GEORGE MICHAEL Symphonica

George Michael Symphonica recenzjaGEORGE MICHAEL
Symphonica
2014

Jaki jest koń – każdy widzi. Jak śpiewa George Michael – każdy wie. Idol nastolatek z lat 80. wydoroślał, spoważniał i… stał się bardzo leniwy. Wystarczy dodać, że jego poprzednia płyta ukazała się 10 lat temu, a ta nowa wcale nie przynosi nowych utworów. Po co je pisać, skoro wciąż można odcinać kupony od przeszłości? George w latach 2011/12 ruszył w wielką trasę koncertową przypominając swoje piosenki w symfonicznych aranżacjach, uzupełniając całość pasującymi klimatem utworami innych wykonawców. Zarejestrowane nagrania wziął w swoje ręce Phil Ramone, który już wcześniej współpracował z Michaelem przy albumie Songs From The Last Century, i wraz z Davidem Austinem stworzył swoje ostatnie dzieło – album Symphonica. Legendarny producent zmarł na raka mózgu w marcu 2013.
George Michael potrafi śpiewać i temu trudno zaprzeczyć. Jego delikatny głos idealnie pasuje do ballad (jakie tu dominują) i swingująco-jazzujących aranżacji klasyków z repertuaru m.in. takich wykonawców jak Nina Simone, Elton John czy Terence Trent d’Arby. W wersji deluxe jest jeszcze znakomite wykonanie You Have Been Loved i równie świetna wersja Roxanne Stinga i The Police. A propos Stinga – jego Symphonicity wynudziło mnie na śmierć i w tym porównaniu George wygrywa o dwie długości. Lepsze aranżacje, lepsze piosenki i lepsze wykonanie, bardziej emocjonalne i trafiające do słuchacza. No i sama produkcja imponuje. Wprawdzie słychać brawa niemal po każdej piosence, nie łudźcie się jednak, że to oryginalny zapis koncertuSymphonica jest do bólu sterylna (aż za bardzo), nagrania wyretuszowano, wokale dograno jeszcze raz. To właśnie praca pana Ramone’a. W sumie nic w tym złego, tylko takie drobne i dość powszechne oszustwo – po prostu płyta miała być idealna, i taka poniekąd jest. Mnie brakuje nieco luzu i spontaniczności, ale jak wspomniałem na wstępie – George spoważniał, stał się elegancki i dostarcza dzieło wysmakowane i dopieszczone, chociaż bardzo monotonne, bo wszystkie nagrania są zrobione na jedno kopyto. Orkiestra jest schowana w tle, a nowe piosenki bardzo podobne do ich wersji studyjnych. A szkoda, bo skoro już odgrzewamy stare kotlety, to można by się bardziej postarać. Symphonica starych fanów oczaruje, nowych niekoniecznie pozyska, ale mimo skromnego dorobku płytowego George Michael ma ich już wystarczająco dużo.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: