REAL-ESPANYOL 1-0 Awans i nowy rekord z zerowym kontem

Real Espanyol 1-0 ćwierćfinał Puchar Króla Copa Rey   Real Madryt zgodnie z oczekiwaniami awansował do półfinału Pucharu Króla pokonując na Bernabéu Espanyol 1-0. Identyczny wynik padł w 2 poprzednich meczach tych drużyn rozgrywanych w Barcelonie. Liczyłem, że przed własną publicznością madrytczycy rozbiją rywala w puch. Nic takiego nie nastąpiło. Po żwawym początku (prowadzenie po świetnym podaniu Alonso już w 7 minucie uzyskał Jesé) oglądaliśmy mało efektowne zawody, w których Blancos mieli pełną kontrolę, ale nie pokazali niczego godnego uwagi. To jeden z najnudniejszych meczów, jakie ostatnio widziałem, więc nie będę opisywał nieudolnych popisów Królewskich, bo przecież wygrali i awansowali. Drużyna jest solidna w obronie (Espanyol nie oddał ani jednego celnego strzału) i wciąż kompletnie nijaka w ataku. Zawodził Cristiano Ronaldo, Morata pokazał, że słusznie grzeje ławę, Isco był tylko cieniem zawodnika z początku sezonu, o strzale Ramosa ponad trybuny nawet nie wspomnę. Real nie pokazał niczego wielkiego, nie stworzył ani jednej godnej zapamiętania akcji (poza bramkową), notując całą masę niedokładności i prostych strat. Kolejni rywale będą bardzo wymagający i taka kopanina już nie wystarczy do uzyskania dobrego wyniku – w niedzielę ligowy pojedynek z Baskami w Bilbao na niezdobytym jeszcze San Mamés, a następnie półfinał Copa del Rey ze zwycięzcą pary Atlético Madryt / Athletic Bilbao. Tutaj nie będzie taryfy ulgowej.
   Teraz pora na pozytywy, bo mimo fatalnej dla oka gry, ekipa Ancelottiego ustanowiła nowy klubowy rekord, rozgrywając 8 z rzędu mecz bez straty bramki. Wprawdzie przeciwnicy nie byli zbyt wymagający (kolejno Celta, Osasuna, Espanyol, Osasuna, Betis, Espanyol, Granada i ponownie Espanyol), ale osiągnięcie jest i tak godne odnotowania. Do tego dochodzi nieuwzględniony tu, towarzyski mecz z PSG wygrany 1-0 na początku stycznia. Ostatecznie więc drużyna rozegrała 9 spotkań w 27 dni. Włoch zdecydowanie poprawił obronę Królewskich – szkoda tylko, że to jedyna rzecz, jaką poprawił. Gra z przodu nadal szwankuje, Królewscy nawet z przewagą 1 zawodnika przez ostatni kwadrans nie umieli zagrozić bramce słabego rywala. Nie dlatego, że Espanyol tak świetnie bronił. Dlatego, że Real nie umiał rozegrać jednej dobrej akcji. Bardzo to przykre stwierdzenie, ale równie przykro ogląda się grę drużyny Ancelottiego. Nie rozumiem, dlaczego drużyna opierająca się na indywidualnych umiejętnościach graczy i mająca trudności z wymianą kilku podań z klepki i rozgrywaniem ataku pozycyjnego, zwalnia grę, cofa piłkę i pozwala przeciwnikowi zewrzeć szyki? To kompletnie nie ma sensu, bo potem brakuje pomysłu na rozklepanie obrony i obserwujemy bezproduktywne wrzutki lub niecelne podania. Szybki kontratak to juz historia. Casillas wyłapuje dośrodkowanie i nie ma komu podać. Jeśli już ktoś wyprowadzi piłkę, to holuje ją zbyt długo zamiast natychmiast zagrać na wolne pole. Jak to się kończy? Zawsze tak samo – stratą lub wymuszonym faulem. Na pocieszenie powiem, że mimo braku stylu Włocha bronią styczniowe wyniki jego ekipy. 8 meczów, 8 zwycięstw, 17 strzelonych i 0 straconych bramek. Meczów było dużo, zawodnicy mogą być zmęczeni, aczkolwiek przy tej samej intensywności spotkań nie zauważyłem podobnych objawów u piłkarzy Barcelony, Atlético czy Athletiku Bilbao, więc to żadna wymówka. Tylko że tamtym piłka nie przeszkadza w grze…
   Dzisiaj padł jeszcze jeden rekord. Ustanowił go Iker Casillas, który jest niepokonany od 682 minut. Przez 7 kolejnych spotkań rywale nie potrafili strzelić mu bramki. Ten wynik zostanie jeszcze powiększony w kolejnym pucharowym starciu już za tydzień. Poprzedni rekord pochodzi z sezonu 1994/95, kiedy to Buyo pozostał niepokonany przez 658 minut.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: