REAL-BAYERN 1-0 Pierwszy krok ku finałowi

Real Madryt Bayern 1-0 półfinał Ligi Mistrzów 2014   W pierwszym półfinałowym meczu Ligi Mistrzów Real pokonał na własnym stadionie faworyzowany Bayern 1-0 i ma niewielką przewagę przed wtorkowym rewanżem w Monachium. Po długiej relacji z finału Copa del Rey tym razem napiszę krótko, bo obydwa spotkania miały wiele wspólnego. Prowadzony przez Guardiolę Bayern prezentuje styl identyczny jak wcześniej jego Barcelona. To nie Pep wymyślił tiki-takę, ale on doprowadził ją do perfekcji. On też jako trener nigdy nie przegrał na Bernabéu – aż do dzisiaj. Na dodatek przegrał też poza boiskiem. Nie umiał zachować klasy, bo zaraz po meczu komplementował swoich zawodników mówiąc o całkowitej dominacji i narzekając, że Real kupuje kogo chce, a dzisiaj w pierwszej połowie nie potrafił wymienić 3 podań. Rzeczywiście, przez pierwszy kwadrans Królewscy byli zbyt cofnięci, ale faktem jest też, że gdy w końcu wymienili te 3 podania – od razu strzelili gola. W 18 minucie wracający po 3 tygodniach przerwy Cristiano fantastycznie obsłużył Coentr?o, ten wyłożył piłkę Benzemie i Francuz dopełnił formalności. To jego pierwsze trafienie od 8 spotkań.
   Po zdobyciu prowadzenia Real zaczął grać znacznie lepiej, czego efektem były kolejne klarowne okazje. Najpierw przestrzelił Ronaldo w sytuacji, którą będąc w pełni sił raczej by wykorzystał, zaś tuż przed przerwą nie popisał się Di María – mając przed sobą tylko Neuera huknął jak z armaty prosto w… gołębie na dachu. Tak mniej więcej wyglądał ten mecz – Bayern miał przewagę w posiadaniu piłki, ale nic z tego nie wynikało. Zupełnie jak Barcelona kilka dni temu. Guardiola nie przyjął do wiadomości, że można grać inaczej, że piłka to prosty sport i nikt nie przyznaje punktów za samo posiadanie. Taktykę obu drużyn zabawnie ilustruje załączony obrazek. Bayern miał piłkę dwa razy dłużej, oddał dwa razy więcej strzałów, wymienił milion podań, i co z tego? To madrytczycy stworzyli 5 świetnych sytuacji, podczas gdy Casillas tylko raz musiał interweniować po strzale Götzego. Szkoda, że wykorzystali tylko jedną, ale dobre i to. W końcu Bayern to aktualny mistrz Europy – zwycięzca Ligi Mistrzów 2012/2013, w obecnym sezonie to taka lepsza wersja Barcelony, z Guardiolą na ławce i tiki-taką na boisku. Mistrzostwo Niemiec wywalczone w imponującym stylu na 7 kolejek przed końcem rozgrywek też mówi wiele. A jednak dzisiaj ten wielki Bayern był bezradny wobec defensywy Blancos. Coentr?o wyłączył Robbena, Carvajal Ribéry’ego, a strzały blokowali obrońcy. Gdy mówiłem o niewykorzystanych sytuacjach mój kolega z Krakowa powiedział: nie narzekaj, wygraliście z najlepszą obecnie drużyną świata. Coś w tym jest… Rok temu ten sam Bayern zmiażdżył jego ukochaną Barcelonę…
   Jak wygląda sytuacja w kontekście rewanżu? Czy 1-0 wystarczy? Pamiętamy, jak Real cierpiał w Dortmundzie mimo trzybramkowej zaliczki. Jednak trzeba patrzeć z optymizmem bo wszystko jest możliwe. W Madrycie okazało się, że nie taki diabeł straszny i Real poradził sobie bez Bale’a i z powracającym po kontuzji, nie będącym w pełni sił Ronaldo. Na pewno za tydzień nie wolno pozwolić na aż taką dominację rywala, bo to źle wygląda i grozi utratą kontroli nad spotkaniem. Tak było z Borussią, gdy spanikowani madrytczycy kompletnie się pogubili, a przecież Bayern u siebie będzie dużo groźniejszy. Real wprawdzie nie ma dobrych wspomnień z Monachium, ale teraz historię należy pisać na nowo. Na pewno zawodników Ancelottiego na to stać. Gdy tylko nauczą się wymieniać 3 podania 🙂
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: