muzyce nie pozostaje, żaden z tytułów nie zasługuje na wyróżnienie, a jedyny element na poziomie starszych dokonań kapeli to przykuwająca wzrok baśniowa okładka płyty. Troszkę mało…
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: