BORUSSIA-REAL 2-0 Wymęczony awans po fatalnej grze

Borussia Real 2-0 ćwierćfinał Ligi Mistrzów 2014   Na rewanżowe spotkanie ćwierćfinału Ligi Mistrzów Królewscy pojechali do Dortmundu z pokaźną, trzybramkową zaliczką. Jednak to, co się wydarzyło na Signal Iduna Park przeszło najśmielsze oczekiwania fanów Lewandowskiego i spółki, a Real przeżywał swój wielki koszmar. Borussia pokazała madrytczykom, co to znaczy futbol totalny, a zagubieni goście chwilami nie wiedzieli, co się dzieje. Mogli tylko obserwować świetnie zorganizowaną grę gospodarzy, między którymi piłka krążyła jak po sznurku. Przestraszeni zawodnicy Realu przez kilka minut nie potrafili opuścić własnej połowy. Wybijali piłki na oślep, a o grze ofensywnej nie było mowy, bo przegrywali prawie wszystkie pojedynki indywidualne. Zresztą nie można atakować tylko dwoma zawodnikami. Jak to należy robić pokazała Borussia, która całą drużyną przesuwała się na połowę rywala i tam stosowała skuteczny pressing. Nie grał Cristiano Ronaldo, ale to nie ma znaczenia, bo błąd leży w filozofii gry i wyszkoleniu technicznym piłkarzy. Co z tego, że Borussia grała bez 6 podstawowych zawodników, skoro pozostali tworzyli dobrze zgrany, rozumiejący się zespół, a naszpikowania gwiazdami ekpia Ancelottiego to zlepek indywidualności sprawiających wrażenie, jakby po raz pierwszy wyszli razem na boisko. Wstyd panowie. Same nazwiska nie grają, a wymieniać podania na własnej połowie i podawać do bramkarza z połowy przeciwnika to nawet juniorzy umieją. Najpierw trzeba się nauczyć grać w nowoczesną piłkę i myśleć na boisku, a potem dopiero mówić o Décimie.
   Spotkanie zaczęło się od ataków gospodarzy i spokojnej wymiany podań gości, ale mimo optycznej przewagi Borussia nie stwarzała sytuacji. Tę pierwszą wypracował Real – w 16 minucie po dośrodkowaniu Coentr?o Łukasz Piszczek zagrał ręką i sędzia wskazał na jedenastkę. Pod nieobecność Ronaldo do piłki podbiegł Di María, uderzył słabo i czytelnie więc Weidenfeller nie miał kłopotów z obroną. Przy strzale Argentyńczyk się poślizgnął, ale to go nie tłumaczy. Chwilę później po drugiej stronie w idealnej sytuacji przestrzelił Mychitarian. Od tego momentu Real przestał istnieć na boisku. W 24 minucie po fatalnym błędzie Pepe Marco Reus strzelił gola numer 1. Kilka minut później drużynę uratował Casillas, a w 37 minucie po kolejnym karygodnym błędzie, tym razem Illarramendiego, piłkę przejął Lewandowski, uderzył w słupek, a skutecznie dobił ponownie Reus. Zrobiło się 2-0, a zdenerwowani zawodnicy Realu popełniali kolejne błędy. Do przerwy nic się zmieniło i spanikowani Królewscy poszli uspokoić głowy. W pierwszej połowie madrytczycy nie grali w piłkę, zaprezentowali się znacznie gorzej niż w meczu sprzed 3 dni. To najgorsze 45 minut Realu w 2014 roku. Smutno było patrzeć na grę jednego z kandydatów do wygrania rozgrywek. To kompromitujący występ drużyny Ancelottiego, która była gorsza od rywala w każdym aspekcie gry.
   Po zmianie stron niemrawego Illarrę zastąpił Isco, a Real zaczął z zupełnie innym nastawieniem. Zaatakował i w 48 minucie dobry strzał oddał Gareth Bale. To pierwszy groźny strzał Blancos w tym spotkaniu (nie licząc rzutu karnego) i… ostatni. Po kwadransie Borussia odzyskała inicjatywę, a madrytczycy znów byli bezradni. W 65 minucie Rues w idealnej sytuacji trafił w słupek, chwilę później dwa strzały Mychitariana świetnie wybronił Casillas, na którego przedpolu co chwila było gorąco. Królewscy byli słabi z przodu, ale bronili się skutecznie i wynik już nie uległ zmianie. Los Blancos ostatecznie awansowali do półfinału Ligi Mistrzów, jednak z taką grą nie mają tam czego szukać. Zawodnicy Borussii byli dwa razy szybsi i przebiegli 10 km więcej. Co najważniejsze, stanowili monolit – drużynę zgraną i rozumiejącą, że nowoczesny futbol nie polega na prowadzeniu piłki, tylko jej rozgrywaniu, a do tego potrzebna jest nienaganna technika i boiskowa inteligencja. W tym aspekcie milionerzy z Hiszpanii wyglądali jak nowicjusz. Nie napiszę, że przed Ancelottim dużo pracy, bo miał już wystarczająco dużo czasu, by chłopaków nauczyć gry i wpoić pewne schematy. Dzisiaj Królewscy pokazali, że nie są solidną drużyną i nigdy nie wiadomo, jak zagrają – czy na boisko wyjdzie bezlitosny i skuteczny Dr. Jekyll, czy niemrawy i wystraszony Mr. Hyde. Bez Cristiano Ronaldo dzisiaj byli kompletnie bezradni. Taka gra może wystarczyła na Real Sociedad San Sabastian, ale na czołówkę europejską już nie. Z drugiej strony trzeba pochwalić Borussię, która z honorem żegna się z rozgrywkami (podobnie jak Real rok temu – wtedy też w rewanżu zabrakło tylko 1 bramki i kilku minut meczu). Zostawiając na boku narzekania trzeba odnotować, że Real Madryt wykonał plan i po raz 4 z rzędu awansował do półfinału Ligi Mistrzów. To nie zaspokaja ambicji Madrytu, ale cieszmy się tym, co jest, i miejmy nadzieję, że to był tylko wypadek przy pracy i z tej porażki trener wyciągnie odpowiednie wnioski.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: