GRAND MAGUS Triumph And Power

Grand Magus Triumph Power recenzja ChristofferssonGRAND MAGUS
Triumph And Power
2014
altaltaltaltalt

Odkąd zespół Grand Magus zmienił ciężkie, doommetalowe granie na energetyczny i przebojowy heavy metal, liczba jego zwolenników znacząco wzrosła. Melodyjne, oldskulowe granie może nie jest nowatorskie, ale na pewno łatwiej przyswajalne. Zresztą kto mówi, że rock ma być nowatorski? Jeśli kompozycje są dobre i istnieje chemia między muzykami, to w zupełności wystarczy. Tak właśnie jest na 7 krążku Szwedów. Nie lubię słowa solidność, ale tutaj pasuje jak ulał. Nośne refreny, kapitalne gitary, rasowy wokal, bogate i zróżnicowane kompozycje, przednie wykonanie – jest tu wszystko, co powinien mieć hitowy, rockowy album. Chociaż utwory są rytmiczne, nie ma mowy o celowym ukłonie w stronę komercji. To nie Bon Jovi czy inne pop-rockowe grupy dla dzieciaków. Trzej panowie łoją ostro i równo, mieszając wpływy Black Sabbath, Judas Priest, Manowar i kilku innych podobnych wymiataczy.
   Główny twórca kapeli, wokalista i  gitarzysta Janne JB Christoffersson, był przez kilka lat związany ze stonerrockowym Spiritual Beggars, który opuścił w 2010 roku skupiając się wyłącznie na pracy z Grand Magus (wtedy też trio wydało mój ulubiony krążek Hammer Of The North). Nie da się ukryć, że jest wiodącą postacią na Triumph And Power – znakomicie śpiewa, ale gra jeszcze lepiej. Do tego ściągnął do zespołu Ludwiga Witta, bębniarza Spiritual Beggars, i razem świetnie się uzupełniją. Najbardziej przebojowy kawałek to bez wątpienia Steel Versus Steel, najbardziej czadowy The Naked And The Dead, moc i potęga bije z zaczynającego się niepozornym chórem Holmg?ng, zaś w fotel wbija kończący płytę 7-minutowy, wielowarstwowy The Hammer Will Bite. To wcale nie wszystko, bo jest jeszcze niezły utwór tytułowy i dwie krótkie stonowane instrumentalne miniaturki, które idealnie rozładowują cieżką atmosferę i pozwalają na moment wytchnienia od siarczystych riffów.
   Trzeba przyznać, że udała się Szwedom ta płyta. Nie ma śladu po lekkiej zadyszce i spadku formy na The Hunt sprzed 2 lat. Grand Magus prochu nie wymyślą, ale słuchanie ich najnowszej propozycji dostarczy sporej frajdy wielbicielom melodyjnego, mocnego rocka.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: