Brazylia 2014 Dzień 2 – Lekcja pokory dla mistrzów świata

Brazylia 2014 Mundial mistrzostwa świata raportGrupa A: MEKSYK – KAMERUN 1-0 (Peralta 61′)
Grupa B: HISZPANIA – HOLANDIA 1-5 (Alonso 28’k – van Persie 44′, 72′, Robben 53′, 80′, de Vrij 65′)
Grupa B: CHILE – AUSTRALIA 3-1 (Sánchez 12′, Valdívia 14′, Beausejour 90′ – Cahill 35′)


Kolejne dwa mecze mundialu przyniosły kolejne dwa skandale sędziowskie i jest to temat do poważnych refleksji dla zachowawczej i niewzruszonej FIFY. W meczu Meksyku z Kamerunem arbiter nie uznał 2 prawidłowo strzelonych bramek doptrując się pozycji spalonej (to błąd arbitra liniowego, ale odpowiada główny), dlatego mecz powinien się zakończyć wynikiem 3-0, który bardziej odzwierciedlałby przebieg boiskowych wydarzeń. Meksykanie byli znacznie lepsi, szybsi, a ich ataki bardziej pomysłowe niż drętwa gra drużyny z Afryki. Podobnie sprawy wyglądały w meczu Chile z Australią, chociaż tutaj wczesne prowadzenie drużyny południowoamerykańskiej zbyt ją rozluźniło i piłkarze z Antypodów w pewnym momencie byli bliscy wyrównania. Obydwa zespoły zaprezentowały się dość solidnie, chociaż nie są faworytami do awansu.
   Trzeci mecz mistrzostw miał być wielkim rewanżem za finał turnieju sprzed 4 lat. Hiszpanie wygrali wtedy z Holandią 1-0 i mieli powtórzyć ten rezultat. Są aktualnymi mistrzami, grają jak z nut, od lat w podobnym składzie, z kolei w Holandii po nieudanym Euro 2012 nastąpiła prawdziwa rewolucja. Louis van Gaal zabrał do Brazylii młodą ekipę plus starych gwiazdorów w ataku: Robbena, van Persiego i Sneijdera. Okazuje się, że to wystarczyło na statycznych Hiszpanów, którzy dostali największe od 50 lat lanie przegrywając 1-5. Skompromitowali się totalnie tracąc w jednym meczu więcej bramek niż w poprzednich dwóch turniejach razem (Mundial 2010 i Euro 2012). Nie obyło się bez kolejnego skandalu sędziowskiego – arbiter najpierw przyznał Hiszpanom dyskusyjny rzut karny po efektownym padzie Diego Costy (znamy te jego sztuczki z ligi hiszpańskiej – tutaj jednak był lekko zahaczony), potem jednak uznał bramkę na 3-1 strzeloną po ewidentnym faulu na Casillasie. To nie zmienia jednak faktu, że mistrzowie świata zaprezentowali się wyjątkowo słabo. Bezproduktywna tiki-taka nie przekładała się na klarowne sytuacje bramkowe, ale czy kogoś to dziwi, skoro Del Bosque z uporem maniaka opiera skład na graczach Barcelony? Po słabym sezonie Katalończyków wypadałoby coś zmienić. Dzisiaj zawiedli wszyscy. Hiszpanie wyglądali na sytych i spełnionych, nic im nie wychodziło, zaś Holendrom udawało się dosłownie wszystko. Widać było, że napastnicy po nieudanych sezonach ligowych są głodni gry i żądni sukcesu. Niespełniony w Manchesterze United (w tym roku poza europejskimi pucharami) van Persie strzelał jak na zamówienie, a upokorzony przez Real Robben wziął srogi rewanż mijając obrońców La Roja niczym slalomowe tyczki. Nie popisali się defensorzy Realu – 4 bramkę zawalił rozbity psychicznie Casillas, którego interwencje były równie nieporadne jak w finale Ligi Mistrzów, z kolei trafienie nr 5 to pokaz szybkości Robbena przy bierności Ramosa, który po prostu nie nadążył za Holendrem. Przypominało to bramkę Bale’a i nieskuteczną pogoń Bartry z finału Pucharu Króla. Jedynie Alonso nie zawiódł przy rzucie karnym, ale to marna pociecha. Hiszpanie muszą sporo przemyśleć przed kolejnym meczem z Chile, bo to też dobra i dynamiczna drużyna, i takie bezpłciowe kopanie może na nią nie wystarczyć. A to spotkanie muszą wygrać, jeśli nie chcą wracać do domu po zaledwie 3 meczach.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: