REAL-BARCELONA 2-1 Puchar Króla 2013/2014 dla Realu!!!

Real Barcelona 2-1 Puchar Króla finał 2014 Copa ReyW finałowym meczu o Puchar Króla na Estadio Mestalla w Walencji Real Madryt pokonał Barcelonę 2-1 i po raz 19 zdobył to trofeum! Ancelotti podąża więc drogą Mourinho, który w swym pierwszym sezonie na ławce Los Blancos również pokonał Blaugranę na tym samym stadionie. Różnica jest taka, że teraz Królewscy wciąż walczą na pozostałych frontach. Bez względu na dalsze rozstrzygnięcia, sezon nie jest stracony, a wyrwanie Pucharu najgroźniejszemu rywalowi ma podwójne znaczenie. Do tego po meczu, w którym ani przez moment nie było wątpliwości, kto jest lepszy. Barcelona jak zwykle miała przewagę w posiadaniu piłki, ale nie bardzo wiedziała, co z nią zrobić. Real z kolei pozwalał rozgrywać, ale nie dopuszczał do zagrożenia pod własną bramką. Wystarczy dodać, że pierwszy naprawdę groźny strzał Katalończycy oddali w drugiej połowie spotkania. Było to El Clásico z golami wyjątkowej urody, z których ten decydujący z pewnością przejdzie do historii rozgrywek. A więc przeżyjmy jeszcze raz najważniejsze momenty pierwszego prawdziwego finału sezonu 2013/2014.
   Real przystąpił do gry bez swojej największej gwiazdy – Cristiano Ronaldo dopingował kolegów z trybun. Mecz rozpoczął się od ataków bojowo usposobionych madrytczyków – w 4 minucie minimalnie chybił Bale, chwilę później jego mocny strzał zablokował obrońca wybijając na rzut rożny. Do trzech razy sztuka – kolejna akcja Realu przyniosła bramkę. W 10 minucie koncertowy kontratak rozpoczął Isco, który wyłuskał piłkę spod nóg Alvesa, zagrał do Bale’a, ten do Beznemy, a Francuz na wolne pole do wbiegającego Di Maríi. Wszystko na dużej szybkości, dokładnie i z pierwszej piłki. Akcja marzenie, a jej wykończenie równie udane – strzał Argentyńczyka może nie był bardzo mocny, lecz na tyle precyzyjny, że Pinto nie zdołał go obronić. Po zdobyciu prowadzenia Real uspokoił grę, nie szarżował, ale był bardzo uważny w obronie, w efekcie czego Katalończycy mimo optycznej przewagi nie stwarzali pod bramką Ikera żadnego zagrożenia. Warto dodać, że do wysokiego poziomu spotkania dostosował się arbiter – Mateu Lahoz to nie Undiano Mallenco, pozwalał na kontaktową grę i nie dawał się nabrać na efektowne pady i wydumane faule, a dość szybko pokazane kartki utemperowały zapędy bardziej krewkich zawodników obu drużyn. Pod koniec pierwszej części meczu Di María idealnie obsłużył Benzemę, który jednak skiksował i zmarnował dobrą okazję. Jego niemoc strzelecka trwa, lecz w kreowaniu akcji Karim był dzisiaj znakomity.
   Druga połowa rozpoczęła się podobnie do pierwszej – okazje stwarzał Real, a Barcelona klepała między sobą zadowalając się posiadaniem piłki, bo na więcej im przeciwnik nie pozwalał. W 48 minucie Bale po indywidualnej akcji minimalnie chybił celu, a szkoda, bo miał lepiej ustawionych partnerów i powinien był do nich zagrać. Skoro zdecydował się wykończyć samemu, powinien przynajmniej trafić w światło bramki. Jednak aktywność Walijczyka obiecywała wiele. 5 minut później znów uderzył tuż nad poprzeczką, zaś w 67 minucie strzelił gola głową. Sędzia początkowo wskazał na środek boiska, potem po protestach Pinto zmienił zdanie dopatrując się faulu na bramkarzu. Chwilę wcześniej mocno, lecz w sam środek bramki Ikera uderzył Bartra – obrońca Barcelony i zarazem… najgroźniejszy napastnik. Zaraz potem Di María wystawił piłkę Benzemie, ten strzelił precyzyjnie, ale Pinto końcami palców sparował piłkę na słupek. W tym momencie Królewscy powinni byli prowadzić dwiema lub trzema bramkami. Gdy się marnuje okazje, trafia rywal. Stara piłkarska prawda sprawdziła się w 68 minucie. Po rzucie rożnym perfekcyjną główką w samo okienko bramki Casillasa popisał się… Bartra. Tak, tak – to nie zagubiony Messi czy sprowadzony za miliony Neymar byli dzisiaj niebezpieczni. Obrońca Blaugrany dał jej wyrównanie, i była to właściwie pierwsza dobra okazja do strzelenia bramki. Warto przypomnieć, że to dopiero pierwsza stracona przez ekipę Ancelottiego bramka w tej edycji rozgrywek – Iker Casillas był niepokonany przez 788 minut! Samo to świadczy o tym, jak świetnie prezentował się Real podczas Copa del Rey. Po stracie bramki Real nie odpuszczał i nie zmienił filozofii gry. To był mecz, w którym madrytczycy wciąż naciskali przeciwnika i biegali przez pełne 90 minut. W drugiej połowie może grali nieco za głęboko i niepotrzebnie tracili wiele piłek (długie wybicia Ikera bez szans na ich przejęcie), ale obrona była ustawiona wzorowo, a kontry okazały się zabójcze. Dawno nie widziałem tak agresywnego Realu przez całe spotkanie. W 80 minucie pokazał się Modrić – Chorwał huknął zza pola karnego trafiając w słupek bramki Pinto. Zabrakło centymetrów. Kolejny wypad madrytczyków był już skuteczny i tej akcji należy się osobny akapit.
Gareth Bale Copa del Rey 2014   W 85 minucie Isco przejął piłkę z boku pola karnego, podał do Coentr?o, ten zagrał do rozpędzającego się Bale’a. Walijczyk przejął piłkę na własnej połowie, mocno ją sobie wypuścił i rozpoczął nieprawdopodobny rajd. Z prędkością błyskawicy, niczym struś pędziwiatr pomknął na bramkę, minął Bartrę, który zepchnął go poza boisko – Gareth po prostu go obiegł i sam wykończył akcję trafiając pomiędzy nogami Pinto. W kilka sekund przebiegł niemal 60 metrów ditykając piłkę tylko 3 razy. Najlepszy zawodnik meczu strzełi swoją najważniejszą bramkę zapewniającą mu podziw całego futbolowego świata, która przejdzie do historii i zostanie klasykiem Walijczyka, podobnie jak „ręka Boga” Maradony czy słynny wolej Zidane’a. Gareth Bale jest wielki i teraz już nikt nie będzie pytał, dlaczego Real zapłacił za niego tyle pieniędzy. Jest wart każdego wydanego pensa.
   Barcelona nie mając nic do stracenia rzuciła się do desperackich ataków zapominając, jakie Real wyprowadza kontry. W 86 minucie mogło być po meczu, bo w swojej kolejnej akcji Bale świetnie wypuścił Benzemę, który jednak nie odegrał mu piłki i koniecznie chcial zdobyć swoją bramkę. Jak strzela wszyscy wiemy – skończyło się więc tylko na strachu Pinto, bo Francuz uderzył prosto w bramkarza. Szkoda, bo za moment mógł tego gorzko żałować, bowiem Barcelona przeprowadziła najlepszą swoją akcję w meczu – Xavi idealnie zagrał do Neymara, który trafił w słupek, o odbitą piłkę wyłapał Casillas. To by było na tyle. Real wygrał 2-1, w słupkach też było 2-1, w klarownych sytuacjach 8-3, więc zwycięstwo jak najbardziej zasłużone. Wybiegane i wywalczone w pocie czoła po meczu, w którym wszyscy zawodnicy stanęli na wysokości zadania. Real nie miał dzisiaj słabych punktów, a osobne słowa uznania należą się obrońcom za niemal perfekcyjną grę i trenerowi za przygotowanie taktyki  i właściwe zmotywowanie zawodników. Wreszcie oglądaliśmy Klasyk bez wielkich kontrowersji i pomyłek sędziowskich, w którym królował futbol. Barcelona była bezradna i może być zadowolona, że straciła tylko 2 bramki. Real rozegrał jedno z najlepszych spotkań w sezonie. Grał po królewsku i całkowicie zatarł złe wrażenie z Dortmundu. Takiemu Realowi niestraszny i Bayern, z którym mecz już za tydzień. Jest czas na odpoczynek i dogranie pewnych elementów, które nadal szwankują. Przede wszystkim nie można tak łatwo oddawać piłki przeciwnikowi. Długie wybicia mają sens, gdy z przodu jest więcej zawodników – inaczej są to proste, niewymuszone straty. Ale zostawmy Bayern – teraz trzeba świętować, bo jedno trofeum już mamy i nie zakończymy sezonu z niczym. Hala Madrid!
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: