SUPERCHARGER Broken Hearts And Fallaparts

Supercharger Broken Hearts Fallaparts recenzjaSUPERCHARGER
Broken Hearts And Fallaparts
2014

Duńska kapela Supercharger z impetem wpada na europejską scenę rockową. Wprawdzie jej wcześniejsze krążki cieszyły się sporą popularnością w ojczyźnie i krajach ościennych, jednak dopiero nowy album Broken Hearts And Fallaparts ma odnieść znacznie szerszy sukces. Przygotowano go bardzo starannie, a dawka energii proponowana przez muzyków zaraża z prędkością błyskawicy. Rock’n’rollowo-hardrockowe granie, idealne na ostre imprezy, potrafi rozruszać nawet najbardziej opornych. Szybkie, soczyste riffy, równo pracująca sekcja plus nośne refreny – to bardzo prosty patent na sukces. Muzyka plasuje się gdzieś pomiędzy The Cult a Offspring z czasów Pretty Fly. Oczywiście nie każdy kawałek porywa, większość jest bardzo podobna, zbudowana na podobnej linii melodycznej, a jakichkolwiek ballad brak (poza nudną jak flaki z olejem Goodbye Copenhagen na samo zakończenie krążka). Wściekłe riffy atakują od pierwszej sekundy czadowego Like A Pit Bull, ale najlepsze dopiero nadchodzi: Supercharged rzeczywiście ładuje baterie, Blood Red Lips to przebojowy The Cult w najczystszej postaci, refren Suzi The Uzi natychmiast przywołuje Offspring, i tak jest niemal do cały czas. Niezbyt oryginalnie, ale ostro i przebojowo. Samo słuchanie po pewnym czasie trochę nudzi, ale na szaloną imprezę jak znalazł.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: