WAMI (White Appice Mendoza Iggy) Kill The King

WAMI White Appice Mendoza Iggy Kill King recenzja GwaderaWAMI (White Appice Mendoza Iggy)
Kill The King
2014

Gdy znani z innych kapel muzycy tworzą nową formację (zwaną od razu supergrupą), oczekiwania słuchaczy rosną na ogół niewspółmiernie do ich dotychczasowych dokonań. Czy supergrupa musi od razu nagrać fantastyczny i wyjątkowy album? Doświadczenie pokazuje, że niekoniecznie. A może powinna wystarczyć sama solidność? Czy dobrze brzmiący, rockowy krążek to za mało? W przypadku supergrupy WAMI (White Appice Mendoza Iggy) musi wystarczyć. Zresztą muzycy jakby obawiali się, że nazwa WAMI nie wystarczy, więc na okładce dodali swoje zacne nazwiska, od których pierwszych liter powstał skrót. A że wśród tych nazwisk jest Polak, kapela będzie nam szczególnie bliska. Ale po kolei: wokalista Doogie White, perkusista Vinny Appice i basista Marco Mendoza to weterani rocka – starzy wyjadacze znani z Rainbow, Black Sabbath, Thin Lizzy czy Whitesnake. Czwartym członkiem projektu o nazwie WAMI jest Iggy Gwadera, 16-letni (!) polski gitarzysta kapeli Anti Tank Nun. Co robi nasz rodak wśród legend rocka? Pomysł nagrania płyty Kill The King narodził się po koncercie Thin Lizzy w Polsce, a Marco Mendoza uparł się, by wykorzystać talent genialnego młodzika. Producentami albumu zostali Piotr i Wojtek Cugowscy oraz Jarosław Chilkiewicz (Bracia), zaś Wojtek napisał większość tekstów.
Trudno nazwać WAMI zespołem – to raczej specyficzny projekt muzyczny o nieznanej na razie przyszłości. Muzycy nie spotkali się ze sobą, by odbywać próby i wspólnie pracować nad materiałem. Z pomocą przyszedł… internet. Zarysy utworów nagrane przez Iggy’ego wysyłano pozostałym, którzy dogrywali swoje partie, i tak oto powstał materiał na album. Może dlatego jest tak nierówny? Świetne rockowe kompozycje, dowodzące sporego potencjału twórczego, niezwykle energetyczne, niemal rasowe hardrockowe killery, jak Wild Woman (You Oughta Know), One More For Rock’n’Roll, The Rider, The Resistance czy Heart Of Steel (te dwa ostatnie przesiąknięte duchem klasycznego heavy metalu w stylu Dio i Rainbow – czy to kogoś dziwi?, w końcu od utworu Rainbow zapożyczono tytuł wydawnictwa), przeplatają się z kompozycjami miałkimi i banalnymi balladami (w Guardian Of Your Heart zaśpiewał gościnnie Piotr Cugowski). Na szczęście dobrego materiału jest więcej, dominują mocne gitary i przemyślane solówki naszego Iggy’ego, którego dojrzała gra raduje i zachwyca. Album powinien zadowolić wszystkich miłośników hard’n’heavy – patenty z lat 80. umiejętnie przeniesiono w XXI wiek, wszystko brzmi nowocześnie, soczyście i bardzo czysto. Zabrakło tylko wyrazistych numerów, które pamięta się latami. Miał szanse takim zostać długi biblijny opener Exodus (The Red Sea Crossing), gdyby nie był… przeraźliwie nudny. A zaczynał się obiecująco – długi wstęp, orientalne motywy, lecz na resztę zabrakło pomysłu.
Wypada życzyć, by projekt WAMI przetrwał, bo potencjał jest spory i jeśli panowie wyjechaliby w trasę, pograli trochę razem (nie przez internet), to z pewnością potrafiliby stworzyć lepsze, bardziej wyrównane kompozycje. Jednak i tak jest całkiem nieźle jak na debiut.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: