MALAGA-REAL 0-1 Zadyszka przed klasykiem

Malaga Real Madryt 0-1 liga hiszpańska 2014   Na tydzień przed ligowym klasykiem z Barceloną, Real podjął się wyprawy do Andaluzji, gdzie pokonał miejscową Málagę, prowadzoną przez byłego szkoleniowca Królewskich Bernda Schustera. Zwycięstwo na La Rosaleda było warunkiem niezbędnym, by do kluczowej ligowej konfrontacji podejść ze spokojem i bezpieczną 4-punktową przewagą nad rywalem. Plan został wykonany, niemniej forma zaprezentowana przez drużynę Ancelottiego pozostawiała wiele do życzenia i budzi niepokój. To jeden z najsłabszych meczów Blancos w 2014 roku. Co prawda nie wypada narzekać na drużynę, która nie przegrała po raz 30 z rzędu, ale naprawdę przykro było patrzeć na nieporadność w ataku i nonszalancję w obronie celujących w mistrzostwo madrytczyków. Gospodarze byli lepsi technicznie, bardziej aktywni, a porażkę zawdzięczają jedynie swojej indolecji strzeleckiej i nieumiejętności wykańczania akcji. Real ma lepszych zawodników, to nie ulega wątpliwości, i to właśnie jeden z nich – niezawodny Cristiano Ronaldo zdecydował o wyniku. Jego strzał z 23 minuty był mocny i dokładny, lecz wszystkie pozostałe słabe i anemiczne. Na pochwałę zasłużył Gareth Bale, który świetnie podawał i wypracowywał okazje kolegom, to jednak nie przyniosło efektu bramkowego.
   Bohaterem meczu mógł zostać Isco, który w 51 minucie dostał idealne podanie od Di Maríi i nie trafił do bramki w stuprocentowej sytuacji. Argentyńczyk wyprowadził fantastyczna kontrę, minął kilku rywali i wyłożył piłkę jak na patelni. Wypadało tylko dopełnić formalności. Jak to trafnie ujął komentujący spotkanie – Di María sam przygotował smaczną potrawę, a Isco zbił talerz. Czyżby nie chciał skrzywdzić swojej byłej drużyny? Szkoda, bo młody Hiszpan grywa rzadko, dzisiaj dostał szansę i jej nie wykorzystał. Nie chodzi tylko o tę akcję, bo pudła zdarzają się najlepszym, jednak piłkarz będący objawieniem początku sezonu przez całe spotkanie był zagubiony i mało widoczny. Zmienił go Jesé, ale grał równie słabo, jeśli nie jeszcze gorzej.
   Ligę wygrywa się zwycieżając w takich meczach – kiedy nie idzie, gra się nie układa. Dlatego wymęczone 3 punkty cieszą, lecz to nie może przesłonić obrazu spotkania. Żal patrzeć, gdy słaba przecież Málaga spycha Real do obrony, a ten popełnia masę niewymuszonych błędów, pozwala przeciwnikowi dominować w środku pola i nie potrafi wyprowadzić składnych akcji (ta Di Maríi była wyjątkiem). Nawet jeśli nie każdy mecz można wygrywać po 3 lub 4-0, gra na La Rosaleda była niegodna Królewskich. To był prawdziwy Mr. Hyde i trudno uwierzyć, że to tylko zasłona dymna. Tak męczący się Real dostałby tęgie baty z będącą w dobrej formie Barceloną. Na szczęście Królewscy potafią się dostosować do przeciwnika i za tydzień powinniśmy zobaczyć zupełnie inną drużynę i zupełnie inną grę. Pojawi się Doktor Jekyll. Niedzielnej potyczki na Bernabéu przegrać nie wolno. O spotkaniu z Málagą trzeba jak najszybciej zapomnieć, bo nie było w nim niczego godnego zapamiętania.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: